Na trasie zameldowały się dziś 354 pojazdy i w sumie 556 zawodników z 60 krajów, co jest rekordem Dakaru. Po uroczystej prezentacji na rampie startowej w Buenos Aires na zawodników czekała 346-kilometrowa trasa. Odcinek specjalny liczył zaledwie 11 km, więc różnice na mecie odcinka były sekundowe.

– Taki prolog to dobre rozwiązanie, bo ustawia listę startową na późniejsze etapy. Nie ma przypadkowości, zawodnicy jadą w swoim tempie, nie uzależnionym od kolejności przypisanej przez organizatora. Nie muszą jechać w kurzu. Prawdziwy rajd zaczyna się jutro i o tym przede wszystkim trzeba pamiętać – powiedział Marek Dąbrowski, kierowca ORLEN Team, który wraz z Jackiem Czachorem ukończył prolog na bardzo dobrym piątym miejscu.

Kolejne załogi samochodowe ORLEN Team dojechały tuż za pierwszą dwudziestką: Adam Małysz i Xavier Panseri zajęli 22. miejsce, zaś tuż za nimi uplasowali się Kuba Przygoński i Andrej Rudnitski.

– Odcinek był typowy dla rajdów płaskich: szutrowy i szybki. Mimo że zajęliśmy miejsce na początku trzeciej dziesiątki, uważam, że pozycja wyjściowa na jutro nie jest zła. Samochód, jak na razie, nie sprawia nam żadnych problemów. Liczę, że będzie tak do końca rajdu – powiedział Adam Małysz.

– Dzisiejszy odcinek to była rozgrzewka, jechałem na jakieś 90 procent. Wszystko było dobrze, bez problemów z samochodem. Jutro przede mną startuje Adam, a przed nami jest bardzo dobra grupa zawodników, więc najważniejsze, to nie dać się nikomu wyprzedzić i uciekać – dodał Kuba Przygoński.

Już pierwszego dnia rajdu pecha miał Kuba Piątek, który na przejeździe przez rzekę mógł nawet zakończyć tegoroczną przygodę z Dakarem.

– Na trasie była rzeka. Powiedziano nam, że ma tylko 30 cm głębokości, jest twarda i nie trzeba się nią w ogóle przejmować. Okazało się jednak, że była głębsza. Filtr powietrza nabrał wody, nie przepuszczał w ogóle powietrza do silnika. Dobrze, że nie zassało wody głębiej, bo wtedy narobiłaby ona wielkich szkód. Przy pomocy argentyńskich kibiców szybko udało się motocykl zreanimować, ale czteroipółminutowej straty na tak krótkim odcinku nie dało się odrobić – powiedział Kuba Piątek.

Kłopotów na trasie nie uniknął także Rafał Sonik.

– Tuż przed startem straciłem podstawowy metromierz i musiałem używać zapasowego, co trochę mnie spowolniło. Na wyjeździe z rzeki pojechałem w złym kierunku, bo tak pokazali mi kibice. Widocznie zrobili sobie żart, ale na szczęście kosztowało mnie to tylko kilka sekund. W ostatnich latach bardzo rzadko zdarza mi się wypaść z rajdu, ale jeśli się to dzieje, to pierwszego dnia i dlatego bardzo się cieszę, że jestem na mecie. Strata 23 sekund do lidera oczywiście nie ma żadnego znaczenia – powiedział Rafał Sonik.

Jutrzejszy etap będzie prowadził z Rosario do Villa Carlos Paz. Zawodnicy pokonają 662 km, w tym 258 km OS-u dla motocykli i quadów oraz 227 km dla samochodów.

– Etap będzie bardzo rajdowy, szybki. Nic szczególnie trudnego, między polami, zaczną się małe góry – powiedział Kuba Przygoński.

Przed zawodnikami 13 wyczerpujących etapów: motocykliści i quadowcy pokonają 8984 kilometry (OS-y 4701km), a samochody 9238 kilometrów (OS-y 4792 km). Rajd zakończy się 16 stycznia w Rosario. Meta jednak nie będzie osiągalna dla wszystkich – można się spodziewać, że podobnie, jak w poprzednich latach, dotrze do niej około połowa startujących.