Tysiące porzuconych Volkswagenów na pustyni w USA. Wyjaśniamy, skąd się tam wzięły

Dodaj w Google
Sprawa dotyczy niemal 400 tys. aut, które w USA Volkswagen musiał wycofać z rynku na skutek tzw. afery dieslowskiej. W Europie sprawa w większości krajów "rozeszła się po kościach" — koncern musiał zapłacić wysokie kary, klientów wzywano na mniej lub bardziej przymusowe aktualizacje oprogramowania i drobne modyfikacje aut, ale zasadniczo pozwolono im korzystać z samochodów w miarę normalnie, mimo że odpowiednie instytucje potwierdziły, że w stanie, w jakim auta te trafiały do klientów, nie spełniały one obowiązujących norm emisyjnych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W USA cała sprawa przebiegała zupełnie inaczej. Amerykańska Federalna Agencja Ochrony Środowiska (EPA) doprowadziła do tego, że Volkswagen musiał odkupić od klientów wadliwe auta i odebrać od dilerów niesprzedane jeszcze egzemplarze. Akcja kosztowała niemiecki koncern 7,4 mld dolarów!

Volkswageny porzucone na pustyni? Problem dotyczy tylko diesli

Skala akcji wymuszonej przez amerykańskie władze była tak ogromna, że już samo przewiezienie i zeskładowanie olbrzymiej liczby aut stało się poważnym wyzwaniem logistycznym. Na kolportowanych w internecie zdjęciach najczęściej widać składowiska aut zorganizowane na pustyni Mojave w Kalifornii (tam, gdzie armia amerykańska składuje stare samoloty i sprzęt z zapasów nienaruszalnych na wypadek wojny), ale tysiące aut trafiły też w ponad 30 innych miejscach, m.in. do Detroit, Baltimore czy Seattle.
Część odkupionych od klientów aut trafiła później znowu na rynek, czasem po kilkuletnim postoju na pustyni. Oczywiście, po wykonaniu modyfikacji układu oczyszczania spalin.
Auto Bild/Hauke Schreiber
Część odkupionych od klientów aut trafiła później znowu na rynek, czasem po kilkuletnim postoju na pustyni. Oczywiście, po wykonaniu modyfikacji układu oczyszczania spalin.
Wśród odstawionych na gigantycznych parkingach aut dominowały Jetty, Golfy, Passaty, ale sporo było też SUV-ów Audi. Wbrew internetowym plotkom, nie wszystkie z tych aut zostały odstawione tam na zawsze i spisane na straty. Przez pierwsze lata — na tyle, na ile pozwalały dostawy podzespołów niezbędnych do modyfikacji aut — prowadził akcję dostosowywania odkupionych i przejętych aut do obowiązujących wymogów emisyjnych, a usprawnione egzemplarze trafiały na sprzedaż, zwykle na bardzo atrakcyjnych warunkach.

Część Volkswagenów z pustyni wróciła na rynek

Dopóki były to wciąż stosunkowo nowe, wartościowe samochody, przerabiano ich pod nadzorem ekspertów z centrali koncernu nawet 8–10 tys. sztuk miesięcznie!
Samochody, w przypadku których uznano to za opłacalne, zostały wyposażone w zmodyfikowane układy oczyszczania spalin i ponownie sprzedane.
Auto Bild/Hauke Schreiber
Samochody, w przypadku których uznano to za opłacalne, zostały wyposażone w zmodyfikowane układy oczyszczania spalin i ponownie sprzedane.
Początkowo na straty zostało spisanych ok. 150 tys. sztuk odkupionych od klientów, w przypadku których ze względu na uszkodzenia, ogólne zużycie lub wysokie przebiegi, dosyć kosztowne modyfikacje polegały m.in. na wymianie filtrów cząstek stałych i zaworów EGR na bardziej skuteczne, a nawet na montażu układów SCR (układy selektywnej redukcji katalitycznej usuwające przy użyciu preparatu AdBlue tlenki azotu ze spalin) i adsorberów tlenków azotu.
Oczywiście, niemieckiemu koncernowi nie udało się przywrócić wszystkich pozostałych egzemplarzy do stanu używalności — z każdym kolejnym rokiem sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia malał. W USA auta używane tracą na wartości szybciej niż w Europie, a zalanie rynku tanimi dieslami wyciągniętymi z pustyni, popsułoby sprzedaż nowych aut. Na aktualnych zdjęciach satelitarnych, część składowisk, które jeszcze kilka lat temu wypełniona była po brzegi Volkswagenami, dziś już świeci pustkami. Wciąż jednak pojawiają się nowe zdjęcia i nagrania z istniejących wciąż parkingów — dzięki unikalnemu klimatowi na pustyni Mojave, odstawionym tam autom nie grozi, że kiedykolwiek zje je korozja.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu