Zanim przyjmiesz mandat za wykroczenie drogowe zarejestrowane przez fotoradary albo kamery systemu CANARD, policz dobrze: oprócz mandatu dostaniesz punkty karne, które być może będziesz chciał odpracować, idąc na specjalny, płatny kurs "reedukacyjny", ale to sposób drogi i nieefektywny. Zwłaszcza w przypadku niektórych wykroczeń rachunek jest prosty: mandatu za wykroczenie drogowe nie opłaca się przyjąć, lepiej skorzystać z wiecznej promocji, jaką daje GITD i zapłacić mandat za wykroczenie "niedrogowe" — bez punktów.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Maciej Brzeziński / Auto Świat
Skrzyżowanie w Jabłonnie: to łatwo stracić prawo jazdy
W teorii punkty karne mają być straszakiem dla wszystkich, także dla tych kierowców, dla których zapłacenie mandatu nie stanowi dużego finansowego obciążenia.
W praktyce ten, kto ma pieniądze, może zapłacić, by punktów nie dostać.
W teorii punkty karne to bardzo demokratyczne rozwiązanie: czy jesteś biedny, czy bogaty, boisz się mandatów, bo towarzyszą im punkty karne. Wystarczy przekroczyć limit, by narobić sobie kłopotów. Te kłopoty to konieczność zaliczenia badań psychotechnicznych i zdania egzaminu na prawo jazdy pod rygorem utraty prawka. Wystarczy przekroczyć limit o jeden punkt, by potem walczyć najpierw o zachowanie, a potem o odzyskanie prawa jazdy; w przypadku kierowców z krótkim stażem stawka jest nawet wyższa, bo po przekroczeniu limitu punktów taki kierowca po prostu przestaje być kierowcą; traci prawo jazdy i aby je odzyskać, musi startować od zera, jakby prawa jazdy nigdy nie miał.
Na szczęście dla nieuważnych i rozkojarzonych kierowców, także dla piratów drogowych, GITD, które rozdaje mandaty na podstawie zapisów wykroczeń zbieranych przez polski system fotoradarowy, ma zawsze w zanadrzu koło ratunkowe.
GITD daje kierowcom szansę: w zamian za wyższy mandat nie ma punktów karnych
By sytuację nieco uprościć, zachęcić kierowców do płacenia mandatów bez zbędnych dyskusji, GITD od lat stosuje ten sam patent: właściciel samochodu dostaje nie tyle mandat, co ofertę: mandat z punktami karnymi wynosi tyle, a bez punktów tyle. Bez punktów trochę drożej. Wybieraj, co ci bardziej odpowiada. Rachunek, zwłaszcza w przypadku niektórych wykroczeń rejestrowanych przez system CANARD, jest oczywisty: bez punktów się bardziej opłaca.
Pan Marcin był blisko utraty prawka, ale dostał szansę od GITD. Odpuszczenie 15 punktów karnych kosztowało 500 zł
Auto Świat
Opcja podstawowa: mandat i punkty karne. W przypadku przejazdu na czerwonym świetle dysproporcja pomiędzy wysokością mandatu a liczbą punktów karnych jest szczególnie wysoka. Punkty karne to o wiele większy problem niż pieniądze
Pan Marcin dostał standardowe pismo z GITD. We wstępie został poinformowany, że zarejestrowano wykroczenie popełnione jego samochodem: ktoś przejechał na czerwonym świetle, podano czas i miejsce tego zdarzenia, dołączono zdjęcie. Marcin Kowalski (nazwisko zmienione, pan Marcin nie chce być potraktowany "ze szczególną atencją") od razu rozpoznał się na zdjęciu. Zadrżał, gdy przeczytał, co mu grozi: 500 zł mandatu i 15 punktów karnych. Te 500 zł to żaden problem dla pana Marcina, ale tak się składa, że prawo jazdy ma dopiero od czterech miesięcy, więc jego limit punktowy wynosi 20. Jeszcze jedno małe wykroczenie i przestaje być kierowcą. Słabo.
Na szczęście w piśmie przesłanym przez GITD są różne opcje do wyboru, pouczenie jest czytelne, nie pozostawia wątpliwości.
Mając na uwadze powyższe wzywam do odpowiedniego wypełnienia oświadczenia nr 1, jeżeli to Pan/Pani kierował(a) wymienionym pojazdem w chwili zdarzenia. W przypadku powierzenia innej osobie pojazdu w dniu zdarzenia, proszę o jej wskazanie, wypełniając oświadczenie nr 2. W przypadku gdy Pan/Pani nie jest w stanie lub nie chce wskazać komu pojazd powierzył(a), należy wypełnić oświadczenie nr 3.
Można przyjąć mandat i punkty karne, ale można wziąć sam mandat. Co wybierasz?
Auto Świat
Jedną z opcji do wyboru jest mandat za niewskazanie kierującego. Mandat jest dwa razy wyższy niż ten, który grozi za wykroczenie drogowe
Pierwsza opcja: można wyrazić zgodę na przyjęcie mandatu, w tym przypadku byłoby to 500 zł. Dodatkowo oznacza to dodanie do konta punktowego 15 punktów karnych. Ta opcja, jak domyślamy się, nie za bardzo pasuje panu Marcinowi.
Druga opcja: można oświadczyć, że we wskazanym czasie ktoś inny dysponował samochodem. Pan Marcin nie miał jednak wątpliwości, że to on jechał, co zresztą dobrze widać na zdjęciu. Albo trzeba się z kimś dogadać, że będzie dalej "negocjował" z GITD, albo — tak później radzili panu Marcinowi koledzy — podać nazwisko cudzoziemca i jego adres, sprawa rozejdzie się "po kościach". Rzeczywiście, tak niektórzy robią, ale zasadniczo zeznanie takiej nieprawdy to czyn karalny, gdy zaczną sprawdzać, będą kłopoty. Pan Marcin nie zdecydował się na to rozwiązanie i uważamy, że słusznie.
Trzecia opcja: w oświadczeniu numer trzy właściciel pojazdu może zeznać, że nie wie, kto kierował jego samochodem w danym miejscu i czasie. Może też stwierdzić — i wcale nie musi kłamać — że nie chce wskazywać osoby, która kierowała samochodem we wskazanym miejscu i czasie na zasadzie: wiem, ale nie powiem. To "wiem, ale nie powiem" jest wykroczeniem; nie jest to jednak wykroczenie drogowe. Wystarczy zakreślić odpowiednią ramkę, by zgodzić się na przyjęcie mandatu za niewskazanie kierującego, co w praktyce kończy temat. Trzeba zapłacić pieniądze, ale jako że nie jest to wykroczenie drogowe, nie grożą za to punkty karne. Ta opcja panu Marcinowi spodobała się najbardziej (i wcale nas to nie dziwi).
Taryfikator mandatów w przypadku wykroczeń polegających na przekroczeniu prędkości wskazuje wprost, że mandat za niewskazanie kierującego wynosi dwukrotność stawki przewidzianej za przekroczenie prędkości, którego dotyczy sprawa, ale nie mniej niż 800 zł. W przypadku innych wykroczeń drogowych wynosi nie mniej niż 500 zł. Zwyczajowo jednak jest to dwukrotność mandatu, jaki należy się za wykroczenie drogowe.
Pan Marcin przyjechał na czerwonym świetle, za co grozi mandat 500 zł i aż 15 punktów karnych. Za niewskazanie kierującego w tym przypadku zaproponowano mu mandat 1 000 zł, ale bez punktów karnych.
Rachunek jest prosty: wystarczy dopłacić 500 zł, by — bez chodzenia po sądach, kłamania, przeciągania sprawy, mieć z głowy 15 punktów karnych. Jeśli jeszcze uświadomimy sobie, że kurs "reedukacyjny" kosztuje ok. 1000 zł, a pozwala na zdjęcie z konta zaledwie sześciu punktów karnych i to tylko raz na pół roku, widzimy, jak znakomita jest to oferta.
Pan Marcin zapłacił 1 000 zł i ma problem z głowy. Jednocześnie pan Marcin przysięga, że to czerwone światło to był przypadek, stara się jeździć zgodnie z przepisami, nie chce być piratem drogowym, ale że nie ma doświadczenia jako kierowca, to wyszło, jak wyszło. Ale się nie skarży, bo akurat dla niego te kilkaset zł to żaden problem.
Z tej furtki codziennie chętnie korzysta wielu prawdziwych piratów drogowych, a zadowoleni są wszyscy: GITD, bo ukarało sprawcę wykroczenia, sprawa została załatwiona i można ją zamknąć; jednocześnie udało się uniknąć postępowania przed sądem, które — za sprawą polskich przepisów — często kończy się dla GITD przegraną. Wystarczy, że ktoś zacznie kwestionować uprawnienie tej instytucji do występowania w charakterze oskarżyciela publicznego... ale to już temat na całkiem inny artykuł.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco!
Obserwuj
nas w Google.