Już nie tylko kurierzy rozwożący jedzenie — w miastach coraz częściej widać dzieci na rowerach elektrycznych, zarówno jadące pod opieką rodziców, jak i jedynie w towarzystwie rówieśników. Problem w tym, że nierzadko niemal od razu widać, że są to rowery, które nie "mieszczą się" w przepisach; jeden drobny szczegół zmienia wszystko, a w konsekwencji — gdy coś się stanie — rodzice ponoszą całkowitą odpowiedzialność, a konsekwencje bywają nadspodziewanie wysokie. Kilka dni temu w Internecie pojawiło się nagranie "roweru", który z prędkością motocykla pędził po krakowskich bulwarach wiślanych. Po doniesieniach mediów policja zaczęła szukać kierowcy jednośladu – i znalazła. Sprawcą wykroczenia – choć można by mówić o przestępstwie – okazał się 15-latek.
Co ma legalny rower elektryczny?
Legalny rower elektryczny musi spełniać równocześnie kilka wymogów — jeśli nie spełnia choć jednego z nich, przestaje być rowerem, co ma daleko idące konsekwencje. A zatem:
- Rower elektryczny, aby był rowerem, musi mieć pedały i muszą one być niezbędne do jazdy; jeśli rower ma pedały, ale rusza i rozpędza się bez konieczności kręcenia korbą, to nie jest rowerem.
- Maksymalna ciągła moc silnika roweru elektrycznego to 250 W, przy czym trzeba wiedzieć, że o osiągach legalnego roweru elektrycznego przesądza nie moc, a moment obrotowy – a ten może być dość wysoki. W kontekście napędu najważniejsze jest jednak to, że...
- ...napęd elektryczny roweru uruchamia się wyłącznie naciskiem na pedały i działa on jedynie do prędkości 25 km na godz. Po przekroczeniu 25 km na godz. napęd się wyłącza — można szybciej jechać, ale wówczas w 100 proc. napędzamy rower elektryczny siłą mięśni.
Przepis, który o tym mówi, brzmi:
rower – pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h;
Czego nie może mieć legalny rower elektryczny?
Janusz Baczynski / Shutterstock
Znaczna część rowerów, na którym jeżdżą kurierzy w Polsce, nie jest zgodna z definicją roweru. Na jednośladzie, który ma manetkę gazu, nie wolno wjeżdżać na drogi zastrzeżone dla pieszych i rowerzystów
Po czym z daleka rozpoznamy, że jednoślad jest motorowerem, motocyklem albo przeszedł nielegalny tuning? Użytkownik rusza albo przyspiesza bez kręcenia pedałami lub też przy minimalnym wysiłku jedzie szybciej niż 25 km na godz.
W polskich miastach pojawiło się dużo jednośladów, które są masywne z wyglądu, ciężkie, a ich geometria bardziej przypomina motocykl niż rower; jeśli ktoś sprawnie porusza się na takim jednośladzie, to pojawia się podejrzenie graniczące z pewnością, że to nie jest rower.
- rower elektryczny nie może mieć manetki czy też włącznika uruchamiającego przyspieszanie. Tylko jeden wyjątek: rower elektryczny może mieć aktywowany przyciskiem tryb wspomagania, który ułatwia wprowadzenie ciężkiego roweru po pochyłości – ale z minimalną prędkością, z reguły do 6 km na godz.
Policjanci dotąd przymykali oko na jednoślady udające rowery, a będące w istocie motocyklami, które jeżdżą po drogach dla rowerów i chodnikach. Ale wygląda na to, że coś zaczyna się zmieniać: pojawiają się doniesienia o zatrzymywaniu dorosłych i dzieci jeżdżących na stuningowanych rowerach albo samoróbkach, które są motorowerami lub motocyklami. Takie jednoślady są zatrzymywane do oględzin, a osoby, które na nich jeżdżą, trafiają przed sąd; w przypadku dzieci w grę wchodzi sąd rodzinny. Trzeba też zapłacić karę za brak ubezpieczenia OC – bo każdy pojazd silnikowy (ta definicja nie obejmuje legalnych rowerów elektrycznych) musi mieć ubezpieczenie OC.
Tak będzie w przypadku 16-latka zatrzymanego przez policję w Pabianicach, który uciekał przed policją: "rower o cechach motocykle" został zabezpieczony, nastolatek skuty kajdankami czekał na przyjazd rodziców. Wszystkich czeka sprawa przed sądem rodzinnym.
Co grozi za jazdę rowerem, który nie spełnia wymogów?
Pozornie niewinna zabawka — rower elektryczny trochę szybszy niż inne — to potencjalnie duży problem dla użytkownika. W polskich przepisach nie ma takiej kategorii pojazdów jak "szybki rower elektryczny" albo "rower elektryczny z manetką". Są motorowery i motocykle. Z tym że, aby jeździć rowerem, do dziesiątego roku życia niepotrzebne są żadne uprawnienia, dziecko może pod opieką rodziców jechać chodnikiem, potem wystarczy karta rowerowa, a po osiągnięciu pełnoletności nawet to nie jest potrzebne. Aby jeździć motorowerem, trzeba mieć prawo jazdy kategorii AM (od 14. roku życia), a w przypadku motocykla prawo jazdy kategorii A. Przede wszystkim jednak jednoślad, który tylko udaje rower, ale jest motorowerem albo motocyklem, musi być zarejestrowany i ubezpieczony w zakresie OC – co w praktyce jest niemożliwe.
Konsekwencje są takie, że każdy zatrzymany na rowerze, który nie jest rowerem, musi nie tylko zapłacić karę za brak ubezpieczenia OC, lecz także odpowiada za jazdę bez uprawnień, a także za popełnione wykroczenia, przy czym wykroczeniem jest także jazda jednośladem po drodze dla rowerów – motorower nie ma bowiem prawa wjazdu na drogę dla rowerów. W przypadku dzieci takie sprawy trafiają do sądu i oznaczają mnóstwo stresu i kłopotów dla wszystkich zainteresowanych.
Czy można samodzielnie zrobić sobie rower elektryczny?
Na chińskich portalach zakupowych jest mnóstwo zestawów do konwersji zwykłych rowerów na elektryczne i są one dość tanie. W większości przypadków wystarczy zamienić tylne koło roweru na koło z silnikiem wewnątrzpiastowym, zamontować na ramie albo na bagażniku roweru baterię, podłączyć okablowanie i elementy sterowania – gotowe. Tyle że większość takich zestawów nie spełnia polskich wymogów: pozwala na zbyt szybką jazdę i ma manetkę, która służy do dodawania gazu. Na tych samych portalach można kupić gotowe rowery elektryczne, które nie są rowerami. Takie rowery są też składane, sprzedawane i wynajmowane przez różne polskie firmy — z ich usług korzystają między innymi miejscy kurierzy "rowerowi". Więc tak: można złożyć sobie rower elektryczny i na nim jeździć, ale pod warunkiem, że jest on wyposażony w elektronikę sterującą i ograniczającą osiągi zgodną z przepisami. Z tym jest jednak problem.
Warto dobrze się zastanowić, zanim coś takiego kupimy dziecku: dopóki bowiem problemem jest tylko nielegalna jazda, sprawa kończy się sądem rodzinnym, grzywną albo innymi doraźnymi przykrościami – i to z grubsza tyle. Jeśli jednak dziecko na takim "rowerze" uderzy w cudzy samochód albo w człowieka, wtedy potencjalna odpowiedzialność finansowa jest dużo wyższa, a może też pojawić się odpowiedzialność karna – taka sama, która pojawia się, gdy ktoś spowoduje wypadek.