Jeśli ktoś na żywo widział tę akcję policji w centrum Wrocławia, to znaczy, że ma ogromne szczęście i być może powinien zagrać w Lotto: otóż policjanci zatrzymali 22-latka na rowerze elektrycznym, który udawał rower elektryczny, choć "nie do końca" spełniał wymogi przepisów mówiących o tym, jak działa rower elektryczny. Tysiące takich rowerów każdego dnia przemieszczają się po polskich miastach, strasząc ludzi na chodnikach i rowerzystów na ścieżkach rowerowych. Tym razem policjanci pokazali, co naprawdę grozi za jazdę rowerem-samoróbką. Kary są zaskakujące, mogą wydać się ekstremalne.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Policja wrocławska
Rower, ale bez pedałów i z manetką gazu? Powinien mieć OC i tablice rejestracyjne
Młody człowiek przemykający drogą dla rowerów w centrum Wrocławia zwrócił na siebie uwagę policjantów, bo jechał szybko, a nie widać było, aby naciskał na pedały. To ostatnio dość typowy obrazek w polskich miastach, ten przypadek okazał się jednak aż nadto oczywisty: jednoślad został zbudowany na bazie ramy roweru górskiego i rowerowych kół, ale konstruktor tego sprzętu nie zadał sobie nawet trudu, aby uwiarygodnić tezę, że to rower elektryczny: otóż nie zainstalował nawet korby z pedałami oraz łańcucha — zamiast korby z suportu ramy jednośladu wystawały jedynie podnóżki.
W tylnym kole zamontował chiński rowerowy silnik wspomagający sterowany manetką gazu przy kierownicy. Już sama obecność takiej manetki, nawet gdyby ten rower miał korbę, pedały i łańcuch, przekreśla "rowerowość" tego sprzętu. Aby rower elektryczny pozostał rowerem, nie może mieć manetki, a wspomaganie elektryczne musi być sterowane przez automat — no i z wyraźnymi ograniczeniami, które w praktyce sprawiają, że prawdziwy, zgodny z przepisami rower elektryczny praktycznie tylko pod górkę jest szybszy od wytrenowanego rowerzysty na zwykłym rowerze. Przepisy opisują rower, w tym rower elektryczny, tak:
rower — pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km na godz.;
A zatem maksymalna prędkość, do jakiej może działać wspomaganie roweru elektrycznego, aby był on rowerem, to 25 km na godz.
W polskich miastach po drogach dla rowerów jeżdżą tysiące motorowerów i motocykli. Nielegalnie
Prawdziwy rower elektryczny jest dość drogi i w sumie powolny. Zwykły rower samodzielnie przerobiony na rower elektryczny przy użyciu niedrogich zestawów kupionych na Aliexpress, może być bardzo szybki i wcale nie trzeba pedałować, by jechać. Na takich rowerach pędzą po wiejskich drogach dla rowerów śniadzi kurierzy dowożący jedzenie — to typowa polsko-miejska patologia. Oczywiście, każdy może zbudować sobie taki sprzęt także do celów rekreacyjnych — i z takim przypadkiem właśnie mieli do czynienia policjanci z Wrocławia.
Tyle że taki jednoślad wypadałoby zarejestrować jako elektryczny motorower; jeżeli jednoślad potrafi rozpędzić się do prędkości wyższej niż 45 km na godz., należałoby zarejestrować go jako motocykl — no ale to już jest większy kłopot, ponieważ motocykl musi spełniać szereg dodatkowych warunków, których samodzielnie wykonane konstrukcje zazwyczaj nie spełniają. Raczej nie ma szans, aby zarejestrować motocykl z baterią przymocowaną do ramy rowerowej za pomocą "trytytek" — tak jak miało miejsce w tym przypadku.
Czy rower elektryczny, który rozpędza się do 70 km na godz. to wciąż rower?
Policja wrocławska
Jednoślad-samoróbka ostatecznie wylądował na lawecie
Policjanci sprawdzili, że po naciśnięciu manetki gazu licznik roweru pokazał prędkość 70 km na godz. Powiedzmy, że istnieją bardziej precyzyjne metody pomiaru osiągów takiego sprzętu, przykładowo w Niemczech od lat policjanci używają miniaturowych hamowni. W tym przypadku jednak bez znaczenia jest, czy rzeczywiście ten sprzęt mógłby rozpędzić się do 70 km na godz. (jest to oczywiście jak najbardziej możliwe) czy do nieco mniejszej prędkości, bo z całą pewnością to nie rower, tylko motocykl — a co najmniej motorower. Motorower powinien być zarejestrowany, ubezpieczony w zakresie OC, a jego użytkownik powinien jeździć w kasku. No i karta rowerowa nie wystarczy: trzeba mieć albo prawo jazdy na motorower, albo na motocykl, albo prawo jazdy kategorii B.
Jeśli wsiadasz na nie-rower elektryczny, łamiesz zaskakujący zestaw przepisów
Zestaw kar, jakie wymierzyli policjanci 22-latkowi, jest zaprawdę imponujący, ale też zaskakuje liczba złamanych przepisów związanych z jazdą na przerobionym rowerze elektrycznym lub samodzielnie zbudowanym rowerze elektrycznym. 22-latek dostał mandaty za:
Jazdę po drodze dla rowerów
Kierowanie pojazdem niedopuszczonym do ruchu
Jazdę bez kasku
Kierowanie pojazdem niesprawnym technicznie
Łączna suma mandatów wyniosła 2000 zł
Ale to nie wszystko, ponieważ:
policjanci wyślą do sądu wniosek o ukaranie "rowerzysty" za kierowanie pojazdem bez wymaganych uprawnień;
zawiadomili Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, że ich "klient" jechał pojazdem silnikowym bez obowiązkowego ubezpieczenia OC
a sam jednoślad został — oczywiście na koszt użytkownika — wywieziony na parking depozytowy.
Przy okazji na zdjęciach udostępnionych przez policję możemy popatrzeć, jak bardzo system niedostosowany jest do zwalczania plagi zmodyfikowanych rowerów elektrycznych i samodzielnie zrobionych jednośladów przypominających rowery elektryczne, które przecież rowerami nie są: otóż po rower-nie rower zatrzymany we Wrocławiu przyjechała okazała laweta dostosowana do przewożenia samochodów. Rower zapakowano na ciężarówkę, umocowano paskami i wywieziono. Brawo, że to zrobiono, jednak operacja ta przypomina scenę wojenną, gdy do drona wartego 5000 dol. strzela się rakietami Patriot, z których każda kosztuje 5 mln dol.