Przysłowiowy grom z jasnego nieba zdarza się rzadko, znacznie częściej, zanim znajdziemy się w centrum burzy, niemal zawsze są wyraźne sygnały ostrzegawcze — niebo się ściemnia, chmury szybko się piętrzą, zaczyna wiać, często gwałtownie obniża się temperatura. Niekiedy chmury układają się w charakterystyczny wał szkwałowy (pozioma chmura w formie ciemnego walca).
Spektakl, który urządza nam natura, może wyglądać naprawdę imponująco, ale warto pamiętać, że burza jest niebezpieczna, a z obserwatorów w ciągu sekund możemy stać się uczestnikami groźnych wydarzeń. Co wtedy robić? Wszystkie poradniki mówią, żeby unikać otwartych przestrzeni, nie chować się pod drzewami czy metalowymi słupami, przebywać z dala od linii energetycznych czy cieków i zbiorników wodnych. Najlepiej zostać w domu albo... w samochodzie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dlaczego podczas burzy nie można biegać?
Co ważne, w czasie burzy nie należy biegać. Jeśli pioruny biją wokół naprawdę blisko, najlepiej kucnąć, z obydwoma stopami na ziemi — chodzi o unikanie tzw. napięcia krokowego (różnica potencjałów między dwoma punktami na powierzchni ziemi, które dzieli odległość kroku — im większa odległość między stopami, tym większe ryzyko, że przez ciało przepłynie prąd).
Takie zjawisko występuje nie tylko w pobliżu miejsca, w które uderzył piorun, ale także wtedy, kiedy na ziemię spadnie np. linia wysokiego napięcia. Energetyków uczy się tego, żeby w takich ryzykownych sytuacjach i miejscach, jeśli już muszą się przemieszczać, to albo powinni skakać ze złączonymi nogami, albo poruszać się "krokiem dostawnym", bez odrywania nóg od podłoża.
Czy samochód to bezpieczne miejsce w czasie burzy?
A co, jeśli burza zastanie nas w samochodzie? Dobra wiadomość jest taka, że typowe auta, z racji swojej budowy, są tzw. klatką Faradaya. Metalowa struktura nadwozia sprawia, że ładunek "spływa" po karoserii, aż do opon, szukając drogi o najmniejszym oporze, w kierunku ziemi. Pewnym wyjątkiem są tu klasyczne kampery, które często sporą część nadwozia mogą mieć wykonaną ze sklejki lub laminatu, bez metalowego szkieletu czy poszycia.
Shutterstock/PV productions
Auto ze szklanym dachem, a nawet kabriolet powinny zadziałać jak klatka Faradaya, chroniąc pasażerów przed wyładowaniem elektrycznym.
W kabrioletach klatka Faradaya też działa — pod warunkiem że miękki dach ma metalowy szkielet i jest zamknięty. O ile nie dotykamy odsłoniętych metalowych elementów w kabinie, ryzyko obrażeń w wyniku porażenia jest znikome. To jednak nie znaczy, że jest całkowicie bezpiecznie — wyładowaniu atmosferycznemu towarzyszy potężny huk i rozbłysk, które mogą przestraszyć, oślepić i zdezorientować kierowcę i skłonić go do niebezpiecznej reakcji.
Dodatkowy problem: o ile pasażerowie są względnie bezpieczni, to już sam samochód nie do końca, no chyba że mowa o starym dieslu bez jakiejkolwiek elektroniki.
Czy elektronika samochodu przetrwa uderzenie pioruna?
W najlepszym razie po uderzeniu pioruna w samochód mogą zostać ślady w postaci uszkodzonego lakieru i punktowych nadpaleń opon (w skrajnych przypadkach opony mogą wystrzelić). Niestety, w nowoczesnych autach może też dojść do rozległych i trudnych do zdiagnozowania uszkodzeń elektroniki. Efekt: gaśnie silnik, światła, przestają działać systemy asystujące. Nie da się włączyć świateł awaryjnych, jest nawet ryzyko, że odpalą poduszki powietrzne. Może nie zadziałać też system automatycznego powiadamiania służb ratunkowych e-Call. Ma on wprawdzie własne, awaryjne zasilanie, ale może się zdarzyć, że także on zostanie "usmażony" tak jak pozostałe moduły elektroniczne.
O ile prawdopodobieństwo bezpośredniego trafienia auta piorunem jest minimalne, to statystycznie znacznie większe ryzyko związane jest ze zjawiskami towarzyszącymi burzom, czyli z opadami gradu, wichurami łamiącymi gałęzie czy przewracającymi drzewa.
Co się stanie, jeśli w auto elektryczne uderzy piorun?
Tak jak w przypadku aut spalinowych nadwozie elektryka zadziała, jak klatka Faradaya — pasażerowie są chronieni. To nieprawda, że samochody elektryczne mogą bardziej przyciągać wyładowania — ryzyko trafienia auta piorunem jest tak samo znikome, jak w przypadku auta spalinowego. Co ciekawe, podzespoły elektroniczne w takich pojazdach są lepiej zabezpieczone niż w samochodach spalinowych, więc ryzyko poważnych uszkodzeń modułów elektronicznych jest nawet mniejsze, a bateria uchodzi za całkiem bezpieczną. Warto też wiedzieć, że "elektryki" są odporniejsze na działanie wody — podczas jazdy po zalanych ulicach nie ma ryzyka, że silnik zassie wodę, co dla jednostek spalinowych jest zawsze zabójcze.