Logo

Nigdy nie użyję gazu do samodzielnego nabijania klimy i tobie też nie radzę. Oto powody

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Samodzielne napełnianie klimatyzacji preparatami dostępnymi w sklepach może prowadzić do poważnych problemów.
  • Te zamienniki zawierają łatwopalne węglowodory, co stwarza ryzyko pożaru.
  • W większości przypadków preparaty nie zawierają odpowiedniego oleju, co może uszkodzić kompresor.
  • Samodzielne uzupełnienie klimatyzacji nie naprawi układu, jeśli występują inne usterki.
  • Niekontrolowane wprowadzenie gazu może prowadzić do kosztownych napraw w przyszłości.
Niewiele rzeczy tak może zdenerwować, jak niesprawna klimatyzacja podczas upałów. Tymczasem ceny usług w serwisach obsługujących klimatyzację są coraz wyższe, a czynnik chłodzący kosztuje majątek. Oczywiście, rynek dostarcza rozwiązania alternatywne: tańsze, a ponoć skuteczne. W reklamach znani, związani z motoryzacją influencerzy, sportowcy, a nawet dziennikarze polecają preparaty do samodzielnego napełniania klimatyzacji. Kilkadziesiąt złotych, kilkanaście minut samodzielnej pracy przy aucie, a efekt ma być dokładnie taki sam, jak po wizycie w profesjonalnym serwisie. Jest w tym trochę prawdy — w większości przypadków, po użyciu takiego preparatu klimatyzacja rzeczywiście "ożywa", przynajmniej na jakiś czas. Ale są też i skutki uboczne takiego rozwiązania, o których z reklam się nie dowiecie.

To nie jest ten sam czynnik, który był w klimatyzacji fabrycznie. Bo nie może być!

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Ważna informacja: żaden z amatorskich preparatów do samodzielnego uzupełniania czynnika w klimatyzacji nie zawiera gazów stosowanych w takich układach fabrycznie (tzn. R134a lub R1234yf). Powód jest oczywisty: w Europie tzw. gazy fluorowane (F-gazy) są towarem reglamentowanym, do którego dostęp mają oficjalnie tylko przeszkoleni i certyfikowani fachowcy. Obrót takimi gazami podlega różnym wymogom dotyczącym m.in. obowiązkowej sprawozdawczości. Czynnika do klimatyzacji nie można sprzedawać zwykłym konsumentom.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Preparaty do samodzielnego napełniania klimatyzacji to tzw. węglowodorowe zamienniki, najczęściej mieszaniny izobutanu (oznaczanego w chłodnictwie jako R600a) i propanu (R290) — czyli z grubsza to samo, czym się napełnia... zapalniczki.
Napełnianie klimatyzacji gazem do zapalniczek – jeden z niebezpiecznych sposobów na oszczędzanie na kosztach serwisu, ale klimatyzacja może jakiś czas podziałać.
Piotr Szypulski / Auto Świat
Napełnianie klimatyzacji gazem do zapalniczek – jeden z niebezpiecznych sposobów na oszczędzanie na kosztach serwisu, ale klimatyzacja może jakiś czas podziałać.
Producenci takich preparatów z reguły obiecują, że znajdują się w nich także dodatki smarne (olej) i preparaty mające poprawiać szczelność układu. Ze względu na właściwości fizykochemiczne, taki gaz po wpuszczeniu do układu rzeczywiście chłodzi, czasem nawet lepiej od oryginalnego. W czym więc problem? Jest ich co najmniej kilka!

Powód nr 1: brak oleju albo niewłaściwy olej

Producenci preparatów do samodzielnego napełniania klimatyzacji obiecują, że zawierają one domieszkę środka smarnego, ale to niestety nie zawsze prawda. A nawet jeśli olej jest, to nie można liczyć na to, że będzie to właściwy olej dla konkretnego układu i czy będzie go odpowiednia ilość, bo oleju w klimatyzacji nie powinno być ani za dużo, ani za mało. W warsztatach dawkę oleju odmierza się co do grama, tu jest on podawany na oko. Jeśli do nieszczelnego układu dodam tylko chłodziwa albo chłodziwa z niewłaściwym olejem, to prędzej czy później zatrze się kompresor. Wtedy będzie drogo!
Producenci samochodów podają precyzyjne informacje co do zastosowanego czynnika, jego ilości i rodzaju oleju, który powinien trafić do układu.  Producenci "uniwersalnych zamienników" twierdzą, że ich środki nadają się do niemal wszystkich aut.
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Producenci samochodów podają precyzyjne informacje co do zastosowanego czynnika, jego ilości i rodzaju oleju, który powinien trafić do układu. Producenci "uniwersalnych zamienników" twierdzą, że ich środki nadają się do niemal wszystkich aut.

Powód nr 2: zamiennik jest łatwopalny

Te tanie, dostępne w wolnej sprzedaży zamienniki oryginalnych czynników są skrajnie łatwopalne, w przeciwieństwie do standardowego czynnika R134a. Czynniki węglowodorowe są wykorzystywane m.in. w domowych klimatyzacjach, ale tu są one aplikowane do instalacji, której część znajduje się w komorze silnika, gdzie bywa naprawdę gorąco, niektóre elementy mogą się wręcz żarzyć (wydech, katalizator, turbosprężarka), zdarza się, że coś iskrzy. A skoro czynnik trzeba było uzupełnić, to jest niemałe prawdopodobieństwo, że w układzie są choćby drobne nieszczelności. Żeby zachować obiektywizm: nowszy czynnik R1234yf jest gazem lekko palnym, ale znacznie mniej podatnym na samozapłon od mieszaniny izobutanu i propanu. Na plus zamiennika przemawia to, że przy jego spalaniu nie wydziela się skrajnie toksyczny fluorowodór, tak jak w przypadku oryginalnego czynnika stosowanego w nowych autach. Producenci aut nie stosują gazów węglowodorowych w klimatyzacjach właśnie ze względów bezpieczeństwa.

Powód nr 3: preparat nie naprawi klimatyzacji

Klimatyzacja może przestać działać z kilku powodów — najczęstszym jest rzeczywiście znaczny ubytek czynnika chłodzącego. Jeśli to efekt tego, że przez wiele lat klimatyzacja nie była serwisowana i gaz powoli uciekał przez mikropory węży elastycznych, to uzupełnienie czynnika rzeczywiście może zadziałać i są szanse, że efekt utrzyma się na dłużej. Tyle że często zdarzają się też inne powody awarii, np. przetarte przewody, skorodowane parowniki i skraplacze, uszkodzone uszczelki na złączach, awarie zaworu rozprężnego, zatarcie sprężarki, niesprawne sprzęgło elektromagnetyczne czy zepsute elementy sterowania. Preparat w puszce nie ma cudownej mocy, żeby takie usterki usunąć!
Przy standardowej obsłudze klimatyzacji, przed uzupełnieniem czynnika sprawdzana jest szczelność układu.
Auto Świat
Przy standardowej obsłudze klimatyzacji, przed uzupełnieniem czynnika sprawdzana jest szczelność układu.
W serwisie, przed napełnieniem układu czynnikiem, jednym z pierwszych kroków jest przynajmniej pobieżne sprawdzenie, czy układ jest szczelny. Nawet automatyczne stacje do obsługi klimatyzacji to robią, odsysając czynnik z układu i tworząc w nim próżnie — jeśli przez określony czas podciśnienie się utrzymuje, układ jest napełniany. Nie jest to metoda doskonała (niektóre nieszczelności objawiają się dopiero przy wysokim ciśnieniu), ale pozwala wykluczyć przynajmniej duże wycieki. Bez tego kroku wpuszczamy czynnik "w ciemno", nie wiedząc, gdzie się dostanie. Dla dystrybutorów takich środków to nie problem — są klienci, którzy zamiast naprawić klimatyzację raz a dobrze, co kilka tygodni kupują kolejną puszkę zamiennika do samodzielnej aplikacji.

Powód nr 4: wilgoć w układzie

W układzie klimatyzacji może zbierać się wilgoć, która psuje klimatyzację od wewnątrz. Podczas obsługi warsztatowej przy pomocy stacji do napełniania klimatyzacji czynnik jest odsysany, filtrowany i odwadniany. Przy wpuszczaniu "samoobsługowego" preparatu do napełniania klimatyzacji to nie działa! Oczywiście, sprzedawcy takich preparatów obiecują cuda — np. dodatki osuszające zmieszane z gazem.
Po latach zaniedbań wnętrze układu może być bardzo zanieczyszczone – uzupełnienie czynnika nie rozwiązuje problemu.
Auto Świat
Po latach zaniedbań wnętrze układu może być bardzo zanieczyszczone – uzupełnienie czynnika nie rozwiązuje problemu.
Niektóre z reklamowych obietnic ocierają się wręcz o magię i alchemię, np. dystrybutor jednego z najpopularniejszych na rynku preparatów deklaruje, że to: "pierwszy i jedyny preparat na rynku osusza układ bez wykonywania próżni i bez specjalistycznego sprzętu. W wyniku tego chemicznego procesu cząsteczki wody są wiązane i zamieniają się w olej syntetyczny". Wytwarzanie oleju syntetycznego z wody? Tego jeszcze nie grali!

Powód nr 5: zaoszczędzę raz, a później zapłacę (co najmniej) podwójnie

Warsztaty obsługujące układy klimatyzacji narzekają, że auta z układami napełnionymi bliżej nieokreślonymi preparatami to już prawdziwa plaga na polskim rynku. Co serwisanci mają do tego, że ktoś używa nieoryginalnego czynnika w swoim własnym aucie? Czy chodzi tylko o to, że nie zarabiają? Nie! Problem jest zupełnie inny i dotyczy przede wszystkim aut, które po takich zabiegach i tak trafiają do warsztatów, bo samodzielna "naprawa" nie przyniosła zamierzonego skutku albo okazała się nietrwała.
Serwis klimatyzacji: niewłaściwy czynnik w układzie to powód, żeby odesłać klienta z kwitkiem.
Auto Świat
Serwis klimatyzacji: niewłaściwy czynnik w układzie to powód, żeby odesłać klienta z kwitkiem.
Okresowa obsługa klimatyzacji polega na tym, że czynnik jest odsysany z układu, filtrowany, a następnie ponownie wpuszczany do auta wraz z precyzyjnie odmierzoną dawką oleju. To oznacza, że do maszyny, w której znajduje się cenny, oryginalny czynnik, serwisant może wciągnąć mieszaninę różnych czynników o bliżej nieokreślonych właściwościach. Żeby tego uniknąć, niemal wszystkie profesjonalne serwisy mają już testery (analizatory) składu czynnika — przed rozpoczęciem właściwej obsługi najpierw badana jest próbka gazu. To ważne też dlatego, żeby nie mieszać starszego i tańszego czynnika R134a z nowszym i znacznie droższym R1234yf — zmieszanie czynników w butli serwisowej lub w układzie klimatyzacji sprawia, że mieszanina staje się odpadem niebezpiecznym, którego utylizacja jest kosztowna. Różne czynniki wymagają stosowania olejów o różnych parametrach, poszczególne czynniki na tyle różnią się parametrami, że stosuje się je w różnych dawkach.
Jeśli się okaże, że zamiast oryginalnego czujnika w układzie, skomponowanego na bazie F-gazów, znajduje się mieszanina zawierająca gazy węglowodorowe, to wiele serwisów albo odsyła klienta z kwitkiem, albo proponuje kompleksową usługę obejmującą nie tylko uzupełnienie czynnika, ale też czyszczenie układu, wymianę osuszacza i dopiero napełnienie klimatyzacji właściwym chłodziwem — a to kończy się rachunkiem na czterocyfrową kwotę, nawet jeśli nic poważnego klimatyzacji nie dolega.

W jakim aucie zrobiłbym wyjątek?

W samochodzie, z którego zamierzam korzystać jeszcze przez lata, na pewno nie zaryzykowałbym użycia preparatu do samodzielnego napełniania klimatyzacji. Wyjątek zrobiłbym dla samochodu za grosze, który ma posłużyć najwyżej kilka miesięcy, gdzie droga wizyta w profesjonalnym serwisie klimatyzacji rzeczywiście nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Zresztą, dokładnie tak zrobił mój redakcyjny kolega i przynajmniej przez jakiś czas był zadowolony z efektu.
Ryzyko jest duże, że jeśli środek jednak nie zadziała tak, jak obiecują reklamy i influencerzy, to albo do końca zniszczy klimatyzację, albo spowoduje, że profesjonalna naprawa stanie się znacznie droższa, niż gdyby auto trafiło od razu do fachowca.
Powiązane tematy:KlimatyzacjaNaprawyserwisy

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!