Praca mechanika samochodowego wcale nie jest łatwa — stres, pośpiech, klienci zaglądający przez ramię. No i jeszcze te nowoczesne samochody, które coraz częściej projektowane są tak, żeby dało się je produkować tanio i szybko, ale bez zastanawiania się, czy będzie się je dało w przyszłości naprawić.
Wystarczy chwila nieuwagi, a czasem fachowca gubi po prostu rutyna i może dojść do katastrofy. Bywa, że mechanik nawet nie zauważa popełnionego błędu. Zdarza się jednak też, że doskonale wie, co się stało, ale liczy na to, że klient nie zorientuje się od razu. Bo kiedy już auto wyjedzie za bramę serwisu, winę być może da się zwalić na kogoś innego. Nikt nie lubi mieć potrącane z dniówki za popełniony błąd, prawda?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Oto lista "klasyków" wśród warsztatowych błędów popełnianych przez mechaników. Podpowiadamy, jak je wykryć i wyjaśniamy, czym grożą.
Uruchomienie silnika bez oleju lub płynu w chłodnicy
Takie rzeczy najczęściej się zdarzają, jeśli mechanik pracuje przy kilku autach na raz, albo kiedy przy aucie pracuje więcej niż jeden mechanik. Jeden fachowiec spuszcza płyn, drugi ma nalać nowy, ale zawodzi komunikacja między nimi. Chwila nieuwagi, ktoś siada za kierownicą, przekręca kluczyk i silnik zaczyna pracować na sucho.
Shutterstock/Setta Sornnoi
Niski poziom oleju na bagnecie nie wróży niczego dobrego, ale nadmiar oleju w silniku to też problem.
Przy braku oleju, jeśli mechanik jest czujny, natychmiast powinien zauważyć kontrolkę na desce rozdzielczej i usłyszeć, że silnik wydaje podejrzane dźwięki. Jeśli nie będzie wystarczająco bystry i np. przegazuje silnik, to w ciągu sekund może się on przytrzeć lub całkowicie zatrzeć. Jeśli silnik nie stanie od razu dęba od pracy bez oleju, to może np. zacząć zużywać więcej oleju — w praktyce nie da się później udowodnić, że to wina serwisu.
Z jazdą bez płynu w chłodnicy jest gorzej, bo pierwsze objawy pojawiają się zwykle po dłuższej chwili, kiedy już silnik zaczyna się przegrzewać.
Za dużo lub za mało oleju w silniku
Nie jest wcale tak łatwo, żeby przy wymianie oleju nalać go tyle, żeby było "w punkt", czyli nieco poniżej oznaczenia "max" na bagnecie. Niby z instrukcji wiadomo, ile oleju powinno wejść do silnika, ale przy spuszczaniu starego oleju zawsze go trochę zostaje, więc wlewając według instrukcji, można go nalać za dużo. Z kolei tuż po zalaniu silnika olejem poziom na bagnecie może być właściwy, ale kiedy olej trafi już do wszystkich zakamarków układu smarowania, stan może być za niski. Najpierw należy wlać olej, sprawdzić jego poziom po raz pierwszy, uruchomić silnik, dać mu chwilę popracować, później znów wyłączyć, odczekać chwilkę i sprawdzić znowu. W pośpiechu łatwo o tym zapomnieć, niektórzy też z lenistwa pomijają kolejne kroki, licząc, że za pierwszym razem nalali tyle, ile trzeba. Mam taki zwyczaj, że po odebraniu auta z przeglądu w serwisie sprawdzam olej — kilka razy już mnie to uratowało przed poważniejszą awarią. Wam też radzę, to trwa chwilkę.
Przeciągnięcie śrub kół
Klucz udarowy to świetne narzędzie, które ułatwia pracę w warsztacie i oszczędza mechanikowi sporo wysiłku. Czy pneumatyczny, czy elektryczny — świetnie się sprawdza przy wymianie kół. Ale nie do wszystkiego! Przy przykręcaniu kół śrubę lub nakrętkę warto najpierw delikatnie wkręcić ręcznie, żeby nie zniszczyć gwintu. Dokręcanie kluczem udarowym sprawia, że łatwo przesadzić z momentem dokręcania, albo wręcz przeciwnie — nie dokręcić nakrętki, jeśli nie trafiła w gwint. Do precyzyjnego przykręcania kół służy klucz dynamometryczny, a mechanik powinien ustawić moment dokręcania zgodnie z zaleceniami producenta — te dla poszczególnych modeli mocno się między sobą różnią.
shutterstock/triocean
Klucz udarowy świetnie sprawdza się przy odkręcaniu kół, ale do ich dokręcania należy używać klucza dynamometrycznego.
Efekty przeciągnięcia śrub mogą być różne — pół biedy, jeśli po prostu przy kolejnej wymianie trudno będzie zdjąć koło. Gorzej, jeśli się okaże, że śruby są tak osłabione, że zerwą się pod obciążeniem, a koło odpadnie. Nakrętki, szpilki czy śruby kół z uszkodzonymi gwintami należy wymienić na nowe! Dokręcanie kół kluczem udarowym to karygodny błąd!
Uszkodzenie progów
Odbierając auto z warsztatu klęknijcie przed nim — nie w podziękowaniu za pracę mechanika, ale po to, żeby zajrzeć, czy przypadkiem w warsztacie ktoś nie zmasakrował progów auta. Wystarczy chwila nieuwagi przy podstawianiu ramion podnośnika, żeby zamiast we wzmocnione punkty trafiły one w miękką część poszycia progu albo w listwy ozdobne.
Shutterstock/Tatiana Diuvbanova
Zniszczenie progów przez źle podstawione ramiona podnośnika to jeden z częstszych błędów popełnianych w warsztatach, ale też i jeden z najłatwiejszych do zauważenia.
Czasem w warsztatach brakuje też gumowych nakładek na podnośnik i przy próbie uniesienia auta lakier jest zdzierany do gołej blachy — kilka miesięcy i pojawia się rdza! Jeśli zauważycie świeże ślady uszkodzeń, to jest szansa, że uda się uzyskać rekompensatę za poniesione szkody — po wyjeździe z warsztatu szanse na to są znikome.
Pozostawienie poluzowanej klemy akumulatora
Shutterstock/CuteCharacters
Klema akumulatora zamontowana na wcisk, a nie dokręcona, w końcu się zsunie. To się zdarza!
Przy wielu pracach przy aucie jedną z pierwszych czynności, jakie zgodnie z instrukcją ma wykonać mechanik, jest odpięcie akumulatora — m.in. po to, żeby nie doszło do zwarcia, albo żeby jakieś podzespoły auta nie zaczęły same z siebie działać, kiedy nie powinny. Podczas naprawy zdarza się, że mechanik kilka razy musi podpinać i odpinać akumulator, żeby sprawdzić, czy wszystko poprawnie działa. Nikomu się wtedy nie chce starannie dokręcać klemy — po prostu się ją zdejmuje i wciska. Problem pojawia się wtedy, kiedy na koniec naprawy mechanik zapomni o dokręceniu zacisku. Przez luźną klemę w nowoczesnych autach mogą dziać się najróżniejsze cuda — od trudnych do zidentyfikowania symptomów awarii różnych podzespołów i dziesiątek komunikatów o błędach zapisywanych przez sterowniki, aż do problemów z rozruchem. A jeśli klema spadnie w czasie jazdy, przy pracującym silniku, auto nie tylko zgaśnie, ale może się spalić sporo elektroniki.
a
Przestawienie rozrządu "o ząbek"
Wciąż nie brakuje mechaników, którzy zamiast naprawiać auto tak, jak zaleca producent i korzystać z odpowiednich narzędzi, wolą to robić po swojemu. Klasyczny przykład to ustawianie rozrządu na znaki (np. kropki z farby albo znaczki robione flamastrem na kołach pasowych), zamiast korzystania z profesjonalnych blokad. Efektem często są problemy, których przyczynę trudno zdiagnozować, bo jeśli rozrząd przestawiony jest dosłownie o ząbek, to auto zwykle zapala i prawie normalnie pracuje — ale tylko prawie!
Przy poważniejszych pomyłkach konsekwencje widać od razu: tłoki zderzają się z zaworami i jest po silniku.
Zostawienie pod maską narzędzia, nakrętki wpadające do silnika
Kilka razy przy okazji oględzin różnych aut zdarzało mi się już znaleźć narzędzia, które ktoś kiedyś tam zostawił: klucze, kombinerki, nasadki, a nawet młotek. Nie w każdym warsztacie oświetlenie jest idealne, czasem coś spadnie pod maską w ferworze walki i można tego nie zauważyć. Problem w tym, że takie zaginione narzędzie czasem nie zostaje wcale tam, gdzie wpadło — może się np. wkręcić w pasek, spowodować zwarcie, albo doprowadzić do przetarcia jakiegoś wężyka czy przewodu. Bywa też zabawnie: kiedyś udało mi się rozwiązać tajemnicę niepokojących hałasów w aucie znajomych, z którą nie poradziły sobie dwa serwisy autoryzowane — ich źródłem była lampka warsztatowa na podstawie magnetycznej, która zsunęła się pod osłonę silnika i obijała się o ścianę grodziową.
Shutterstock/Hatta Mustapha
Zardzewiałe kombinerki po miesiącach spędzonych pod maską. Mogły narobić dużo szkód!
Mniej zabawnie jest, kiedy do dolotu wpadnie śrubka — choćby przy wymianie filtra powietrza. Niejeden silnik trzeba było z powodu takiej "błahostki" remontować.