Nowoczesne techniki cofania liczników, zwłaszcza w połączeniu ze sprawnym maskowaniem najbardziej widocznych śladów zużycia samochodu, sprawiają, że każdy może paść ofiarą oszustów albo kupić "przekręcony" samochód od uczciwej osoby, która sama w przeszłości dała się oszukać. Problem w tym, że nie chodzi tylko o przepłacenie kilku-kilkunastu tys. zł za samochód (który w związku z większym przebiegiem powinien być tańszy), lecz także o awarie wynikające ze zbyt późno wykonanych przeglądów i napraw. To nie są żarty, gdy zaniedbasz wymianę np. paska rozrządu, bo ze stanu licznika auta wynika, że to jeszcze nie pora. Gdy pęknie, masz silnik do remontu.
Oto sprawdzone metody oceny wiarygodności przebiegu auta. Wiele z nich nie wymaga żadnych nakładów finansowych; niektóre wiążą się z pewną inwestycją, ale dają mniejszą lub większą pewność, że samochód jest w porządku. Niektóre zalecenia wydają się oczywiste, ale uwierzcie: wielu kupujących, którzy oczami wyobraźni już widzą się za kierownicą atrakcyjnego auta, pomija podstawowe zasady ostrożności.
Sprawdzamy dokumenty. Gdzie pojawia się przebieg auta i na co zwrócić uwagę?
Piotr Szykana, Robert Pykała / Auto Świat
Zdarzało nam się w dokumentach dobrowolnie udostępnionych przez sprzedawcę znaleźć kompromitujące dane: np. "bezwypadkowe" auto za kilkaset euro zostało wyprostowane w warsztacie na tyle, by można je było holować.
- Książka serwisowa: ten dokument stopniowo traci na znaczeniu wraz z upowszechnieniem się elektronicznych książek serwisowych. Zwłaszcza w przypadku nowszych samochodów, 2-3-letnich, brak papierowej książki serwisowej może być uzasadniony: kupujący nowe auta coraz częściej informowani są w salonie, że papierowej książki serwisowej nie ma, a zastępuje ją elektroniczna książka serwisowa — czyli dane na temat auta i jego przeglądów oraz obsługi warsztatowej gromadzone w bazie danych producenta, w które wgląd mają wszystkie autoryzowane warsztaty. W przypadku starszych aut obecność papierowej książki serwisowej jest mile widziana, ale trzeba mieć świadomość, że papierową książkę serwisową niezwykle łatwo podrobić. Zajrzyjcie do sklepu internetowego, np. Allegro: książki serwisowe dla różnych marek i modeli aut z różnych roczników są łatwo dostępne — i to w różnych językach. Jeśli więc nieuczciwy handlarz ma np. "skręconego" Forda z Niemiec, to kupuje niemiecką książeczkę serwisową Forda, wypełnia ją, wbija własne pieczątki jakiegoś niemieckiego warsztatu, wpisuje zafałszowane dane dotyczące przebiegu przy poszczególnych wpisach i ma załatwione dwa problemy naraz: auto udaje regularnie serwisowane, a oprócz tego jest "potwierdzony" jego przebieg. Zwróćcie uwagę, czy na przestrzeni lat pieczątki nie są wbijane tym samym tuszem, czy podpisy nie są identyczne, czy wygląda to wiarygodnie. Ciekawostką jest, że w sklepach internetowych dostępne są zarówno bardzo tanie książki serwisowe drukowane w Chinach, które jednak nie są takie same jak oryginały, jak i puste książeczki serwisowe oryginalne — te potrafią kosztować nawet ponad 100 zł. A to przecież tylko zadrukowany zeszyt... Książka serwisowa zyskuje na wartości, jeśli potwierdzimy choćby wybrane wpisy w autoryzowanym warsztacie.
- Potwierdzenia "państwowych" badań technicznych. To ważne dokumenty — np. niemiecki tzw. TUV wskazuje nie tylko na przebieg powiązany z datą przeglądu, lecz także na usterki wykryte w samochodzie. Zwróćcie na to uwagę — często to wskazówka, że to i owo trzeba naprawić — a to są koszty i powód do negocjacji ceny. Ma się rozumieć, kopia oryginału zrobiona na ksero może wydać się podejrzana, oryginał to już coś. Gdyby potem się okazało, że dostaliście podrobione potwierdzenia przeglądów, będzie to bardzo dobry powód do rozwiązania umowy z wszelkimi kosztami po stronie sprzedawcy. Polskie stacje kontroli pojazdów także wydają papierowe potwierdzenia, ale nawet jeśli ich nie ma, to nie problem: można za darmo zajrzeć do internetowej bazy danych "Historia Pojazdu". Podobne bazy funkcjonują w innych krajach, np. w Szwecji. W przypadku aut z USA potwierdzeń z obowiązkowych badań technicznych zwykle nie ma, gdyż tam przeglądy nie są obowiązkowe — przynajmniej w większości stanów.
- Rachunki za naprawy, wymianę opon, itp.; większość warsztatów zapisuje i umieszcza na fakturach stan licznika, bo przebieg liczony od naprawy zwykle jest podstawą świadczeń gwarancyjnych. Im więcej zróżnicowanych rachunków, tym lepiej — bardzo często niemal nie ma wątpliwości, że jest to wiarygodne potwierdzenie historii samochodu. Z kolei brak rachunków — dotyczy to głównie aut z rąk prywatnych — może dziwić.
Internetowe bazy danych — darmowe i płatne
- Do dyspozycji mamy rządowe bazy i komercyjne agregatory danych "sprawdzające VIN". W przypadku samochodów z polskiego rynku domyślnym źródłem wiedzy o aucie jest strona "Historia pojazdu". Jest darmowa, trzeba znać numer rejestracyjny auta, jego numer VIN oraz datę pierwszej rejestracji; VIN, oprócz tego, że znajduje się w dokumentach, często widoczny jest z zewnątrz auta w tzw. "okienku" w przedniej szybie, numer rejestracyjny znamy, a datę pierwszej rejestracji znajdziemy w dowodzie rejestracyjnym — na pierwszej stronie. Można więc sprawdzić auto wyłącznie za zgodą właściciela, bo trzeba mieć wgląd w dowód rejestracyjny. Ale np. jeśli oglądamy auto świeżo sprowadzone ze Szwecji, wystarczy numer rejestracyjny. Adres: www.fordon-fu-regnr.transportstyrelsen.se. Auta z Danii sprawdzamy na stronach https://motorregister.skat.dk. Za darmo dostępne są też włoskie i holenderskie bazy danych. Nie ma otwartej bazy dotyczącej samochodów z Niemiec.
- Komercyjne agregatory danych, tzw. sprawdzacze VIN, zbierają dane z wielu różnych źródeł, m.in. są to dane ubezpieczycieli. W teorii, kupując za kilkadziesiąt zł tzw. raport VIN, dowiemy się, czy samochód nie ma sfałszowanego przebiegu albo czy nie brał udziału w wypadkach. To działa, ale nie w każdym przypadku — wystarczy, że samochód nie miał kolizji czy wypadków naprawianych za pieniądze ubezpieczycieli i nie był serwisowany w autoryzowanych warsztatach, by wymknąć się "systemowi". Brak wpisów nie oznacza braku problemów! Stosunkowo dobrze działa to w przypadku samochodów z USA (domyślny dostawca danych to firma Carfax.eu). W przypadku aut z USA jest to niemal obowiązkowa, rekomendowana czynność przed zakupem. Inne adresy, gdzie można sprawdzić VIN, to m.in. autodna.pl, carvertical.com, autobaza.pl. Należy jedynie pamiętać: to, że zapłaciliśmy za raport i że nic z niego nie wynika, nie daje pewności, że auto jest w porządku. Jest tak tym bardziej, że handlarze często "dostosowują" stan licznika i historię auta do tego, co można znaleźć w różnych bazach danych. Ale wiadomo: nie wszyscy, tylko ci bardziej inteligentni.
- Autoryzowane stacje obsługi — większość sieci autoryzowanej stacji obsługi nie oferuje odpłatnego sprawdzenia historii samochodu i bez odpowiedniego pretekstu nie udostępnia żadnych informacji osobom, które nie są właścicielami auta. Jeśli jednak przed zakupem zdecydujemy się na odpłatne "sprawdzenie stanu samochodu przed zakupem" w ASO, to niemal na pewno dostaniemy też informacje na temat jego historii serwisowej. To szczególnie cenna wiedza, bo nie tylko może się okazać, że samochód ma większy przebieg, niż zadeklarowano, lecz także możemy poznać historię szkód, a także odpowiedź na proste pytanie: czy prawdą jest to, co mówi sprzedawca, że samochód był serwisowany w ASO? Jeśli tak, to na pewno są na to dowody.
Zanim kupisz samochód i zanim zainwestujesz w jego sprawdzenie w warsztacie...
Auto Świat
Czasami poziom zużycia różnych elementów wnętrza niemal wyklucza niski przebieg – jeśli to widzisz, odpuść ten samochód, szukaj dalej
- Na samochód, który chcemy kupić, warto spojrzeć otwartym okiem — warto to zrobić, zanim zainwestujemy pieniądze w profesjonalną weryfikację jego stanu. Spójrzmy zatem na ogólny stan jego zużycia: felgi, opony, lakier, wizualny stan komory silnika, a przede wszystkim wnętrza, np. fotela kierowcy. Jeśli nie mamy stosownego punktu odniesienia, może to być trudne, ponieważ różne modele aut zużywają się w różny sposób i różne mają słabe punkty. Może być tak, że coś nam się wyraźnie nie podoba, jest dla nas podejrzane, a to po prostu słaby punkt tego modelu. Doskonałym ćwiczeniem jest więc obejrzenie kilku egzemplarzy tego samego modelu z podobnego rocznika. Dzięki temu nie tylko szybko zorientujemy się, czego należy się spodziewać, lecz także, mając kilka samochodów do wyboru, łatwiej nam będzie wybrać najładniejszy. Naprawdę jednak należy patrzeć na samochód całościowo: inteligentni handlarze, jeśli mają samochód z bardzo mocno cofniętym licznikiem, są w stanie zainwestować trochę pieniędzy w wymianę drobnych elementów wnętrza podlegających szybkiemu zużyciu, aby wyglądały jak nowe. Są też warsztaty zajmujące się profesjonalnie maskowaniem i likwidowaniem śladów zużycia, a robią to tak zręcznie, że nie tylko przeciętny kupujący, lecz także fachowiec w pierwszej chwili może dać się oszukać. Ale tylko w pierwszej chwili, bo nie da się wymienić wszystkiego: nakładek na pedały, kierownicy, boczków drzwi, przycisków itd.
- Sprzedawcy nie są głupi, ale bywają nieuważni — warto szukać różnych wlepek i przywieszek przypominających o kolejnym przeglądzie czy o wymianie oleju. Zdarzyło nam się np. zwrócić uwagę na dość grubą naklejkę na wewnętrznym słupku auta — na naklejce była informacja o wymianie oleju przy 130 tys. km kilka miesięcy wcześniej i to się zgadzało z deklarowanym przebiegiem; pod tą naklejką, którą bezczelnie zerwaliśmy, była jednak inna, mówiąca o serwisie przy przebiegu 280 tys. km, ale... cztery lata wcześniej. Ktoś był tak leniwy, że nie chciał walczyć z bardzo mocno wklejoną naklejką, więc nakleił na nią inną — i teraz wszystko zgadzało się ze stanem licznika, który oczywiście też został skorygowany. Ale wpadka...
Auto Świat / Piotr Szypulski, Maciej Brzeziński
Czasami przebieg auta zdradzają wlepki i przywieszki pozostawiane przez warsztaty
- Sygnałem alarmowym jest sytuacja, gdy z różnych dokumentów oraz baz danych wynika, że w pierwszych latach eksploatacji samochód pokonywał bardzo duże przebiegi, ale np. od 3-4 lat już praktycznie nie jeździ. Niby to możliwe, ale warto rozważyć taki scenariusz, że sprzedawca dostosował stan licznika do tego, co udało się znaleźć w ogólnodostępnych bazach danych. Jeśli widoczna w tych bazach historia serwisowa kończy się np. 5 lat temu, to ewentualna manipulacja przy liczniku będzie trudna do szybkiego wychwycenia — nieuczciwi handlarze to wiedzą i korzystają.
Te samochody wymagają szczególnej ostrożności — a oto, dlaczego
Jest kilka kategorii samochodów, których kupno wymaga szczególnej ostrożności: albo ze względu na statystycznie większe zagrożenie, że coś z nimi jest nie tak, albo ze względu na ryzyko finansowe.
- Samochody z Niemiec: tajemnicą poliszynela jest, że Niemcy bronią się przed wprowadzeniem różnych systemów usprawniających weryfikację stanu prawnego i technicznego samochodów, bo jest to kraj, z którego eksportowanych jest bardzo wiele samochodów używanych, a często po prostu zużytych — i nikt tak naprawdę nie chce przeszkadzać w eksporcie tych pojazdów. W Niemczech nie ma rządowej otwartej bazy danych pozwalającej na weryfikację przebiegu aut (są bazy danych, do których mają dostęp właściciele), natomiast działa duża liczba pośredników zajmujących się handlem samochodami zużytymi i powypadkowymi — i znaczna część tych samochodów trafia do Polski. Ryzyko związane z autami z Niemiec jest tym większe, że używane samochody są w tym kraju co do zasady droższe niż w Polsce, a zatem, aby zarobić, importerzy muszą wybierać auta najgorsze — często powypadkowe, czasami z wysokimi przebiegami. Najczęściej do cofania liczników dochodzi przed sprowadzeniem samochodu do Polski, koniecznie przed pierwszym badaniem technicznym w Polsce. Gdy na badanie techniczne trafi samochód z prawdziwym, wysokim przebiegiem, wszystko stracone: jest to widoczne w Historii pojazdu.
- Samochody z USA: zdecydowana większość tych aut ma jakiś problem, choć wcale niekoniecznie jest to stan licznika. Samochody kupowane na aukcjach w USA bywają rozbite, podtopione, zalane, nadpalone, ostrzelane, itp. — i zazwyczaj stosowne informacje o tym znajdziemy w raporcie Carfaxu, a może nawet w dokumentach auta.
- Samochody segmentu premium: w drogie auto szczególnie opłaca się zainwestować dużo pieniędzy, aby ukryć różne jego wady. To oznacza, że na oko możemy nie dostrzec niczego podejrzanego. W przypadku drogich aut szczególnie opłaca się zainwestować w sprawdzenie samochodu w autoryzowanej stacji obsługi albo u fachowca, który sprawdzi, czy nikt nie cofnął licznika.
Czy można sprawdzić, że w samochodzie cofnięto licznik?
W nowoczesnych samochodach różne sterowniki zapisują wprost albo pośrednio dane potwierdzające przebieg. Jeśli manipulacja została przeprowadzona fachowo i kompleksowo, śladów będzie niewiele. Fachowcy badający zawartość sterowników samochodów sprawdzają wiarygodność stanu licznika między innymi na podstawie liczby cykli ładowania (w autach elektrycznych), liczby naciśnięć hamulca, itp., ale szukają też zapisanych błędów różnych urządzeń, którym przypisany jest czas i przebieg; przy okazji często dowiadują się, że samochód ma elementy wcześniej zamontowane w innych autach — tych danych niemal nie sposób wymazać. Może był jakiś wypadek?
Najczęściej jednak, zwłaszcza w przypadku tańszych samochodów, wykrycie manipulacji jest stosunkowo proste.
Warto mieć na uwadze: nie każdy sprzedawca samochodu z cofniętym licznikiem jest oszustem, często jest to nieświadoma ofiara oszustów, która może nie mieć świadomości, że z samochodem jest coś nie tak. Tym bardziej miły i dobrze wyglądający sprzedawca nie gwarantuje, że auto jest w porządku — no chyba że jest to pierwszy właściciel. Niezależnie jednak od tego, kto sprzedaje samochód i czy w dobrej wierze, kupującego chroni rękojmia.
Co zrobić, gdy po kupnie zorientujemy się, że samochód ma cofnięty licznik?
Dobra wiadomość jest taka, że kupującego — także kupującego samochód używany — chroni rękojmia. Zwłaszcza w przypadku kupna samochodu od profesjonalnego sprzedawcy (czyli od firmy, na fakturę) rękojmia działa niezależnie od tego, czy sprzedający ją "zastrzegł", czy też nie. To oznacza, że jeśli ktoś kupił używany samochód i zorientował się po fakcie, że samochód ma cofnięty licznik, ma prawo do rozwiązania umowy i zwrotu pieniędzy, a także zwrotu wszelkich kosztów poniesionych w związku z samochodem — w tym kosztów ubezpieczenia i rejestracji.
W przypadku kupna od osoby prywatnej rękojmia może być ograniczona (tylko na piśmie, w umowie), jednak należy pamiętać, że ograniczenie rękojmi nie obowiązuje, jeśli kupujący auto padł ofiarą oszustwa.
Oczywiście, najlepiej takie rzeczy sprawdzać przed kupnem — dzięki temu mamy mniej stresu i więcej zadowolenia z kupionego samochodu. No i znacznie mniejsze jest ryzyko, że "pójdziemy w koszty".