W segmencie B nie ma zbyt wielu ekograczy. Na rynku funkcjonuje tylko jedna hybryda, a mianowicie spalinowo-elektryczna wersja Toyoty Yaris. Model kosztujący prawie 67 tysięcy złotych zachowuje pełną praktyczność standardowej wersji, a jednocześnie jeździ na przysłowiowej kropelce. W mieście spala tylko 3,3 litra benzyny. Identycznie ograniczone pole manewru obowiązuje na rynku minivanów. Rodzynek - Toyota Prius+ kosztuje prawie 125 tysięcy złotych, zabiera na pokład nawet 7 osób, ma bagażnik o maksymalnej pojemności 1750 litrów, a spalanie w mieście wynosi 5,3 litra benzyny.

Foto: Toyota
Toyota Yaris Hybrid 2014

Ceny samochodów hybrydowych w segmencie C wahają się od niespełna 85 do ponad 172 tysięcy złotych. W dolnej części przedziału plasuje się Toyota Auris Hybrid. Górną granicę wyznaczył jeden z najnowszych modeli na rynku - Audi A3 Sportback e-tron. Auris jest napędzany tym samym układem spalinowo-elektrycznym co warty niespełna 113 tysięcy Prius oraz prawie 161 tysięcy Prius Plug-in. Każde z aut dysponuje mocą 136 koni mechanicznych i oferuje spalanie w mieście na poziomie 3,9 litra benzyny. Różnice? Prius jest zdecydowanie większy, dodatkowo w modelach Plug-in daje możliwość jazdy przez 25 kilometrów wyłącznie na energii elektrycznej.

Oczywiście hybrydowy segment C to nie tylko Toyota. Do grona liczących się graczy należy wpisać także Lexusa CT 200h, Opla Amperę czy wspomnianą wcześniej nowość - Audi A3 Sportback e-tron. CT 200h to 136-konny pojazd klasy premium. Sylwetka hatchbacka jest oryginalna, wyposażenie bogate, a ceny zaczynają się od 111 tysięcy złotych. Ekohitem w ofercie niemieckiej marki jest Ampera. W jej przypadku napęd jest realizowany za pomocą 150-konnego agregatu elektrycznego. 86-konny benzyniak przede wszystkim pełni funkcję generatora prądu.

Foto: Lexus
Lexus CT200h

Najnowsze i najdroższe w stawce Audi A3 e-tron to hybryda typu plug-in. Za ponad 172 tysiące złotych kierowca otrzyma auto, którego napęd elektryczny pozwala na pokonanie nawet 50 kilometrów. Później włącza się silnik spalinowy lub układ spalinowo-elektryczny. Benzyniak 1,4 TFSI dysponuje mocą na poziomie 204, a agregat elektryczny 102 koni.

W segmencie D na ofertę hybrydową składa się przede wszystkim czterech graczy. Najtańszy w stawce jest kosztujący prawie 162 tysiące złotych Lexus IS 300h. Na szczycie hierarchii znajduje się wycenione na niespełna 253 tysiące BMW ActiveHybrid 3. Skąd potężna cena ekologicznej serii 3? Podstawą do stworzenia auta stał się topowy model 335i wyposażony w 306-konnego benzyniaka. Z nim sparowano 54-konny motor elektryczny. Bawarczyk jest w stanie pokonać 4 kilometry na samym napędzie elektrycznym, a poza tym średnio spala 8,4 litra paliwa.

Audi A3 e-tron

Najtańszy Lexus posiada 2,5-litrowy silnik benzynowy, który razem z motorem elektrycznym daje do dyspozycji 223 konie mechaniczne. Sedan przyspiesza do pierwszej setki w 8,3 sekundy i jest ekstremalnie oszczędny. W mieście spala zaledwie 4,4 litra benzyny. Citroen DS5 2.0 HDI HYBRID4 Diesel kosztuje nieco ponad 186 tysięcy złotych. Francuski model korzysta przede wszystkim z siły 163 koni dostarczanych przez silnik diesla. Mały agregat elektryczny zamontowany z tyłu pełni jedynie rolę wspomagacza.

Ostatnim graczem w segmencie D jest Infiniti Q50S Hybrid Sport. Auto wycenione przez producenta na minimum 218 tysięcy złotych jest wyposażane w 306-konną, 3,5-litrową V-szóstkę oraz 68-konny silnik elektryczny. Całkowita moc hybrydy to 364 konie mechaniczne.

W segmentach samochodów luksusowych określanych w nomenklaturze jako E i F przewijają się nazwy przede wszystkim pięciu marek. Ponownie najtańszy okazuje się Lexus. Model GS 300h korzysta z tego samego układu napędowego, który trafił pod maskę mniejszego auta IS 300h. W tym przypadku 223-konna hybryda rozpędza limuzynę do setki w 9,2 sekundy oraz spala w mieście 4,8 litra benzyny. Cena? Za auto trzeba zapłacić minimum 212 600 złotych. Lexusem o klasę wyższym jest LS 600h. W tym przypadku kierowca ma do czynienia 5-litrową V-ósemką, która razem z silnikiem elektrycznym daje 445 koni mechanicznych. Mocna hybryda jest wysoko ceniona. LS 600h kosztuje prawie 540 tysięcy złotych.

Foto: Lexus
Lexus LS 600h XF40

Ważnym graczem jest także Mercedes. Za model E 300 CDI HYBRID trzeba zapłacić 253 tysiące, S 300 BlueTEC HYBRID 376 tysięcy, a S 400 Hybrid 407 tysięcy złotych. I w przypadku E 300 CDI HYBRID, i S 300 BlueTEC HYBRID napędem zajmuje się silnik wysokoprężny współpracujący z motorem elektrycznym. Moc oscylująca w granicy 230 koni mechanicznych gwarantuje dobre osiągi i niskie spalanie. Potężne limuzyny potrzebują na pokonanie stu kilometrów w mieście od 4 do 4,8 litra oleju napędowego. W modelu S 400 HYBRID na układ napędowy składa się agregat elektryczny oraz 3,5-litrowa, benzynowa V-szóstka.

Bawarczycy także są w stanie zaoferować ekologiczne auto. Mowa o modelu ActiveHybrid 5 wartym minimum 301 tysięcy złotych oraz ActiveHybrid 7 wycenionym na 413 tysięcy. W pierwszym z aut hybryda generuje około 340 koni i spala w mieście nieco ponad 6 litrów benzyny. W drugim kierowca ma do dyspozycji 465 koni i aż 700 Nm momentu obrotowego.

Nie można zapominać także o wartym 264 tysiące złotych Infiniti Q70 Premium Hybrid opartym o 3,5-litrowy, benzynowy silnik V6 oraz wycenionym na 507,5 tysiąca Porsche Panamera S E-Hybrid. Niemiec po pełnym naładowaniu baterii pokona nawet 36 kilometrów na napędzie elektrycznym. Później luksusowy liftback korzysta z układu hybrydowego. Porsche przyspiesza do pierwszej setki w 5,5 sekundy i spala średnio 3,1 litra benzyny.

Ostatnim segmentem, w którym kierowcy mają możliwość wyboru hybrydy, jest rynek SUV-ów. Głównym konkurentem kosztującego 175 tysięcy złotych Lexusa NX 300h jest warty 186 tysięcy Outlander PHEV. 197-konna hybryda Lexusa jest bardziej dynamiczna i oszczędniejsza. Mitsubishi ma jednak asa w rękawie. Na dystansie około 50 kilometrów może być napędzany wyłącznie silnikiem elektrycznym. Oczko wyżej ląduje Range Rover Sport Hybrid. Jego ceny startują od 462 tysięcy złotych! Crossover łączący moc 3-litrowego diesla i motoru elektrycznego oraz jest dynamiczny i całkiem oszczędny.

Porsche Panamera S E-hybrid

Konkurencja zagęszcza się na rynku dużych SUV-ów. Najtańszy jest 300-konny Lexus RX 450h. Za japońską hybrydę kierowca musi zapłacić minimum 278 tysięcy złotych. Za ponad 130 tysięcy więcej w zasięgu ręki znajdzie się 416-konne Porsche Cayenne S E-Hybrid. To kolejna po Panamerze niemiecka hybryda typu plug-in. Na szczycie stawki uplasował się kosztujący astronomiczną sumę prawie 687 tysięcy złotych Range Rover Hybrid. Brytyjski arystokrata w kaloszach dysponuje mocą 340 koni i spala średnio tylko 6,4 litra oleju napędowego.

Przegląd jasno pokazuje, że ewidentnymi dominatorami rynku samochodów hybrydowych są Japończycy. Prawie połowa pojazdów z silnikami spalinowo-elektrycznymi pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni! Europejscy producenci oczywiście starają się zniwelować przepaść technologiczną. Niestety potrzebują na to jeszcze trochę czasu. Muszą dopracować oszczędność swoich aut i ich konkurencyjność. Koniecznością pierwszej potrzeby jest obniżka cen.