„Nie ma nic gorszego niż banda indywidualistów” – tak rzecze nerwowy bohater pewnej znanej polskiej komedii.

Gdyby towarzyszył nam w 6. rajdzie HBK mógłby się na własnej skórze przekonać, jak bardzo się myli. Dziś wraz z 170 innymi zespołami pokonaliśmy ponad 250 km tras po Meklenburgii. Landszafty miejscami przypominały nasze Pomorze, a nawet Mazury.

Trudno jednak gdziekolwiek spotkać tak barwną kawalkadę jak naszą: w rajdzie uczestniczą auta zbudowane między 1930 a 1990 r., z silnikami o pojemności od 0,4 (Citroen 2CV) do 7,3 l (Ford Thunderbird).

Nie wszędzie można tez trafić na tak entuzjastycznie reagującą na nasz widok publiczność! Licznie gromadzący się w miasteczkach lokalesi wydają się nawet rozpoznawać naszego Fiata 125p – w końcu w tych rejonach (tereny byłego NRD) to auto tak samo jak u nas uchodziło za wóz klasy premium.

Nie mniejszą radość sprawiliśmy... pilotce 330-konnego Jensena C-V8. Jak się okazało, nasza rodaczka uczyła się na Fiacie 125p sztuki jazdy! Łączą nas skrajne różnice konstrukcyjne aut, dzielą co najwyżej sekundy w klasyfikacji generalnej. Jutro: kierunek Hamburg i wielki finał w jednej z hal tamtejszego targu rybnego!