Ciekawą korespondencję na ten temat przynosi listopadowo-grudniowy numer miesięcznika „Auto” z 1930 roku. „W Ameryce samochód jest rzeczą tak zwyczajną, tak powszechną – pisze autor, student Politechniki Warszawskiej – że się go właściwie nie zauważa i wzbudza raczej zdziwienie, gdy go ktoś nie posiada”.

Samochody są wszędzie

Samochody w Ameryce Foto: ACZ / Auto Świat
Samochody w Ameryce

Dalej student-korespondant zachwyca się wielką ofertą i bardzo niskimi cenami samochodów używanych: „Doprawdy dziwne uczucie wzbudzała w nas świadomość, że mogliśmy w każdej chwili wejść do sklepu i kupić za nasze skromne studenckie fundusze zupełnie przyzwoitą maszynę! Fordy i Chevroletki można kupić już za 35 dolarów, a za 300-400 są już doskonałe Buicki czy Auburny”.

Auto za... 35 dolarów!

Samochody w Ameryce Foto: ACZ / Auto Świat
Samochody w Ameryce
Samochody w Ameryce Foto: ACZ / Auto Świat
Samochody w Ameryce

Stany Zjednoczone w latach 30. XX wieku były już krajem poważnie zmotoryzowanym. Roczna produkcja nowych aut przekroczyła w 1929 r. 5 milionów sztuk. Samochody dostępne były na dogodne raty, w rozliczeniu sprzedawcy przyjmowali stary model.

„Rynek tamtejszy jest już w znacznej mierze nasycony – pisze korespondant miesięcznika – każdy więc nowy samochód może być sprzedany tylko na miejsce maszyny rozbitej lub niezdatnej już do użytku, albo też wymieniony na używaną, ale będącą w dobrym stanie.

Normalnym jest więc zwyczajem – dodaje korespondent – że kupując nowy samochód, daje się zamiast pierwszej wpłaty swój stary, a resztę należności spłaca się w ciągu roku lub dwu. Faktycznie więc rzecz biorąc, ma się w Ameryce do czynienia z wynajmowaniem nowych maszyn, a sprzedawaną zostaje dopiero maszyna stara".

Autor podkreśla, że samochód jest w USA wszechobecny, ale Amerykanie na samochodach się nie znają, nie dyskutują o nich w gronie znajomych, traktując je raczej jako narzędzie, a nie coś nadzwyczajnego. Jest też zdziwiony, że amerykańskie samochody nie są tak eleganckie i tak dobrze utrzymane jak europejskie.

„Tak wysoko u nas ceniony Packard – zauważa reporter – jest w Ameryce maszyną średniej jakości, trochę tylko może wyżej cenioną od Chryslerów i Buicków, a do prawdziwej arystokracji należą tu dopiero importowane przez snobów Rolls Royce i rodzime Lincolny, Duesenbergi i Cadillaci, których fabryka wypuściła na rynek w styczniu br. wspaniałą szesnastocylindrówkę. Maszyna ta, sprzedawana w cenie od 6500 do 15000 dolarów loco fabryka, bez akcesorji, imponuje rozmiarami i wykończeniem".