W marcowym numerze miesięcznika „Auto” z 1930 roku znaleźliśmy ciekawy artykuł opisujący wrażenia z wypraw samochodowych po Mongolii.

Brak dróg, mostów, drogowskazów...

Foto: Auto Świat
Wyprawa do Mongolii

Autor – Kazimierz Niemyski – podejmował tam niezwykle egzotyczne i bardzo trudne eskapady automobilowe. Mongolia była 3 razy większa od przedwojennej Polski (dziś jest 5 razy większa), zamieszkiwało ją zaledwie 800 tys. mieszkańców, osady oddalone były od siebie o 500-800 km.

Dróg nie było wcale, z miejscowości do miejscowości jeździło się stepem. Kierowcy mogli liczyć tylko na siebie, żadnych warsztatów nie było, należało więc wozić nie tylko zapas benzyny, ale też opony i części, które mogły się popsuć.

„Obciążenie wozu towarem zwykle przewyższa trzy albo cztery razy przepisowy tonaż” – podaje autor. Auta osobowe oprócz pasażerów zabierały niejednokrotnie 1,5 tony ładunku.

Najtrudniejsze było podróżowanie zimą. Autor opisuje jedną z wypraw, podczas której musiał pokonywać kilkumetrowe zaspy śnieżne oraz czekać w jurtach na karawanę, która dostarczyła zapasów benzyny i jedzenia. 100-kilometrowy odcinek zasypanych bezdroży zajął wówczas 3 tygodnie.

26 dni w śniegach

Foto: Auto Świat
Wyprawa do Mongolii

„Dla amatorów silnych wrażeń jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie można zaznać prawdziwych przygód, a przytem zdobyć ogromne doświadczenie, jakiego nie dadzą nigdy zwykłe podróże w krajach cywilizowanych”.