Luksusowy Borgward P 100 na początku lat sześćdziesiątych minionego stulecia, wybierany był przez postępowych, którym Mercedes 220 wydawał się zbyt sztywny, a Opel Kapitän – zbyt mało charakterny. Borgward zaskakiwał takimi rozwiązaniami, jak np. pneumatyczne zawieszenie Airswing. Jego konstrukcja była prosta, a działanie – skuteczne. Wraz ze zwiększaniem prędkości resorowanie się poprawia – pisali testujący. Celem konstruktorów wcale nie był komfort, lecz pewność prowadzenia, ograniczenie bujania karoserii i idealna jazda na wprost.

 Foto: Auto Świat

Z kolei 100-konny, 6-cylindrowy silnik nie był z tych aksamitnie szeleszczących –brzmiał soczyście i potrafił przy odpowiednim serwisie służyć nawet 200 tys. km. Jednostka wywodzi się z modelu Isabella i występowała przedtem już w limuzynach Hansa 2400. W lekkim P 100 stawała się jednak narzędziem do atakowania lewego pasa autostrady. Pozwalała rozpędzić się do 160 km/h, „setkę” osiągała po 16,9 s od ruszenia. Dziś wydaje się to miernym osiągnięciem, ale wtedy był to poziom luksusowego Mercedesa 220.

 Foto: Auto Świat

- Na tym polega największa zaleta mojej sytuacji: nikt nie może mi mówić, co i jak mam robić – takie mądrości prawił starszy pan z cygarem w wywiadzie dla niemieckiego magazynu „Der Spiegel”. Materiał trafił na okładkę i wyraźnie przedstawiał Carla F. W. Borgwarda jako osobę, która utraciła zdolność oceny sytuacji. Zaliczał się do ludzi myślących inaczej, którym trudno było w Niemczech czasów kanclerza Adenauera. Nie brano ich poważnie, mimo że wyprzedzali konkurencję.

Borgward był samodzielnym przedsiębiorcą i dzięki temu mógł produkować najbardziej postępowe auta w RFN. Kolejno wyposażał je w: karoserię „pontonową” i zestaw migaczy (1949 r.), automatyczną skrzynię biegów (1951 r.), elektryczne podnośniki szyb (1952 r.) i pneumatyczne zawieszenie (1960 r.). Rodzima konkurencja pozostawała w tyle.

 Foto: Auto Świat

Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale był taki czas, kiedy niemieccy mężczyźni nie marzyli o Porsche czy BMW, lecz o Borgwardzie P 100 z 6-cylindrowym silnikiem i unikatową stylistyką. Ci sami mężczyźni potem decydowali się na NSU Ro 80 lub BMW2800. P 100 mogło stać się wielkie, lecz już 13 miesięcy po rozpoczęciu produkcji kłopoty finansowe pogrążyły Borgwarda.

Dziś Borgwardem P 100 także interesują się głównie osoby myślące poza schematem. Jest to dość ekskluzywne grono, bowiem do naszych czasów przetrwało zaledwie 50 dużych Borgwardów – niektóre z nich w Meksyku, dokąd sprzedano linię produkcyjną po upadku firmy w Bremie. Podczas renowacji należy zatem myśleć raczej kreatywnie – zupełnie jak niegdyś Carl F. W. Borgward.

Borgward P 100 - plusy/minusy

Niewiele jest niemieckich aut skonstruowanych na początku lat 60. XX w., które sprawiałyby tak nowoczesne wrażenie. A jeszcze rzadszy okaz to 6-cylindrowy silnik Borgwarda. P 100 w gruncie rzeczy nie jest kłopotliwym autem. Jednostki napędowe i skrzynie biegów należą do bardzo trwałych konstrukcji, jedynie hydrauliczne zawieszenie może po tylu latach platać figle – winne są gumowe elementy w miechach i zaworach. Części zamienne należą do bardzo drogich. Wczesne egzemplarze P 100 mają dość wątłe karoserie, w pierwszej kolejności pęknięcia pojawiają się w dachu. Za to korozja blach nie jest jak na tak wiekowy samochód poważnym problemem. Najbardziej krytycznym miejscem są narożniki progów, tylne nadkola, narożniki maski i tylny wspornik między progami a tunelem Kardana.

Borgward P 100 - części zamienne

Tu zaczyna się, niestety, ciemna i zniechęcająca strona tego auta: poza kilkoma wyjątkami, jak np. miechy powietrza czy układy wydechowe, nie da się kupić nowych części. Najcenniejsze elementy można dostać właściwie tylko będąc członkiem klubu Borgwarda – nie za gotówkę, a za inną, pożądaną część. Dobre kontakty to podstawa. Gruby portfel – rzecz drugorzędna.

Borgward P 100 - sytuacja rynkowa

Mała podaż i mały popyt. Borgward P 100 to ogromna rzadkość na rynku klasyków – znalazienie jakiegokolwiek egzemplarza wymaga sporo czasu i czujnych obserwacji przede wszystkim rynku niemieckiego. Ładny egzemplarz kosztuje ok. 25 tys. euro, średni – mniej więcej połowę tej sumy. Na szczęście, miłośnicy marki zaczęli skupywać auta w różnym stanie już w latach 80., dzięki czemu w ogóle jakiekolwiek egzemplarze przetrwały.

Borgward P 100 - polecamy

Kompletna renowacja Borgwarda to inwestycja, która raczej nigdy się nie zwróci. Jednak jak zwykle w takich przypadkach, nie brakuje osób, które znajdują dobry powód, by zainwestować w auto tej marki zamiast np. bardziej dochodowego Mercedesa. Jednak każdy, komu się trafi okazja kupna P 100, powinien z niej skorzystać. Jeżeli dysponujemy skromniejszym budżetem, możemy się też zadowolić mniejszą Isabellą – jest łatwiejsza i tańsza w utrzymaniu.