• Smallblock V8 o pojemności 4,3 litra rozwija 165 KM
  • Cena w 1957 roku: 2571 dolarów

Przyjrzyj się dobrze. Nie sądzisz, że czerwony Chevy spogląda nieco melancholijnie swoimi niewielkimi – jak na gabaryty auta – reflektorami? Jakby wielki Bill Mitchell i jego projektanci wiedzieli, że dni nieograniczonego projektowania samochodów są policzone. Dlatego w modelu z 1957 roku zdecydowali się zastosować wszystko co najlepsze. Nigdy więcej nie było tak spektakularnie wyglądającego Chevroleta dla klasy normalnie zarabiających ludzi w Ameryce. I pewnie UFO lądujące przed głównym wejściem do siedziby General Motors zszokowałoby menedżerów mniej niż informacja o przyszłości ich firmy: Panie i Panowie, przedstawiam wam Sparka, pochodzi z Korei Południowej i również jest Chevroletem.

Moje spojrzenie przesuwa się z lamp na wielkie odbojniki na zderzaku, a następnie do w pełni chromowanej atrapy chłodnicy. Podziwiam płynnie zarysowaną linię dachu oraz wielkie płetwy, którymi zakończono tylne błotniki. Wreszcie wsiadam do środka i zapadam się w miękkie siedzenie. Wnętrze wykończono nie mniej efektownie niż nadwozie tego amerykańskiego krążownika. Dominuje w nim czerwony kolor, współgrający z lakierem karoserii. Przed sobą mam ogromną panoramiczną szybę. W Ameryce lat 50. świetny widok przez nią był niezbędny nie tylko podczas prowadzenia, lecz także w trakcie wizyty w samochodowym kinie. Ponadto mam naprzeciw wielką kierownicę (też czerwoną) oraz zestaw wskaźników, wśród których centralne miejsce zajmuje szybkościomierz wyskalowany do 120 (oczywiście, mil na godzinę). Potężne siedzenia są wyjątkowo wygodne, a ilość miejsca w obu rzędach ogromna. Z tyłu bez problemu można siedzieć z nogami założonymi jedna na drugą. Pasażerowie, którzy tutaj podróżują, mogą podziwiać widoki przez ogromne boczne szyby. 

Chevrolet Bel Air: co tam moc, liczy się moment obrotowy!

Wreszcie uruchamiam 4,3-litrowy small block V8, generujący 165 KM. To wprawdzie niezbyt dużo jak na pojemność jednostki napędowej, ale przecież nie wymagamy od niego sportowych osiągów, poza tym w Ameryce lat 50. taki stosunek koni mechanicznych do centymetrów sześciennych pojemności był normą. Za kierownicą nieświadomie przybieram postawę amerykańskiego nastolatka z małego miasteczka – jednego z tych facetów, którzy spotykają się z samochodem tatuśka pod neonowymi lampami, krążą po okolicy, słuchają rock and rolla i podrywają dziewczyny z liceum. Z przodu, pod masywną maską z dwoma silosami rakietowymi, mruczy najlepiej sprzedający się silnik na świecie – dyskretny, ale zdecydowany. Cadillac może szeptać, natomiast Chevroleta trzeba usłyszeć. Zatem moją przygodę z Bel Airem rozpoczynam od akustycznych doznań.

Kiedy podróżuję przez tunele, dodaję gazu i słucham pięknego dźwięku widlastej „ósemki”. Równocześnie z dociśnięciem pedału gazu karoseria wbija się mocno w tylne resory piórowe, a ja pomimo tego, że jadę prosto, non stop koryguję kierunek, kręcąc to w jedną, to w drugą stronę czerwoną kierownicą. Shake, rattle and roll – śpiewał w tym czasie Elvis. Wprawdzie miał na myśli co innego, ale te słowa w pełni oddały charakter tego zbudowanego na ramie krążownika szos. Blachy pojazdu wibrują, tylna oś hałasuje, kierownica przekazuje niezobowiązujące polecenia, ale jadę. Sportowych doznań muszę szukać gdzie indziej, ale przecież nikt nie próbuje sprzedawać orzechowego shake’a jako środka odchudzającego.

Modele Chevroleta White Bread i Peanut Butter zostały nazwane w latach 50. One-Fifty i Two-Ten. Z kolei Bel Air plasował się na szczycie jako najlepiej wyposażony model w palecie. Jednocześnie samochód idealnie pasował do prefabrykowanych domów w białych oraz pastelowych kolorach, budowanych na przedmieściach miast. Podobnie jak było w przypadku amerykańskich drewnianych domów, także Chevy nie był drogi, ale za to miał wiele zalet.

Chevrolet Bel Air: nawet w 1957 roku był tani!

Samochód w wersji 2-Door Hardtop Coupé można było wówczas kupić za 2571 dolarów i 32 centy. Przed 56 laty prezentowany egzemplarz stał w salonie Chevroleta w Beardmore w stanie Nebraska. Niedrogo, tym bardziej że wówczas flagowy model GM – Cadillac Eldorado Brougham – kosztował 13 000 USD! A do tego auto nie było o wiele bardziej emocjonujące niż Bel Air.

Minęły lata, a w dalszym ciągu czerwone wnętrze Bel Aira prezentuje się równie efektownie, jak wtedy, gdy niepohamowana konsumpcja łagodziła przedwczesną paranoję spowodowaną zimną wojną oraz zbrojeniami nuklearnymi.Nastały spokojniejsze czasy, jednak Chevy okazał się na tyle rzeczowy, że model z 1957 roku pozostał na zawsze w pamięci Ameryki. W końcu samochód zaprojektowano z takim zapasem, że jego twórcy nie wierzyli, że może być jeszcze coś większego i lepszego.

Więcej o Bel Airze oraz innych klasykach z lat 50. XX wieku (m.in. VW Garbusie 1200 cabrio, Mercedesie 220 S cabrio, Peugeocie 203, Jaguarze XK120 S oraz Lancii Aurelii B20 GT) przeczytacie w aktualnym wydaniu Auto Świata Classica. Magazyn znajdziecie w salonach prasowych i na stacjach paliw. 

Dane techniczne Chevrolet Bel Air Hardtop Coupe (1955-57): silnik: benz. V8 • pojemność 4344 cm³ • moc 121 kW (165 KM) przy 4400 obr./min • maksymalny moment obrotowy 348 Nm przy 2200 obr./min. Napęd: 2-biegowa skrzynia aut. (standardowo 3-biegowa manualna), napęd na tylne koła • wymiary: rozstaw osi 2920 mm • dł./szer./wys. 5080/1877/1499 mm • masa własna 1457 kg • osiągi/spalanie: 0-100 km/h w 12,1 s • prędkość maks. 159 km/h • zużycie paliwa 25,0 l/100 km • cena nowego samochodu w 1957 r. (USA): 2571 dolarów.