• Stutz to nietypowe nadwozie, a pod nim dobrze znana technika
  • Twórcą tego osobliwego dzieła na kołach był Virgil Exner
  • Stutz Motor Company powstało w 1912 r. w Indianapolis. Najbardziej znanym modelem był Bearcat

Ameryka kojarzy się z drapaczami chmur, bulwarami w Hollywood, neonami w Las Vegas i oczywiście, z krążownikami szos. Te ostatnie idealnie uzupełniają obraz Stanów Zjednoczonych, kraju kojarzonego ze wszystkim, co wielkie i przesadnie ozdobione.

Skoro tak, to Stutz IV-Porte perfekcyjnie pasuje do tego, co nazywamy american dream. Z racji nie tylko rozmiarów, lecz także stylistyki. Pomyślcie tylko, gdzie jeszcze możecie znaleźć takie wyłupiaste reflektory czy atrapę chłodnicy, która wygląda niczym wieża. Z boku szyku zadają rury, dzięki którym samochód nawiązuje do pojazdów z lat 30. dwudziestego wieku. Nie myślcie, że na tym kończy się wyjątkowość tego modelu. Projektantom nie zabrakło polotu również na zakończenie. Klapa bagażnika mocno się obniża, a w dodatku ma nietypowy kształt. To dlatego, że pośrodku znajduje się miejsce na koło zapasowe. Nie podnosi się ono wraz z pokrywą, lecz zostało umieszczone na stałe.

Musicie przyznać, że auto prezentuje się wyjątkowo i w Europie wśród swoich rówieśników wyglądałoby pokracznie, a na ulicy czy miejscu parkingowym prezentowałoby się niczym nieporęczny mastodont. W Europie – tak, ale nie w Las Vegas, w otoczeniu kasyn, neonów i podświetlanych fontann. Tutaj kierowca Stutza czuje, że jest u siebie. Nikt nie wytyka go palcami i nikomu nie przychodzi do głowy, żeby uśmiechać się ironicznie. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo przecież samochód został stworzony po to, żeby spełniać marzenia bogatych Amerykanów.

Gdyby jednak komuś przyszło do głowy jakieś słowo krytyki dotyczące wyglądu, fani szybko zripostują, że wszystko jest jak należy i żaden z elementów nie został dołożony na siłę. Ich zdaniem nic nie jest dziełem przypadku. To samo dotyczy gustownie zaprojektowanego wnętrza, które wykończono drewnem. Istotnymi czynnikami (oczywiście, zdaniem fanów auta) są również wysoka jakość wykonania oraz wielkość kabiny, w której czeluściach wygodnie poczują się także wysocy pasażerowie. To nie powinno chyba dziwić, bo w przypadku nadwozia o długości ponad 5,7 m z niemal 3-metrowym rozstawem osi nie jest to trudne zadanie.

Skąd wziął się w ogóle pomysł na samochód? Twórcą tego osobliwego dzieła na kołach był Virgil Exner. Projektant, który opracowywał również samochody dla Chryslera, Studebakera czy Plymoutha. To spod jego ręki wyszły takie samochody, jak Studebaker Champion, Chrysler New Yorker 1956 czy Plymouth Fury. W połowie lat 60. XX wieku zaczął bawić się stylistyką największych amerykańskich marek samochodowych. Jednym z jego klientów stał się właśnie Stutz.

O ile pod względem stylistyki samochód jest wyjątkowo oryginalny, o tyle technikę zastosowano bardziej powszechną. Auto powstało na tej samej platformie, co Pontiac Bonneville, Oldsmobile 88 Royale oraz Buick LeSabre. Wykorzystanie techniki Pontiaca obecnie okazuje się zbawienne. Dzięki temu łatwiej można znaleźć części, tyle że są one drogie. Problem jest za to ze zdobyciem elementów blacharskich. No cóż, taka jest cena oryginalności oraz niewielkiej liczby wyprodukowanych pojazdów. Łącznie powstało około 50 takich samochodów. Jednak Exner nie ograniczył się wyłącznie do limuzyny IV-Porte. Oprócz tego modelu dla Stutza zaprojektował jeszcze coupé Blackhawk.

Jeżeli podczas jazdy którymkolwiek Stutzem poczulibyście się jak gwiazda świata filmu lub sportu, to nic dziwnego. Przecież właścicielem wersji IV-Porte był piosenkarz country Kenny Rogers, a na model Blackhawk zdecydowali się m.in. Elvis Presley, Frank Sinatra, bokser Muhammad Ali czy Al Pacino. To tylko kilka nazwisk z długiej listy sławnych właścicieli tego pojazdu. Nie myślcie jednak, że łatwo stać się posiadaczem Stutza. Auto jest nie tylko rzadkie, lecz także drogie.

Las Vegas na kołach? Jeżeli ktoś lubi ten styl, to czemu nie. Tym bardziej że za jednym razem kupujemy zarówno samochód, jak i wyjątkowy styl oraz swego rodzaju stan świadomości. Poza tym możemy być pewni, że w Europie szanse na to, że na światłach obok stanie taki sam model, są niemal równe zeru.

Stutz IV-Porte - plusy i minusy

Skromność jest zaletą, ale gdy się jej nie ma, to żyje się zdecydowanie lepiej. Stutz jest tłustym amerykańskim kąskiem, idealnym dla tych, którzy kochają styl à la Las Vegas. Z kolei dla osób, które mają bardziej wysublimowany gust, będzie to wadą. Można długo dyskutować o tym, że Stutz – w przeciwieństwie do dzisiejszych custom cars – powstał dzięki ręcznej robocie. Każdy, kto zaparkuje swój samochód w zatłoczonym miejscu, podczas wysiadania zobaczy uśmiechnięte twarze gapiów, a później usłyszy głosy, że to pewnie przyjechała jakaś gwiazda. Jeżeli nie masz problemu z odnalezieniem się w show-biznesie, to będziesz się całkiem dobrze bawił.

Stutz IV-Porte - części zamienne

Pod karoserią kryje się technika Pontiaca, dzięki czemu naprawy nie są problemem. Wciąż można znaleźć specjalistów zajmujących się samochodami GM, w magazynach mają też do nich sporo części. Dzięki temu uda się zdobyć niemal wszystko, ale trzeba pamiętać, że najczęściej za duże pieniądze. Gorzej jest ze zdobyciem elementów blacharskich, bo mają wyjątkowy wygląd. W takiej sytuacji trzeba będzie je dorobić. Błotników od innych egzemplarzy Stutza prawie nie ma, a gdyby nawet udało się jakiś zdobyć, to nie musi wcale pasować, bo ręczna produkcja oznacza, że elementy dopasowano do konkretnego egzemplarza.

Stutz IV-Porte - sytuacja rynkowa

Powojenny Stutz jest jeszcze rzadszy niż jego poprzednicy sprzed wojny. W sumie w siedmiu seriach powstało około 600 pojazdów. Nie wiadomo, ile samochodów zachowało się do dzisiaj. W Ameryce zdarzają się jeszcze ogłoszenia (głównie na stronie www.hemmings.com). Ceny tych aut są mocno zróżnicowane. Spis Stutza (www.madle.org) prezentuje wiele ofert, ale lista nie do końca jest aktualna.

Stutz IV-Porte - polecamy

Podczas poszukiwania tego modelu niezbędna jest cierpliwość. W Europie znajdzie się czasem taki samochód, ale jego ceny są bardzo wysokie. W efekcie najlepszym pomysłem może być zakup pojazdu w Stanach Zjednoczonych. Nie tylko dlatego, że Stutzów jest tam znacznie więcej, lecz także z racji korzystniejszych cen.

Stutz - historia marki

Stutz Motor Company powstało w 1912 r. w Indianapolis. Najbardziej znanym modelem był Bearcat. Pod tą nazwą kryło się sportowe wyposażenie. Dopiero w 1925 r. samochód wydoroślał. Pod względem technicznym wyprzedził swój czas – miał m.in. hydrauliczny układ hamulcowy i bezpieczne szyby. Marka zginęła w okresie wielkiego kryzysu gospodarczego w latach 30. W połowie lat 60. XX wieku amerykański stylista Virgil Exner eksperymentował z nowymi kreacjami największych amerykańskich marek, w tym ze Stutzem.

Bankier James O'Donnell w 1968 r. założył Stutz Motor Cars of America i rozpoczął produkcję aut. Technicznie samochody bazowały na seryjnych modelach GM, ale wykonywano je ręcznie i miały nadwozie pokryte lakierem składającym się z 24 warstw. Oprócz sedana w ofercie było jeszcze cabrio i wersja 2-drzwiowa. W połowie lat 80. zmalał popyt na te modele i w 1995 r. Stutz drugi raz zamknął swoje bramy.