Wcześniej czy później towarzystwo się rozstaje. Skoro nie spędziłeś przy kuflu lub kieliszku całej nocy, tylko spałeś przez osiem godzin, to może jednak rano możesz śmiało siadać za kierownicą? Jeśli tak myślisz, jesteś w błędzie.Osiem godzin snu to za mało, by organizm całkowicie unieszkodliwił alkohol wypity podczas kilkugodzinnej imprezy. A co gorsza, możesz zupełnie nie zdawać sobie z tego sprawy!

Organizm przyzwyczaja się bowiem do obecności alkoholu. Jeśli zaczyna się pić, to już niewielkie jego stężenie, powiedzmy rzędu 0,5 promila, odczuwamy najczęściej jako przyjemny rausz, za którym kryje się zresztą bardzo niebezpieczne dla kierowców obniżenie samokrytycyzmu i upośledzenie koordynacji wzrokowo-ruchowej. Zdając sobie sprawę ze swego stanu, rozsądny człowiek stosunkowo łatwo powstrzyma się wtedy od jazdy.

Kiedy jednak trzeźwiejemy po wypiciu większej ilości alkoholu, to przy tym samym, a nawet większym stężeniu we krwi możemy sądzić, że jesteśmy już zupełnie trzeźwi. Do tego w miłych wakacyjnych okolicznościach, gdy jesteśmy ogólnie wypoczęci, zrelaksowani i wyspani, mogą nie pojawić się sygnały ostrzegawcze w postaci złego samopoczucia, kaca itd. Dlatego alkoholu lepiej unikać również w przeddzień podróży!