• Akumulatory Li-ion wykorzystywane w wielu przenośnych magazynach energii mają wyjątkowo korzystny stosunek ilości gromadzonej energii do masy urządzenia
  • Przenośny magazyn energii wyposażony w baterie litowe jest odporny na wielokrotne głębokie rozładowanie i na różne sposoby zabezpieczony przed uszkodzeniem
  • Za pomocą dobrej stacji ładującej nie tylko wielokrotnie naładujemy telefon czy laptop, lecz także zasilimy lodówkę turystyczną albo oświetlenie na kempingu
  • Ograniczeniem wielu powerbanków Li-ion jest niewielka moc urządzeń, jakie można nimi zasilać. Nie jest to jednak regułą – niektóre są w stanie zapewnić w trybie ciągłym moc rzędu 300 W
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Telefon, laptop, a także lodówkę turystyczną – jeśli autem codziennie jeździmy – można zasilać z wbudowanych gniazd 12 V albo 230 V w samochodzie. Jednak samochodowy akumulator kwasowo-ołowiowy kiepsko znosi głębokie rozładowanie, a prąd w nim zgromadzony potrzebny jest do rozruchu silnika – a więc przy dłuższym postoju nie zda to egzaminu. W wielu samochodach gniazda 12V oraz USB są aktywne wyłącznie wtedy, gdy włączony jest zapłon albo przynajmniej gdy kluczyk jest w stacyjce.

Nowsze auta są wyposażone w układy zarządzania energią, które nie dopuszczają do granicznego rozładowania akumulatora rozruchowego, po prostu odłączają w pewnym momencie zasilanie mniej istotnych urządzeń czy gniazd 12 V. Starsze samochody takich zabezpieczeń nie mają i nadużywając lodówek kempingowych podłączonych do gniazdka zapalniczki można narobić sobie kłopotów. W tym kontekście alternatywny akumulator używany podczas dłuższych postojów czy po prostu na biwaku to znakomite rozwiązanie. Choć w kamperach czy jachtach wciąż wykorzystywane są akumulatory kwasowo-ołowiowe z niskim prądem rozruchowym, bardziej odporne na głębokie rozładowanie niż typowe akumulatory rozruchowe, to jednak do zastosowań turystycznych lepiej sprawdzi się coś lżejszego, w pełni przenośnego – rodzaj ekstremalnego powerbanka czy – jak zwał, tak zwał – mobilnej stacji ładującej.

Mobilna stacja ładująca – co to jest?

To nic innego jak przenośny magazyn energii – akumulator umieszczony w obudowie, wyposażony w port ładowania oraz zestaw gniazd zasilających: zwykłe USB, USB-C, gniazdo 12 V (tzw. gniazdo zapalniczki), a nawet „domowe” gniazdo 230 V. Takie urządzenia wykorzystują akumulatory litowo-jonowe (Li-ion), które charakteryzuje znakomity stosunek ilości gromadzonej energii do masy akumulatora, niski efekt pamięci oraz zdolność do oddania wysokiego ładunku w krótkim czasie albo akumulatory litowo–żelazowo-fosforanowe (LiFePO4), które charakteryzują się nieco mniejszą gęstością gromadzonej energii, ale są bezpieczniejsze niż Li-ion, bardziej stabilne. Tak czy inaczej mobilna stacja ładująca, którą będziemy zasilać lodówkę czy wielokrotnie ładować telefon albo laptop, nie jest urządzeniem kieszonkowym – trzeba przyjąć, że będziemy wozić to w aucie a nie np. nosić w plecaku. Z drugiej strony jednak masa rzędu 3 kg to nie aż tak wiele – urządzenie z łatwością można przenieść czy przestawić. Ponieważ nie jest to akumulator kwasowo-ołowiowy, nie ma ryzyka, że coś się z niego wyleje – można to urządzenie traktować tak samo jak akumulator w telefonie.

Mobilna stacja ładująca – jaka pojemność będzie właściwa?

Jednostką, która najprościej i najpewniej określa pojemność naszego „powerbanka”, jest Wh (watogodzina) – większość dobrych, dużych powerbanków ma informację o pojemności podaną właśnie w tej jednostce Jeśli akumulator ma pojemność 250 watogodzin, oznacza to, że energia w nim zgromadzona wystarczy na zasilanie przez godzinę urządzenia, którego moc robocza wynosi 250 W. Albo inaczej: jeśli mamy lampkę nocną z żarówką o mocy 5W, podłączona do naszego urządzenia będzie świecić bez przerwy przez 50 godzin. Lodówka turystyczna o mocy 48 W będzie po podłączeniu do naszego powerbanka pracować przez ponad 5 godzin. Laptop na takim zasilaniu popracuje dobre kilka dni, smartfon przez miesiąc (energia zgromadzona w stacji ładującej wystarczy na ok. 20 ładowań od zera do 100 proc.). Dla porównania bateria 18 V 5Ah stosowana w przenośnych elektronarzędziach ma pojemność ok. 90 Wh, a narzędziem, które ona zasila, można ciąć, szlifować i wkręcać przez dłuższy czas.

Prąd zgromadzony w stacji ładującej o pojemności 280 Wh wystarczy na tydzień pracy przy użyciu aptopa Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Prąd zgromadzony w stacji ładującej o pojemności 280 Wh wystarczy na tydzień pracy przy użyciu aptopa

Jeśli chodzi o przenośne źródła energii przeznaczone do wykorzystania np. na kempingu, 300 Wh to już bardzo dużo – większe urządzenia należą do mniejszości ze względu na cenę, która rośnie wraz z pojemnością baterii. Alternatywnie można skorzystać z powerbanka rozruchowego – największe, jakie są dostępne, (a można z ich pomocą uruchamiać ciężarówki czy autobusy z rozładowanym akumulatorem), mają pojemność rzędu 80-90 Wh.

W tym miejscu należy się zastrzeżenie: to, jak długo popracuje nasz laptop czy telefon, korzystając z przenośnego magazynu energii, zależy także od kondycji baterii w samym laptopie czy telefonie: im bardziej jest ona zużyta, tym większe są straty energii związane z ładowaniem i używaniem urządzenia.

Mobilne źródło zasilania - co dobrze o nim świadczy?

W przypadku wszelkich urządzeń, które można wykorzystywać w charakterze powerbanka, niezwykle ważne jest to, jaką moc mogą zaoferować jego gniazda wyjściowe. Jeśli mamy do dyspozycji tyko zwykłe 2-amperowe gniazda USB, to... nie kupujcie! Kto ma czas, aby w warunkach polowych ładować nowoczesny telefon z gniazda 2A przez kilka godzin? USB w standardzie Quick Charge 3.0 – to już lepiej wygląda. Standard Super Charge – jeszcze lepiej! Pełnię szczęścia zapewnia gniazdo USB-C o mocy kilkudziesięciu watów obsługujące różne standardy ładowania spotykane zarówno w telefonach jak i komputerach przenośnych.

Największe, najbardziej rozbudowane stacje ładowania (np. Xtorm XP300) mają oprócz tego gniazdko „domowe”.

Gniazdko „domowe” – w tym przypadku można podłączyć do niego urządzenie o mocy maksymalnie 300 W Foto: Auto Świat
Gniazdko „domowe” – w tym przypadku można podłączyć do niego urządzenie o mocy maksymalnie 300 W

Warto dodać, że ubogie wyposażenie naszego sprzętu w wydajne gniazda USB można „obejść”, jeśli mamy w naszym powerbanku czy stacji ładującej gniazdko 12 V – można w nie wetknąć miniaturową, wydajną ładowarkę USB w standardzie QC 3.0 – dzięki takiej ładowarce-przejściówce zestaw zyska znacząco na użyteczności.

W każdym razie gniazdo USB nie zawsze jest takie same, choć podobnie wygląda – bierzmy to pod uwagę!

Nie tylko obecność gniazd USB ma znaczenie – liczy się też, ile „uciągną” Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Nie tylko obecność gniazd USB ma znaczenie – liczy się też, ile „uciągną”

Uwaga: gniazdko sieciowe w akumulatorze przenośnym zawsze ma ograniczoną moc (np. do 250 albo do 300 W – trzeba brać to pod uwagę, podłączając do niego odbiornik elektryczny, a także kupując urządzenie. 300 W wystarczy, by zasilić małą grzałkę do podgrzewania wody, ale nagrzewnicy powietrza wstawionej zimną nocą do namiotu taki akumulator nie „pociągnie”!

Mobilne stacje ładujące i powerbanki rozruchowe - jak je naładować?

Kolejna ważna rzecz, to sposób ładowania naszego przenośnego akumulatora. Jeśli do dyspozycji mamy jedynie wolne gniazdo USB, to... duży powerbank będzie się ładował przez dobę. Słabo, jeśli na kempingu z dostępem do prądu zatrzymujemy się jedynie na noc! Im większy akumulator, tym większy sens mają dedykowane, zewnętrzne ładowarki o dużej mocy (podobne do tych, które spotyka się w laptopach). Sprawdza się też opcja szybkiego ładowania z gniazda zapalniczki samochodu, gdy jest on w ruchu. Jeśli nasz „akumulator polowy” potrafi naładować się w np. 4-5 godzin z gniazdka 12 V, to ta opcja rozwiązuje w wielu wypadkach problem uzupełniania energii – takie rozwiązanie stosowane jest np. w powerbankach rozruchowych Noco Genius.

I jeszcze coś dla osób wyjeżdżających na dłużej w teren mocno oddalony od cywilizacji: można rozważyć kupno za kilkaset zł maty solarnej, która – jeśli generuje ok. 20 W – w ciągu długiego dnia, wystawiona na dach auta, solidnie podładuje nasz przenośny akumulator.

Mobilna stacja ładująca vs powerbank rozruchowy - co lepsze?

Jeśli alternatywą dużej stacji ładującej o pojemności rzędu 250-300 Wh ma być powerbank rozruchowy, to musi być to powerbank wagi ciężkiej – i tak jego pojemność prądowa będzie taka... nie za duża! Małe powerbanki rozruchowe, choć potrafią wskrzesić auto z rozładowaną baterią, gromadzą niewiele energii – niektóre mają jej dość, by naładować pusty smartfon do pełna... jeden raz! Duży powerbank (z baterią Li-ion o poj. 50-90 Wh) ma nad dużą stacją ładującą tę przewagę, że jest jednak mniejszy i w razie potrzeby można z jego pomocą uruchomić samochód. Powerbank można od biedy nosić w plecaku i też na pikniku „uciągnie” przez jakiś czas lodówkę turystyczną. Stacja ładująca jest większa, w mniejszym stopniu przenośna, nie pomoże uruchomić auta, w którym rozładował się akumulator, ale za to zdecydowanie lepiej nadaje się do długotrwałego zasilania różnych urządzeń, w tym sieciowych – i gromadzi więcej prądu.

 Foto: Auto Świat