Reflektory współczesnych aut są silnie „zmęczone” po 5-7 latach i 150-200 tys. km, starsze we względnej kondycji wytrzymywały kilkanaście lat. Skąd ta różnica w trwałości? Dawniej do produkcji kloszy stosowano szkło, dziś – tworzywo sztuczne. Kiedyś odbłyśniki robiono z metalu, dziś – z plastiku. Klosze wykonane z poliwęglanu piaskują się podczas jazdy i matowieją pod wpływem promieniowania UV, odbłyśniki wypalają się (w skrajnych przypadkach robią się czarne, a potem się topią), a zdarza się, że po zastosowaniu niskiej jakości żarówki w pierwszych kilku minutach jej pracy wypala się farbka, zaś dym osadza się na odbłyśniku i kloszu od wewnątrz, radykalnie osłabiając jego osiągi.

Tzw. zamienniki oryginalnych reflektorów to zwykle wcale nie są drogie rzeczy. Duży reflektor halogenowy tajwańskiego producenta, w którym światła mijania i drogowe są zintegrowane z lampą przeciwmgielną, może kosztować zaledwie 200-300 zł – np. 3 razy mniej niż odpowiednik niemieckiej marki i nawet 6 razy taniej niż oryginał sygnowany logo producenta samochodu. Takie lampy nierzadko wyglądają z zewnątrz bardzo dobrze, aż żal przepłacać za jakąkolwiek droższą część.

Zużyty reflektor – czy warto kupić zamiennik?

Co do lamp oryginalnych albo „zbliżonych do oryginału” (za takie uznajemy wyłącznie produkty tych firm, które produkują te same części na pierwszy montaż fabryczny), to kupno takiego reflektora jest niewątpliwie bezpieczną opcją, jednak, szczególnie w przypadku starszych samochodów, ekonomicznie nieuzasadnioną. Kto kupi dwa nowe reflektory po 1200 zł tylko dlatego, że stare słabo świecą, jeśli samochód wart jest 10 tys. zł?

Alternatywą jest regeneracja reflektorów polegająca na metalizacji odbłyśników, a także polerowaniu kloszy. Klosze z tworzywa szlifuje się stosunkowo łatwo, natomiast niezbędne jest późniejsze polakierowanie ich lakierem chroniącym przed żółknięciem. Cała usługa w przypadku niektórych lamp kosztuje tyle samo co nowiutki zamiennik, a jeszcze trzeba na kilka dni unieruchomić samochód. Polerowanie szkła to znacznie większy problem. Stąd częsta decyzja: kupujemy zamiennik.

O ile wykonanie szklanego klosza nie nastręcza problemów producentom zamienników, to już jakość plastiku użytego do wyprodukowania obudowy bywa skandaliczna. Nierzadko jest on tak kruchy, że wystarczy go lekko puknąć ręką, by pękł. Nawet jeśli wszystko zdaje się pasować do auta, problemy pojawiają się na etapie ustawiania świateł – regulacja jest albo za krótka, albo w ogóle nie działa. Zamiennik to prawie nigdy nie jest wierna kopia oryginału, a części składowych nie da się przekładać z zamiennika do oryginału i odwrotnie.

Kupione przez nas reflektory marki TYC przeznaczone do Volvo 940 od razu uznaliśmy za podejrzane. Powód? „Rozlatany” odbłyśnik, którego pozycji nie dało się regulować, bo pokrętło obracało się bez oporu. Niedopuszczalne! Na szczęście reflektor jest rozbieralny, a sprawca zamieszania dał się łatwo namierzyć: to wadliwa regulacja, która po osiągnięciu skrajnego położenia spada z mocowania! Wsuwamy ją zatem na miejsce, składamy lampę i zapisujemy w pamięci: niczym nie kręcić bez potrzeby! Niestety – po zamontowaniu podczas próby ustawienia problem powraca... i to w obu reflektorach, bez rozbiórki nie ma mowy o poprawnym ustawieniu świateł. To ma być zamiennik o jakości porównywalnej z częścią oryginalną? Przy okazji rozbiórki mogliśmy ocenić jakość wykonania odbłyśników – o ile z zewnątrz reflektor wygląda nieźle, to w środku jest słabo.

Reflektor marki Depo do starego Mercedesa W124 okazał się, jeśli chodzi o obudowę i mechanizmy, znacznie lepszy od reflektora marki TYC do Volvo. Niemniej odbłyśnik świateł mijania tego reflektora wygląda raczej fatalnie: jego zewnętrzna część jest delikatnie pomarszczona (widać zużycie fabrycznej tłoczni), metalizowana powierzchnia ma sporo wtrętów (gdzie oni to malują – na świeżym powietrzu?) i jest jakby matowa, no... satynowa. Za to szkło (to podobno produkuje się najłatwiej) – ładne.

Jak świecą oryginały i zamienniki?

Porównanie starego, wyświeconego oryginalnego reflektora Volvo z TYC-em wypada dla Volvo-oryginału (lampa wyprodukowana przez firmę Bosch) nie najlepiej. Volvo-oryginał po 20 latach pracy po prostu nie daje zbyt wiele światła, geometria tej lampy jest przyzwoita, widać wyraźną, równą granicę światła i cienia, ale z tendencją do oślepiania.

Nowiutki zamiennik TYC daje więcej światła, w środku pola jest „dziura”, ale jednak – jak na reflektor H4 – jest nieźle! Reflektor Depo do Mercedesa świeci dokładnie tak, jak wygląda jego odbłyśnik: nierówno, daje trzy jakby odseparowane plamy światła i bardzo dużo światła tuż przed maską, ale bardzo mało w dalszej odległości od samochodu. To nie jest dobry reflektor! A stary oryginał? Poobijany, matowy, brzydki, ale świecący akceptowalnie – choć produkuje niewiele światła, to przynajmniej pada ono tam, gdzie powinno.

A po naprawie...

Naprawione reflektory, nawet jeśli nie mają wypolerowanych kloszy, są już na pierwszy rzut oka jaśniejsze i ładniejsze niż przed regeneracją. Badania laboratoryjne nie dają jednak podstaw do zachwytu: owszem, światła jest w sumie o 20-30 proc. więcej, jednak powiększają się dotychczasowe wady optyczne, pojawiają się też nowe. Pod względem geometrii układu świetlnego mamy do czynienia z pewną loterią: liczy się nie tylko jakość odnowionej powierzchni odbłyśnika, lecz także precyzja osadzenia gniazda żarówki, mocowanie samego odbłyśnika itp.

Przynajmniej w teorii dobrej jakości reflektor (a przynajmniej losowo wybrane egzemplarze) po złożeniu w fabryce przechodzi szczegółową kontrolę stanowiskową. W reflektorze rozłożonym i ponownie złożonym w warunkach rzemieślniczych pojawiają się wady – a to „poszarpanie” granicy światła i cienia, a to zniekształcenie całej wiązki światła. W oryginalnej lampie Volvo po regeneracji wzrosło olśnienie jadących z przeciwka bardziej niż proporcjonalnie do zwiększenia ogólnej ilości światła na drodze; w Mercedesie pojawiły się dwa niepożądane jasne punkty powyżej granicy światła i cienia. Po zamontowaniu odnowionych reflektorów w samochodzie poczucie komfortu jazdy nocą wzrosło jednak bardzo wyraźnie.

Mało światła? Zacznij od ustawienia świateł

Bardzo często źródłem problemów z jakością oświetlenia drogi nie są ani zły stan reflektorów, ani słabe żarówki, ale niewłaściwe ustawienie świateł. Na każdej stacji diagnostycznej i w większości dobrych warsztatów znaleźć można sprzęt pozwalający prawidłowo wyregulować reflektory. Niestety, z reguły ani mechanicy, ani diagności nie mają serca do ustawiania świateł – ci ostatni reagują z reguły tylko w skrajnych przypadkach, kiedy światła mogłyby oślepiać nadjeżdżających z przeciwka.

Niestety, poprawne wyregulowanie świateł jest w większości aut czasochłonne. Dobra wiadomość – przy odrobinie zaangażowania i staranności można to zrobić samemu. Precyzyjną instrukcję samodzielnego ustawiania świateł w autach z reflektorami halogenowymi znaleźć można na stronach Instytutu Transportu Samochodowego: http://swiatla.its.waw.pl w zakładce badanie świateł/samodzielne sprawdzanie świateł. Aby sprawdzić światła podaną tam metodą, potrzeby jest płaski, poziomy plac, najlepiej o długości ponad 10 m, zakończony pionową, równomiernie pomalowaną płaszczyzną np. murem lub ścianą budynku o wysokości co najmniej ok. 1-1,5 m, zależnie od wysokości zamocowania świateł w samochodzie.

Podczas pomiaru powinno być na tyle ciemno, żeby wiązka światła reflektorów była wyraźnie widoczna na ścianie. Przed pomiarem ustawienia świateł samochód powinien mieć opróżniony bagażnik, ale jego zbiornik paliwa powinien być pełny.

Naszym zdaniem

Przetestowane zamienniki rozczarowały nas swoją jakością. Produkt marki TYC podczas testów laboratoryjnych wypadł znacznie lepiej niż w aucie – bo po zamontowaniu nie dało się go poprawnie ustawić – i wcale nie chodziło o drobną niedoskonałość! Z kolei reflektory Depo przeznaczone do Mercedesa nie świeciły może najlepiej, ale dałoby się z nimi jeździć.

Jakie efekty dała regeneracja oryginalnych lamp? Dają one wyraźnie więcej światła, choć efekt został ograniczony przez to, że szkła lamp zostały tylko pobieżnie odświeżone. Przy okazji naprawy pojawiły się w nich pewne wady optyczne. W tych dwóch konkretnych przypadkach, choć profesjonalna regeneracja lamp kosztuje tyle samo co nowy zamiennik, lepiej odnowić oryginalne reflektory.