• Lexus przeprowadził eksperyment, odbierając kierującym widoczność na czas, jaki zwykle zajmuje odczytanie SMS-a
  • Zaskoczeni kierowcy z reguły uderzali w przeszkodę
  • W USA stwierdza się rocznie ponad 3 tys. śmierci na drogach spowodowanych odwróceniem uwagi kierowcy od prowadzenia auta – z reguły winne jest pisanie wiadomości
  • W Polsce takich statystyk się nie prowadzi, choć problem istnieje
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Spróbuj jednocześnie rozmawiać przez telefon i czytać książkę – słyszeć i zapamiętywać to, co słyszysz w słuchawce, a jednocześnie rozumieć tekst wydrukowany czarno na białym. Nie dajesz rady? Nie, bo twój mózg nie jest aż tak wielozadaniowy, jak ci się wydaje. Nie możesz wykonywać jednocześnie dwóch czynności wymagających dużej "mocy obliczeniowej"! Większość ludzi tak ma.

Jednocześnie większość ludzi, kierując samochodem, nie widzi problemu w okazjonalnym spojrzeniu na ekran smartfona. Kierując samochodem, kierowca odblokowuje ekran, odczytuje tekst, niektórzy odpisują "OK", ale są i tacy, którzy dają radę odpisać pełnym zdaniem. Dają radę, ale... przez te kilka chwil nie prowadzą – samochód jedzie sam siłą rozpędu, niektóre nowsze modele same delikatnie korygują tor jazdy.

Przeciętna czynność związana z wiadomościami tekstowymi wysyłanymi na i przez smartfona zajmuje 4,6 sekundy, choć kierowcy wydaje się, że trwa to o wiele krócej. W tym czasie pokonujemy trasę o długości boiska piłkarskiego.

4,6 sekundy na torze Lexusa

Bazując na danych amerykańskiej National Highway Traffic Safety Administration (Krajowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego), która określiła średni czas, jaki zajmuje kierowcy samochodu "teksting" (texting – anglojęzyczne określenie aktywności związanej z esemesowaniem, pisaniem wiadomości na telefonie) na 4,6 sekundy, Lexus zorganizował ćwiczenie dla kilku wytypowanych par przyznających się do korzystania z telefonu podczas jazdy. Szyby aut, którymi "szczęśliwcy" mieli jeździć po torze pełnym styropianowych przeszkód, oklejono niewidoczną folią, która podłączona do prądu w ułamku sekundy robi się mlecznobiała.

"Szczęśliwcy", czy raczej "ofiary" eksperymentu dostali możliwość pojeżdżenia nowymi SUV-ami po torze, nie wiedząc jednak, co ich czeka. I gdy dobrze bawili się za kierownicą, nagle szyby stawiały się białe – na 4,6 sekundy. To czas, przez jaki nie kierowca nie widzi drogi, gdy "tekstuje". Na skomplikowanym torze pełnym przeszkód skuteczność ćwiczenia okazała się stuprocentowa – styropianowe figury pieszych i cyklistów, a także gumowe słupki latały w powietrzu. Po fakcie kierowcy biorący udział w eksperymencie przysięgali, że nigdy więcej nie wezmą do ręki telefonu podczas kierowania!

SMS-y zza kierownicy: w USA ponad 3 tys. ofiar śmiertelnych rocznie!

Dodajmy jeszcze, że w USA „tekstowanie” kierowców wiąże się z ponad 3 tysiącami ofiar śmiertelnych w ciągu roku (dokładnie 3142 w 2019 roku). W Polsce takich danych nie ma, ponieważ żaden rozsądny sprawca wypadku nie przyzna się, że odpisywał na SMS-a, a nikt w historię połączeń i wiadomości uczestników wypadków zazwyczaj nie wnika. Problem roztargnienia, odwróconej uwagi za kółkiem jednak istnieje nie od dziś. Ja sam kilka lat temu wziąłem udział w skasowaniu samochodu, a nawet dwóch samochodów niemal w centrum Warszawy: pani, która z dużą prędkością wjechała na skrzyżowanie na czerwonym świetle na fotelu pasażera miała otwarty laptop. Dostała taki „strzał” w tylny narożnik auta, że zatrzymała się kilkanaście metrów dalej, na środku „zebry”. Na „zebrze” nie było ludzi, nikomu nic się nie stało, tylko dwa samochody nadawały się na złom. Szczęście w nieszczęściu.

Na co dzień osoby „tekstujące” rozpoznacie po tym, że ich samochód stoi przed skrzyżowaniem, podczas gdy inne auta już jadą, bo od dawna mają zielone światło. A kierowca spojrzał na ekranik tylko na chwilkę...

Na ile pomaga zestaw głośnomówiący w aucie?

Zaangażowanie kierowcy w konwersację telefoniczną odbywa się na kilku polach: to może być, po pierwsze, zajęta ręka – najmniej istotna rzecz, którą zresztą „ogarnia” każdy zestaw głośnomówiący w samochodzie. Druga rzecz to wzrok oderwany od drogi – problem związany przede wszystkim z SMS-owaniem. Trzecia – to mózg zajęty czynnością inną niż prowadzenie. Pojawia się konflikt wspomniany na początku: nie sposób czytać i rozmawiać jednocześnie, nie da się rozmawiać przez telefon i kierować, zachowując wysoką czujność – większość ludzi tego nie potrafi, tak jak większość ludzi, którzy znakomicie znają język obcy, nie potrafi tłumaczyć symultanicznie. Na marginesie: rozmowa z pasażerem to co innego, mózg obciążony jest z znacznie mniejszym stopniu.

Zagrożenia związanego z rozmową telefoniczną nie redukuje żaden zestaw głośnomówiący w aucie – mówi o tym m.in. raport WHO opisujący rosnący problem z rozproszeniem uwagi kierowców. Rozmowa przez telefon podczas kierowania samochodem jest zła, a rosnące mandaty i punkty karne za trzymanie telefonu w ręku są głupie – bo nie są problemem ręce, ale zajęty mózg! Natomiast problemem samochodów, które niepostrzeżenie zmieniają się w smartfony na kółkach, wydaje się być starannie omijany, choć jest kluczowy. Pocieszające, że szczyt inżynierskiej niefrasobliwości mamy chyba już za sobą.

Ekran dotykowy, pokrętło, a nawet... joystick. Czym zajmujemy się, prowadząc auto?

Jaka jest różnica pomiędzy ekranem dotykowym w samochodzie, a ekranem dotykowym w smartfonie? Taka, że smartfon trzeba trzymać w ręku (najmniej wygodne są te, które umieszczamy w etui z klapką), a ekran w aucie zamontowany jest na stałe. Plus dla ekranów montowanych na stałe. Jednak i w jednym, i w drugim przypadku, aby wykonać jakąkolwiek operację, trzeba patrzeć na ekran. Gdy patrzymy na ekran, nie patrzymy na drogę – głębia ostrości ludzkiego wzroku jest bardzo ograniczona tak samo jak głębia ostrości obiektywu fotograficznego z niewielką przesłoną: ostro widzimy albo blisko, albo daleko, nie można jednocześnie obserwować ekranu w odległości 0,5 metra i obiektu 100 metrów przed maską. Ilekroć wyszukujemy stacje radiowe, zajmujemy się obserwowaniem bezużytecznych animacji (rzecz charakterystyczna dla aut hybrydowych), nie patrzymy na drogę. W jednych autach do obsługi większej części funkcjonalności auta mamy tylko ekran dotykowy, a innych także pokrętło z przyciskiem, ewentualnie gładzik skonstruowany na wzór touch-pada w laptopiem– a w każdym wypadku najmniejsza czynność wymaga patrzenia na ekran! Szczytem złej ergonomii są joysticki, którymi przesuwamy kursor na ekranie, by następnie kliknięciem potwierdzić wybór pola czy jakiejś funkcji. Hej, Lexus to także do Ciebie!

Coraz częściej jednak sterowanie najpotrzebniejszym wyposażeniem, np. klimatyzacją, „wyciągane” jest poza ekran dotykowy będący głównym interfejsem użytkownika. W niektórych autach ekran dotykowy blokuje się podczas jazdy (np. Mazda), choć na razie nie wymyślono dobrej alternatywy, w innych (np. BMW) mamy do wyboru albo pokrętło z przyciskiem, albo dotyk.

Można powiedzieć, że „lepsze jutro było wczoraj”, ale może jeszcze wróci. Na razie trzeba się zadowolić świadomością, że klikanie podczas jazdy – obojętne, czy w telefon, czy w ekrany samochodu, to zło – stad się bierze mnóstwo wypadków!