Właściwie wszystkie wyświetlacze czujników parkowania, pokazujące cyfrowo (w centymetrach) odległość od przeszkody, można od razu wyrzucić bądź zakleić czarną taśmą. I tak są niewiele warte – lepiej poprzestać na sygnale dźwiękowym.

Nie czepiamy się przy tym szczegółów – dwa czy nawet pięć centymetrów w tę czy w tamtą nie ma żadnego znaczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdy prawidłowo zamontowany i działający zestaw czujników alarmuje o obecności przeszkody ciągłym sygnałem już 30-40 cm od niej. Rzecz w tym, że zestawy wyposażone w wyświetlacze cyfrowe podają prawidłową odległość tylko wtedy, gdy zbliżamy się tyłem do dużej, płaskiej i prostopadłej do auta przeszkody, np. ściany. Gdy zbliżamy się do rogu budynku albo słupka, wskazania są już zaburzone i powinniśmy być zadowoleni, jeśli dostajemy w porę jakiekolwiek ostrzeżenie.

Nie jest przy tym tak, że każdy zestaw działa choćby w przybliżeniu podobnie i że za niską cenę możemy otrzymać produkt działający tak samo jak fabryczny. Nic z tych rzeczy! Problemem jest np. wyczuwanie obecności cienkiego metalowego słupka, do którego zbliżamy się autem. W takim przypadku nie tylko mylą się cyfrowe wskaźniki odległości, ale przede wszystkim przeszkoda bywa wykrywana stosunkowo późno.

Co gorsza, podczas cofania autem wyposażonym w kiepskie czujniki, gdy zbliżamy się do słupka, możemy na 70 cm przed przeszkodą usłyszeć jedno piknięcie, a potem sytem milknie, bo słupek trafia w martwe pole. Wówczas wydaje nam się, że sygnał był fałszywy, dodajemy gazu i... bum! Wiele zależy od tegu, czy słupek „trafia” prosto w czujnik (wówczas będzie wykryty) czy też obok.

Czy zatem odradzamy kupno i montaż czujników parkowania? Ależ nie – to akcesoria bardzo przydatne. Tyle że najbardziej wówczas, gdy o przeszkodzie wiemy i tylko oczekujemy ostrzeżenia, kiedy już nie powinniśmy dalej jechać. Czujniki parkowania bardzo pomagają np. przy parkowaniu tyłem równolegle wzdłuż ulicy, gdy zbliżamy się do innego zaparkowanego pojazdu.

Nawet najlepszy zestaw można jednak zepsuć czy też po prostu pogorszyć jego parametry działania, montując go byle jak. Wystarczy założyć czujniki w niewłaściwej pozycji (mają one zaznaczoną stronę, która powinna być na górze), aby sprzęt nie działał poprawnie. Dalej: właściwy kąt osadzenia czujników względem podłoża oraz ich rozmieszczenie decydują o wyłapywaniu mniejszych przeszkód lub całkowitym ich ignorowaniu.

Wreszcie: sterownik musi być zamontowany w takim miejscu, aby nie nalała się do niego woda. Ponieważ czujniki lubią się psuć, najlepiej wybierać zestawy, do których dostępne są części zamienne (np. same czujniki lub elektroniczne centralki) i można wymienić je bez prucia pracowicie zamontowanej wcześniej instalacji. Ważne więc, by czujnik miał kabelek dzielony – w razie potrzeby wydłubujemy go, wypinamy, podłączamy nowy i wszystko znów działa.