Renault Grand Scénic stojący na podwórku u handlarza błyszczał świeżo nałożonym woskiem. Przebieg wydawał się rozsądny – 130 tys. km jak na diesla z 2005 roku to jeszcze wartość do zniesienia. Janusz Nowak, który przyjechał po auto do Żyrardowa pod Warszawą, był zachwycony. Handlarz opuścił jeszcze tysiąc złotych i panowie się dogadali. Krótka wizyta w banku, wystawienie faktury i już Nowak wracał do domu wymarzonym autem, z wnętrzem wypachnionym aż do przesady. Jak się dba, to musi pachnieć – zachwalał handlarz – więc Nowak wraz z rodziną mieli powody do radości.

Nie trwała ona długo. Wkrótce w aucie „wysypał się” silnik. U dilera Renault okazało się, że stan licznika nie koresponduje z historią serwisową zapisaną w bazie i że jest to w gruncie rzeczy podpicowany grat. Auto już na rok przed kupnem trafiło do serwisu z przebiegiem 206 tys. km. Licznik cofnięto więc o ok. 100 tys. km. Właściciel wyjechał z warsztatu autem doprowadzonym do porządku i portfelem chudszym o ponad 10 tys. zł.

Nie złapałeś za rękę? Nie szkodzi!

Z dokumentów, do jakich dotarł oszukany nabywca Renault, wynika, że prawdopodobnie to handlarz odmłodził auto, choć ten – co typowe w takich sytuacjach – nie przyznał się do oszustwa. Tym razem wygląda jednak na to, że trafiła kosa na kamień. Oszukany Nowak nie zamierza bowiem dochodzić, kto cofnął licznik. Z jego punktu widzenia istotne jest, kto sprzedał mu samochód z wadą, a to akurat jest jasne – ma fakturę z imieniem i nazwiskiem właściciela firmy, a na dokumentach i w kopii ogłoszenia widnieje niski przebieg.

Foto: Auto Świat
Stop przekręcaniu liczników! Nieważne, kto oszukał, handlarz odpowiada!

Polskie prawo jest w tej materii jednoznaczne: w przypadku transakcji pomiędzy firmą sprzedającą towar a osobą fizyczną za wady ukryte towaru odpowiada sprzedawca, nawet jeśli o nich nie wiedział. Nowak nie zamierza donosić policji o tym, że ktoś dokonał oszustwa. On tylko żąda od sprzedawcy z Żyrardowa pokrycia rachunku za naprawę: to „jedyne” 10,5 tys. zł.

Jedyny taki przypadek?

Cofanie liczników to powszechny proceder. Handlarze czują się bezkarni, gdyż nikt ich nie próbuje ścigać. Mało tego, profesjonalizują się do tego stopnia, że nawet uważny klient może dać się okraść. Książki serwisowe można uznać za zabezpieczone przed sfałszowaniem tylko wtedy, gdy fabryczna wlepka zawierająca numer nadwozia jest trwale połączona z książką serwisową. Niestety, w przypadku każdej z marek wygląda ona inaczej i jeśli nie masz porównania z oryginałem, przyjmiesz fałszywkę wydrukowaną w domu za oryginał. Jeśli fabryczna karteczka identyfikacyjna jest tylko włożona w przegródkę książki serwisowej, cała książka nie jest dowodem na cokolwiek.

Foto: Auto Świat
Stop przekręcaniu liczników! Nieważne, kto oszukał, handlarz odpowiada!

To może być fałszywka! Najczęściej jednak handlarze po prostu nie mają książki serwisowej, bo nie chcą (i słusznie) produkować dowodów oszustwa. „Nie dostaliśmy, kto by dbał o takie rzeczy”. Pamiętajcie: w przypadku auta z niskim przebiegiem książka serwisowa ma wymierną wartość.Właściciele i w Polsce,i w Niemczech, i w Holandii bardzo dbają o takie dokumenty i zwyczajowo przekazują nabywcy. Jeśli w żadnym wiarygodnym dokumencie nie ma potwierdzenia przebiegu, poszukaj innego auta.

Producent pomoże... oszustowi

Producenci muszą mieć bazy danych dotyczące wizyt samochodów w warsztatach dilerskich przynajmniej na potrzeby świadczeń gwarancyjnych. Jeśli wyjeżdżasz za granicę i zepsuje ci się samochód mający gwarancję, w większości przypadków nie ma problemu z bezpłatną naprawą. Warsztat sprawdza on-line, czy mamy prawo do świadczeń.

W przypadku wielu marek (Alfa Romeo, Audi, VW, Renault i inne) producenci od wielu lat gromadzą dane o KAŻDEJ wizycie auta w serwisie dilerskim. Do danych tych mają dostęp warsztaty dilerskie, ale dla klienta z ulicy są one tajne (np. Audi, VW). Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby każdy mógł łatwo sprawdzić historię auta, które chce kupić: samochody z przebiegiem 300-400 tys. km byłyby niesprzedawalne!

Foto: Auto Świat
Stop przekręcaniu liczników! Nieważne, kto oszukał, handlarz odpowiada!

Dziś można za nie uzyskać sensowną cenę, bo po cofnięciu licznika przez handlarza nabierają wartości. Ten, kto sprzeda zajeżdżony samochód, chętnie kupi nowy. Jeśli starego nie mógłby sprzedać, być może przez jakiś czas jeszcze by zwlekał z kupnem nowego. Przedstawicielom dilerów nie chce się też chodzić po sądach w charakterze świadka. Ale np. w Volvo – jeśli doradca serwisowy ma chwilę czasu – czasem udaje nam się anonimowo uzyskać informację o aucie. W Renault podobnie, choć niektórzy dilerzy wymagają, aby stawić się u nich osobiście i zapłacić 50 czy 100 zł. Z takiej usługi każdy chętnie skorzysta, ale np. VW mówi: nie!

Jak to robią inni?

W Szwecji, Danii, Holandii czy USA dane o autach są jawne i każdy ma z tego korzyść. W USA jest to usługa komercyjna – za raport trzeba zapłacić. Jeśli zostało „skasowane” w wypadku – dowiesz się. Jaki miało przebieg – dowiesz się. W krajach skandynawskich dostęp do bazy jest darmowy – wpisujesz numer nadwozia lub tylko numer rejestracyjny (!) i czytasz.

Jak to działa w Polsce

Niektóre stacje kontroli pojazdów wpisują w formularze stan licznika auta, inne nie. Nie ma to jednak znaczenia, bo dane nie są dostępne dla obywateli. Zresztą znaczna część aut oferowana w komisach i przez drobnych handlarzy to zagraniczny, świeżo sprowadzony i odświeżony demobil, który w Polsce pojawia się po raz pierwszy.

Przed cofnięciem licznika handlarze coraz częściej sprawdzają, jakie dane może uzyskać potencjalny nabywca: jeśli ostatni zanotowany w bazie dilerskiej stan licznika to np. 120 tys. km – choćby było to 5 lat temu – to cofnąć go można np. do 125 tysięcy km, ale nigdy poniżej 120. Może to i głupio wygląda, że samochód od kilku lat prawie nie jeździł, ale i tak znajdzie się ktoś, kto tego nie sprawdzi; a ten, kto sprawdzi, nie udowodni oszustwa.

Przypadki ścigania handlarza przez policję i prokuraturę pod zarzutem oszustwa są rzadkością. Nasza zeszłoroczna petycja do ministrów transportu i cyfryzacji, w której proponowaliśmy stworzenie polskiej, ogólnodostępnej bazy danych o autach, dotąd pozostała bez odpowiedzi.

Co robić?

Jeśli zależy wam na aucie z realnym przebiegiem, szukajcie do skutku egzemplarzy z polskiej sieci dilerskiej. Żądajcie książki serwisowej – nie wierzcie w bajki w rodzaju „zgubiła się”. Próbujcie dotrzeć do bazy dilera danej marki. Gdy kupicie auto, a potem zorientujecie się, że zostaliście oszukani, pozywajcie handlarzy. To nieważne, kto cofnął licznik – ważne, że handlarz ma za to zapłacić. Oszuści złapani za rękę udają naiwnych, ale spróbujcie im sprzedać auto – zobaczycie, jacy to fachowcy. Warto wiedzieć, że sądy, jeśli już zajmują się taką sprawą z powództwa cywilnego, nie mają dla handlarzy litości – nawet jeśli ci faktycznie sami dali się oszukać.

Co można sprawdzić w warsztacie

Im nowsze auto, tym trudniej zatrzeć ślady oszustwa. Fachowcy z branży twierdzą, że najtrudniejszym przeciwnikiem są nowe auta BMW, ale młode Mercedesy w przypadku skrupulatnej kontroli też potrafią się „wygadać”. Rzecz w tym, że przebieg zapisywany jest nie tylko w liczniku, lecz także w radiu, kluczyku, pompie hamulcowej i w dziesiątkach innych urządzeń rejestrujących w pamięci błędy, które pojawiły się podczas pracy, wraz z przebiegiem, przy jakim wystąpiły. Specjaliści często potrafią odkryć prawdę.

Jak pociągnąć handlarza do odpowiedzialności?

Janusz Nowak z Warszawy (imię i nazwisko zmienione) postanowił, że nie chce być frajerem i choć kupił samochód z cofniętym licznikiem, obciąży handlarza kosztami, które z tego wynikły. Koszty to rachunek na 10,5 tysiąca złotych, jaki musiał pokryć w kilka tygodni po kupnie samochodu, w którym obróciła się panewka na wale korbowym i zepsuła się turbosprężarka.

Foto: Auto Świat
Stop przekręcaniu liczników! Nieważne, kto oszukał, handlarz odpowiada!

Nowak wychodzi z założenia, że nie interesuje go, kto fizycznie dokonał oszustwa, i nawet nie zamierza na ten temat dyskutować z handlarzem, ale wykorzysta prawo, które obciąża sprzedawcę (jeśli jest nim firma) odpowiedzialnością za wady towaru przez dwa lata od transakcji. Handlarz będzie musiał nie tylko opłacić rachunek wraz z odsetkami, lecz także zwrócić koszty adwokata.

Ze statystyk wynika, że z czasem auta zaczynają jeździć do tyłu!

Oto wykres średnich przebiegów VW Passatów oferowanych do sprzedaży na jednym z największych polskich portali ogłoszeniowo-aukcyjnych. Okazuje się, że w autach starszych niż 4-letnie średni stan licznika nie tylko przestaje gwałtownie rosnąć, lecz nawet maleje! Czy jeszcze wierzycie, że 15-letnie auto przejechało zaledwie 200 tys. km?

My też chcemy taką stronę!

Foto: Auto Świat
Stop przekręcaniu liczników! Nieważne, kto oszukał, handlarz odpowiada!

Holenderska strona (https://ovi.rdw.nl) jest dla obywateli holenderskich niezwykle przyjazna – aby poznać historię auta, wystarczy wpisać jego numer rejestracyjny. Niestety – dla nas jest ona niemal bezużyteczna, ponieważ po wyrejestrowaniu auta w holenderskim urzędzie oryginalny numer rejestracyjny w bazie danych szybko przestaje być aktywny. Można więc wykorzystać tę stronę tylko w przypadku aut, które przyjechały do Polski w ciągu ostatnich dni. Pod tym względem lepsza jest amerykańska baza Carfax, która jest wprawdzie płatna, ale po wyrejestrowaniu auta w USA pozostają w niej dane auta przez długi czas. Niekiedy dostępne są nawet zdjęcia wraku po wypadku robione przez agenta ubezpieczeniowego.