• Porównano dwa nieporównywalne w tym przypadku samochody
  • Raport błędnie zakłada, że po 150 000 km baterie staną się niebezpiecznym odpadem
  • Raport, który pojawił się na IFO zawsze zakłada najgorsze scenariusze użytkowania auta elektrycznego i najlepsze w przypadku auta z silnikiem diesla

Sam raport na pierwszy rzut oka nie ma słabych stron. I faktycznie jeśli trafi na niego osoba, która o motoryzacji i tym jak funkcjonuje przemysł nie ma zielonego pojęcia – napisze to skandal, auta elektryczne trują bardziej niż wszyscy nam mówią. To fakt, że wielu jest miłośników spiskowych teorii – w sieci znajdziemy mnóstwo stron zajmujących się legendarnymi chemtrailsami, szkodliwością sieci 5G i innymi niepotwierdzonymi mitami. Ale cóż, skoro jest publika to trzeba to wykorzystać.

Efekt – chyba oczywisty. Przemysł motoryzacyjny i wszystko co z nim związane to ważne gałęzi gospodarki dające zatrudnienie wielu osobom. A skoro tak jest, to czy nam się to podoba czy nie mamy doczynienia z walką – tak walką różnych wpływów. Zwolennicy aut elektrycznych to niestety mniejszość. Ale jest jeszcze wiele organizacji, gałęzi przemysłu itp. itd. Dla których rozwój elektromobilności to albo powolna śmierć biznesu, albo kosztowne przebranżowienie. Co zatem można zrobić? Oczywiście badania, ale takie które zasieją w jak największej części społeczeństw ziarenko wątpliwości – czy oby te elektryki faktycznie są takie czyste.

Foto: Audi

Muszę przyznać, że ten raport zrobił to naprawdę dobrze. Ale czy można z niego wyciągnąć jakieś wnioski? Tak, porównano dwa nieporównywalne w tym przypadku samochody. W prawym narożniku stanęła Tesla model 3, a w lewym Mercedes C 220d. Badania emisji CO2 w przypadku tego drugiego wyestymowano według nieobowiązującego już cyklu pomiarowego. W przypadku auta z napędem konwencjonalnym nie wzięto pod uwagę wielu czynników wpływających na całkowity ślad węglowy – takich jak wydobycie, transport i przetworzenie ropy naftowej w paliwo, produkcja płynów eksploatacyjnych, itp. Itd. W przypadku takiego badania zmiennych jest naprawdę dużo i do każdej takiej sensacji podchodzę zawsze z olbrzymią rezerwą. Bo chcecie wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale to jednak auta napędzane konwencjonalnymi silnikami bardziej niż auta elektryczne niszczą środowisko.

I nie mówię tu jedynie o tym co jest oczywiste, czyli magicznym parametrze jakim jest emisja dwutlenku węgla. Pamiętajcie również, że takie auto wymaga regularnego serwisowania – czyli wymiany płynów eksploatacyjnych, ich utylizacja również dla środowiska obojętna nie jest. O tym mogę długo, ale wiem też, że niesławny raport o którym informowaliśmy w materiale - Samochody elektryczne emitują więcej CO2 niż diesle, twierdzą naukowcy z Monachium. – nie jest już dostępny na stronach instytutu, który go udostępnił. Może dlatego, że jego wyniki zostały rozjechane walcem od samego początku do końca? Nie wiem, ale wiem, że już go nie znajdziecie. Taka dziwna sytuacja.

Foto: Hyundai

Oto największe błędy ze wspomnianego raportu:

  • Raport błędnie zakłada, że po 150 000 km baterie staną się niebezpiecznym odpadem. Wielu producentów samochodów już pracuje nad technologiami efektywnego recyklingu baterii. Niektórzy z baterii które są już za słabe do napędzania samochodów, budują magazyny energii elektrycznej.
  • Raport porównuje Teslę Model 3 z akumulatorami o pojemności 75 kWh z Mercedesem C220 – to jak porównywanie gruszek z jabłkami. Moc silników Tesli to 473 KM, a Mercedesa jedynie 194 KM.
  • Autorzy raportu emisję C02 dla Tesli zawyżają o 16 proc. w stosunku do danych oficjalnych
  • Co ciekawe pomiary emisji CO2 wyestymowano w oparciu o normy emisji według standardu pomiarowego NEDC, który jak wiemy z rzeczywistością za wiele wspólnego nie ma.

Zresztą nie zawiodłem się również na naszych czytelnikach, którzy jak zawsze zachowali czujność i zanim przebrnąłem przez kilka różnych raportów opisujących wpływ motoryzacji i przemysłu motoryzacyjnego na środowisko, krótko ale treściwie ocenili jakość rewelacji dostarczonych przez naukowców z Monachium. Pozwólcie, że zacytuję te najciekawsze:

  • Rafał – „Skoro tak dokładnie podliczyli każdy aspekt wytwarzania CO2 przy produkcji i ładowaniu aut elektrycznych, to dlaczego porównują to do samego SPALANIA aut spalinowych? Co z produkcją tych samochodów i produkcją oleju napędowego i benzyny? A wydobycie ropy?”
  • Waldemar – „ponieważ potrzebny jest wynik, który będzie w niekorzystnym świetle stawiał auta elektryczne”
  • Dagmara – „Poza tym CO2 to nie wszystko. Auta spalinowe (zwłaszcza diesle) emitują jeszcze cały szereg innych toksycznych substancji, np. tlenki azotu, tlenek węgla, cząstki stałe czy węglowodory.”
  • Tomasz – „Weźmy pod uwagę również to, że energia elektryczna do zasilania samochodów elektrycznych może pochodzić również ze źródeł odnawialnych a to znacząco zmieni wspomniane obliczenia, stosownie do udziału produkcji ze źródeł odnawialnych w całej produkcji.”
  • Tomasz – „Jacek Głowacki Mam elektryka nie Teslę, z zasięgiem ok. 400 km, nie jeżdżę służbowo, w rok zrobiłem 30 tys km, więc dokładnie 2 x więcej, niż szacują niemieccy naukowcy. Koszt eksploatacji przez ten czas, to ok 2 tys zł., ale to w sumie najmniej istotne. W analizach takich jak powyższą pomija się wiele aspektów: 1. Cisza wokół auta elektrycznego. A Hałas silników spalinowych w mieście to współcześnie wielki problem. 2. Cisza w aucie elektrycznym i komfort jazdy: po 500 km takiej jazdy czuję się kompletnie nie zmęczony. 3. Klocki, tarcze, oleje - w elektryku nic się nie zużywa i nic z tego nie idzie w powietrze. 4. Aspekt czysto praktyczny: nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak często w mieście muszę wyłączać obieg powietrza, żeby nie wdychać spalin z rur auta przede mną. 5. I ostatni czynnik: Auta elektryczne są idealne pod nadchodzącą rewolucję w mobilności, czyli do pełnej autonomii.”

To tylko kilka z wielu komentarzy, wszystkie znajdziecie w artykule.

Foto: Tomasz Okurowski / Auto Świat
KIA e-Soul

Jak widać, do wyników raportów trzeba podchodzić z olbrzymią rezerwą. W tym przypadku raport, który pojawił się na IFO zawsze zakłada najgorsze scenariusze użytkowania auta elektrycznego i najlepsze w przypadku auta z silnikiem diesla.

Trochę to smutne, ale takie życie. Dlatego najważniejsze jest jak zawsze zachowanie zdrowego rozsądku, co na ogół zawsze się opłaca. Tak też jest z samochodami elektrycznymi, które nie ukrywajmy są czymś nowym. Jednak moda na jazdę „elektrykiem” przejściowa nie będzie. Pamiętajcie, że obecnie przemysł motoryzacyjny obecnie znajduje się w trakcie największej zmiany w swojej historii, ponieważ w krótkim czasie chce sprzedawać samochody elektryczne na całym świecie. Wiele osób, nadal z rezerwą podchodzi do krótkich zasięgów, braku frajdy z jazdy czy słabej infrastruktury ładowania aut elektrycznych. Te tłumaczenia rozumiem, ale pamiętajmy o tym, że przesiadka z aut z silnikiem spalinowym to dla nas będzie rewolucja, rewolucja związana z podejściem do tego jak zmieni się nasze podejście do korzystania z samochodu.

Foto: D. Kalamus / Auto Świat
500 elektrycznych BMW i3 do wynajęcia w Warszawie

Ale aby nie być gołosłownym przypomnę wam kilka wydarzeń z historii

  • Cesarz Wilhelm powiedział – „Wierzę w konie. Samochód to tylko tymczasowe zjawisko”
  • Charles H. Duell, komisarz Urzędu Patentowego Stanów Zjednoczonych powiedział - „Wszystko, co można wymyślić, zostało wymyślone”
  • HM Warner z Warner Brothers powiedział - „Kto, do diabła, chce usłyszeć aktorów?”
  • Darryl F. Zanuck, dyrektor generalny wytwórni filmowej 20th Century Fox - „Telewizja nie będzie w stanie utrzymać się na żadnym rynku, który zdobędzie po pierwszych sześciu miesiącach. Ludzie wkrótce będą znudzeni gapieniem się na pudełko ze sklejki co noc. ”

Czy wam to czegoś nie przypomina? Tak obecnie o autach elektrycznych wiele osób mówi tak jak kiedyś mówiono i innych przełomowych wynalazkach. Czy doczekamy się aut elektrycznych na naszych ulicach? Tak i to szybciej niż nam się wydaje. Bądźmy zatem na to gotowi.

Z naszej strony, możemy obiecać, że będziemy śledzić sytuację i informować was na bieżąco.