• Odcinkowe pomiary prędkości działają w Polsce oficjalnie od 2015 r.
  • W tym roku, za sprawą rekordowych "żniw" na dwóch nowych odcinkach na trasie A1 zrobiło się o nich znów głośno
  • Dwa odcinki na trasie A1 między Łodzią a Częstochową generują więcej mandatów niż kilkadziesiąt pozostałych Odcinkowych Pomiarów Prędkości
  • Przez niespełna cztery miesiące tylko na nowych odcinkach OPP na A1 system wygenerował ponad 150 tysięcy mandatów – mimo mniejszego niż zwykle natężenia ruchu!
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

"Jeszcze jedno! I kolejne! I następne! A tego trafili osiem razy w ciągu dwóch dni!". W ciągu ostatnich miesięcy zarządcy flot samochodowych w firmach z niepokojem odbierają kolejne wezwania dotyczące wykroczeń zarejestrowanych na odcinkowych pomiarach prędkości. W niektórych firmach kierowcy służbowych aut dostali od pracodawcy przestrogę o nowych drogowych "pułapkach" zamontowanych przez Inspekcję Transportu Drogowego. Nawet podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich mandaty za przekroczenie prędkości "na odcinkach" są coraz częstszym tematem rozmów, bo przyłapanych na wykroczeniach przybywa w zastraszającym tempie. Często są to kierowcy, których konto punktowe przez lata było czyste i którym się wydawało, że jeżdżą przepisowo.

Wszystko to za sprawą dwóch nowych lokalizacji odcinkowych pomiarów prędkości, które pojawiły się na początku tego roku na autostradzie A1, a w zasadzie na budowanej drodze, która dopiero autostradą ma się stać. Oficjalnie uruchomiono je na prośbę firm budowlanych po to, żeby zmniejszyć liczbę niebezpiecznych sytuacji, do których dochodziło na skutek tego, że kierowcy poruszali się po tej drodze z prędkościami odwrotnie proporcjonalnymi do postępu wykonywanych na niej robót.

Odcinkowy pomiar prędkości na A1 – rekordowa liczba wystawionych mandatów

Już po pierwszym miesiącu działania dwóch nowych OPP na trasie A1 (od Tuszyna do Piotrkowa Trybunalskiego i od Kamieńska do początku obwodnicy Częstochowy; uruchomione 20 i 22 stycznia 2021 r.) zarejestrowano na nich ponad 37 tys. wykroczeń, co oznacza średnio ok. 1,2 tys. wykrytych wykroczeń dziennie! Pod koniec maja mowa była już o ponad 150 tysiącach wystawionych wezwań i o tym, że wykroczeń jest tyle, że urzędnicy i system ledwie radzą sobie z nawałem pracy. I to wszystko w okresie, kiedy ruch był stosunkowo niewielki m.in. ze względu na ograniczenia związane z pandemią COVID-19. Dla porównania w 2020 roku "urobek" całej wcześniej działającej sieci 30 odcinkowych pomiarów prędkości to 130 tys. mandatów! Strach pomyśleć, jak będą wyglądały te statystyki po wakacjach, bo trasa A1 należy do najbardziej obleganych w Polsce.

Nowe odcinki na A1 – to je wyróżnia

Skąd ta wyjątkowa "skuteczność" nowych odcinkowych pomiarów prędkości? Jedną z oczywistych przyczyn jest to, że znajdują się na bardzo uczęszczanej trasie. W dodatku są one niezwykle długie. O ile w przypadku wcześniej tworzonych OPP mieliśmy do czynienia z odcinkami o długości od kilkuset metrów do nieco ponad 6 km, to odcinek od Tuszyna do Piotrkowa Trybunalskiego ma blisko 16 km, a od Kamieńska do obwodnicy Częstochowy to niemal 41 km! Oczywiście, niewielkie i mało czytelne tablice informujące o pomiarze odcinkowym znajdują się tylko na początku i na końcu poszczególnych odcinków. Owszem, na obu monitorowanych fragmentach ustawiono znaki informujące o ograniczeniu prędkości do 70 km/h, ale nie przy znakach informujących o pomiarze odcinkowym.

Pomiary odcinkowe na trasie A1 – wyjątkowo długa pułapka

Jak to działa w praktyce? Część czujnych kierowców, którzy są na bieżąco z przepisami (nowy wzór znaków informujących o odcinkowym pomiarze prędkości wprowadzono w 2019 r., bez należytej akcji informacyjnej), na widok znaku zwalnia często nawet do prędkości niższej niż dozwolona – tak na wszelki wypadek, bo przecież twórcy oznaczeń nie pomyśleli, żeby przy znaku informującym o odcinkowym pomiarze umieścić też informację o obowiązującym ograniczeniu prędkości.

Nie podano tu też długości nadzorowanego odcinka. O ile na pierwszych kilometrach po znaku większość kierowców stara się pilnować, o tyle po kilku minutach jazdy ich czujność w końcu spada. Odcinki są też mocno zróżnicowane w kwestii jakości nawierzchni, stopnia zaawansowania wykonanych na nich prac, znajdują się też na nich zjazdy i wjazdy na trasę. Po niektórych fragmentach widać, że to wciąż plac budowy, ale inne wyglądają już jak autostrada czy trasa szybkiego ruchu. A że po drodze nie ma tablic przypominających o tym, że to odcinki objęte szczególnym nadzorem i jednolitym ograniczeniem prędkości, to prędzej czy później trafi się ktoś jadący szybciej, niż pozwalają na to przepisy.

Część kierowców dochodzi wtedy do wniosku, że zapewne odcinek z ograniczeniami już za nimi – mało kto pomyśli, że na jednej z najważniejszych tras w Polsce nadzwyczajne ograniczenie może obowiązywać przez kilkadziesiąt kilometrów! Są też i tacy, którzy wiedzą, że jeśli wjeżdżają na nadzorowany odcinek w jego trakcie albo zjeżdżają z niego przed jego końcem, to kontrola prędkości ich nie obejmuje i z premedytacją łamią ograniczenia, dając przy okazji innym złudny sygnał, że można już przyspieszyć.

O ile w ciągu dnia przy zachowaniu dużej czujności da się zrozumieć organizację ruchu, o tyle np. po zmroku, przy kiepskiej widoczności albo ograniczonej koncentracji, o nieświadome popełnienie wykroczenia naprawdę łatwo. Można odnieść wrażenie, że głównym celem nowych odcinków jest wystawianie mandatów, a ich funkcja profilaktyczna działa dopiero w przypadku tych, którzy już raz zostali ukarani. Chwalenie się liczbą wystawionych mandatów jako dowodem na skuteczność systemu świadczy o wyjątkowej hipokryzji – sukcesem byłoby, gdyby wszyscy jechali przepisowo.

Mapa odcinkowych pomiarów prędkości w Polsce

Mapa odcinkowych pomiarów prędkości Foto: NaviExpert
Mapa odcinkowych pomiarów prędkości

Nowe znaki odcinkowego pomiaru prędkości – stare były skuteczniejsze?

Pierwotnie o tworzonych od 2015 r. odcinkowych pomiarach prędkości informowały takie znaki jak w przypadku fotoradarów, tyle że uzupełnione dodatkową tabliczką. Oznaczenie było oczywiście merytorycznie nieprawidłowe (bo OPP to nie fotoradar), ale przynajmniej przemawiało do wyobraźni większości kierowców, którzy kojarzyli, że szybka jazda przy fotoradarze oznacza wydatki i problemy. 30 lipca 2019 r. opublikowano nowe rozporządzenie Ministra Infrastruktury, w myśl którego w ciągu dwóch lat dotychczasowe znaki mają zostać zastąpione nowymi D-51a "automatyczna kontrola średniej prędkości" i D-51b "koniec automatycznej kontroli średniej prędkości" – przedstawiają one dwa piktogramy aparatów umieszczone nad drogą.

Na znakach tych nie ma napisów informujących o tym, że chodzi o odcinkowy pomiar prędkości, wyglądają one też inaczej niż znaki informujące o działaniu podobnych systemów w innych krajach. Ponieważ wprowadzeniu nowego systemu pomiarów prędkości ani zmianom oznaczeń nie towarzyszyły kampanie informacyjne na wystarczającą skalę, wielu kierowców nie wie, co znaki te oznaczają ani na jakich zasadach są one umieszczane. Budżet zyskuje, profilaktyka traci!

Jak działa odcinkowy pomiar prędkości?

Pomiar odcinkowy
Pomiar odcinkowy

Zasada działania systemu jest prosta: na początku i na końcu odcinka znajdują się kamery skanujące numery rejestracyjne pojazdów. System rejestruje czas wjazdu na odcinek o ściśle określonej długości oraz moment opuszczenia go i na tej podstawie wylicza średnią prędkość. W przypadku stwierdzenia, że auto poruszało się zbyt szybko, formalności wyglądają tak samo, jak w przypadku zdjęć z fotoradarów. Ważne: na całym nadzorowanym odcinku powinno obowiązywać takie samo ograniczenie prędkości. Wielu ekspertów zwraca jednak uwagę na to, że polskie przepisy wciąż nie przewidują czegoś takiego, jak "przekroczenie średniej prędkości", a na nadzorowanych odcinkach trasy A1 z formalnego punktu widzenia wcale nie obowiązuje takie samo ograniczenie prędkości na całej ich długości, choćby dlatego, że występują na nich skrzyżowania znoszące obowiązywanie znaków, a ograniczenie określane przez znaki jest inne niż dla danego typu drogi, przewiduje ustawa.