- W warunkach przejściowych dobre opony całoroczne mogą mieć lepsze osiągi zarówno od opon letnich jak i zimowych
- Prawdziwy test – czy opony całoroczne to w ogóle bezpieczne rozwiązanie – przychodzi jednak w skrajnych, zimowych warunkach
- Oprócz tego, że na bezpieczeństwo, rodzaj i jakość opon opon odczuwalnie wpływają też na komfort jazdy
- Nie wszystkie opony całoroczne są jednak naprawdę całoroczne i bezpieczne
- Nie dla każdego kierowcy opony całoroczne będą idealnym wyborem
- Zapraszamy do wypełnienia ankiety zamieszczonej na końcu tekstu
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Przez kilka lat jeździłem na oponach sezonowych – topowych oponach sezonowych. Wraz ze zmianą auta postanowiłem jednak trochę uprościć sobie (i "potanić") kwestie serwisowe. Tak, w takiej decyzji chodzi głównie o kwestie serwisowe i finansowe.
W sumie trudno mieć uwagi do komfortu i bezpieczeństwa jazdy na dobrych oponach letnich latem i na dobrych zimówkach zimą. No... może poza tym, że jesienny tzw. okres przejściowy bywa zaskakujący. Jeśli, choćby i krótkotrwały, epizod zimowej pogody pojawi się w październiku, a ty masz jeszcze na kołach opony letnie, no to... jesteś "ugotowany". W każdym razie, jeśli masz trochę wyobraźni, na letnich oponach nie wyjedziesz poza miasto, jeśli pada śnieg. Tak, raz mi się zdarzyło takie spóźnienie – wiem, wiem, moja wina, ale i "słabość systemu".
Dalsza część tekstu pod filmem:
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoPoznaj kontekst z AI
Główny problem z oponami sezonowymi (letnimi i zimowymi) to właśnie ich wymiana: dwa razy do roku musisz umówić się na wizytę w warsztacie wulkanizacyjnym, najlepiej w dobrym warsztacie wulkanizacyjnym i najlepiej – biorąc pod uwagę pogodę – w optymalnym momencie. Tak się składa, że ten optymalny moment wybiera większość kierowców, a gdy wszyscy chcą zmieniać opony w tym samym czasie, no to nie jest to możliwe. Tworzą się kolejki do warsztatów, zapisy nawet z miesięcznym wyprzedzeniem.
Ile kosztuje wymiana opon? Ceny w warsztatach bywają szokujące
Nie bez znaczenia są koszty. Wymiana opon z roku na rok jest droższa i mam wrażenie, że podwyżki cen w warsztatach wulkanizacyjnych są znacznie wyższe niż stopa inflacji. Zwłaszcza w dobrych warsztatach, które się cenią, bo wiedzą, że po nich nie trzeba poprawiać, ceny zrobiły się wręcz kosmiczne. Może w mniejszych miejscowościach tego tak nie widać, ale w Warszawie wymiana opon potrafi kosztować, uwaga, nawet 300-500 zł. Zdarzają się przy tym wręcz zabawne (takie do śmiechu przez łzy) cenniki zmiany opon, w których obsługa jednej opony do SUV-a kosztuje 15-20 zł więcej niż wymiana opony w podobnym rozmiarze przeznaczonej do samochodu osobowego. Wiadomo – tych, co mają SUV-y, stać na wyższe rachunki...
Moim zdanie, jeśli opony całoroczne, to tylko z górnej półki
Zdecydowałem się jednak na opony całoroczne z segmentu premium – Continental AllSeasonContact 2 i – trudno, niech już to kosztuje – zamontowane w warsztacie, po którym nie trzeba poprawiać. W końcu mam nadzieję, że na oponach całorocznych pojeżdżę 3-4 lata. Wcześniej miałem letnie Micheliny i zimowe Continentale – sama górna półka. Tym bardziej byłem ciekaw różnicy w przyczepności na śniegu pomiędzy topową oponą zimową a oponą całoroczną tej samej marki.
Żeby było jasne: nie wszystkie opony całoroczne bym polecił i nie każdy model bym w ogóle rozważał, bo wiem, co to znaczy mieć złe opony i trafić na ciężkie warunki. Ostatnio takie "całoroczne" opony chińskiej marki przez przypadek przetestował redaktor Piotr Szypulski. Jak potem relacjonował, dawno tak się nie bał.
Jeszcze w kwestii usprawiedliwiania się: mój prywatny samochód przyjeżdża rocznie niewiele, zwykle poniżej 10 tys. km, najczęściej jeździ w mieście, śnieg pod kołami zdarza się rzadko. Modelowe wręcz warunki pod opony całoroczne, prawda?
Tylko że tym razem zima uderzyła naprawdę.
Po śniegu na oponach całorocznych. Czy to w ogóle bezpieczne?
Pamiętam z poprzednich sezonów, że ilekroć (fakt, niewiele razy) miałem okazję pojeździć po prawdziwym śniegu na dość świeżych zimówkach z górnej półki, odczuwałem efekt Wow! przy ruszaniu i jeszcze większe zaskoczenie dobrą przyczepnością podczas hamowania. Te opony po prostu trzymały się śniegu jak zaczarowane. Tym razem, jadąc po białej, a momentami pokrytej "czarnym lodem" drodze, aż takiego efektu nie poczułem. Inna rzecz, że warunki drogowe w drugiej połowie grudnia 2025 r. są dość rzadko spotykane w tych okolicach.
Ale szybko zauważyłem, że mój samochód wyposażony w dobre opony całoroczne prowadzi się w sposób całkiem przewidywalny: bardzo dobrze przyspiesza (fakt, że napęd na cztery koła bardzo w tym pomaga), ale też rozsądnie hamuje; ostre zakręty na nieodśnieżanych uliczkach nie stanowią żadnego problemu. A jak to wygląda w ruchu autostradowym?
Byłem jednym z tych "szczęściarzy", którzy tej zimy mieli okazję zaznać jazdy autostradą podczas śnieżycy, gdy droga jeszcze jest nieposypana i z minuty na minutę maleją szanse, że zostanie posypana, bo ruch gęstnieje, kierowcy panikują, zwalniają, wpadają na barierki i po prostu brygada solarko-piaskarek nie dojedzie.
Mając auto na całorocznych Conti AllSeasonContact 2 byłbym skłonny po takiej drodze spokojnie jechać z prędkością 90-100 km na godz., ale biorąc pod uwagę obecność innych samochodów, raczej warto nieco zwolnić – 80-90 km na godz. wydawałoby się rozsądną prędkością. Śnieg nie jest tak śliski jak lód! Jednak... nie ma na to szans.
Gdy tylko na polskiej ekspresówce czy autostradzie robi się biało, ruch samochodów zwalnia do 50-60 km na godz. a nawet poniżej tej prędkości. Gdy nie tylko droga jest biała, lecz także biało robi się w powietrzu od wirujących płatków śniegu, niektórzy kierowcy zwalniają do 30-40 km na godz., bo się boją – i wszyscy zwalniają wraz z nimi, bo nie ma innego wyjścia. Z jednej strony to rozsądne, że ktoś nie jedzie szybciej, niż potrafi, z drugiej – jeśli chcesz jechać autostradą 30 km na godz., bo boisz się jechać szybciej, to może lepiej tego dnia zostać w domu?
Tak czy inaczej, jadąc wyjątkowo w dalszą trasę swoim samochodem wyposażonym w opony całoroczne, trochę obawiałem się, że będzie bardzo ślisko, że zostanę zawalidrogą... jednak nic z tych rzeczy. Na dobrych oponach całorocznych da się jechać nawet w dość ekstremalnych warunkach, jakkolwiek na pewno nie z takim zapasem przyczepności i komfortu, jak na dobrych oponach zimowych. Tak bym dokładnie to określił: da się bezpiecznie jechać, można nawet mieć wrażenie, że bardzo wielu kierowców mających na kołach opony zimowe, ma gorzej. Wiadomo: opona oponie nierówna, samochody też są różne, nie każdy dobrze czuje się na śliskiej nawierzchni, a gdy ktoś czuję się niepewnie, to rzeczywiście nie powinien przyspieszać ponad swe umiejętności. To jednocześnie oznacza, że gdy jakiś zawalidroga wymusza powolną jazdę setek samochodów jadących jeden za drugim, przyczepność opon całorocznych jest więcej niż wystarczająca.
Czy kupiłbym opony całoroczne po raz kolejny?
Gdybym miał regularnie zimą wyjeżdżać w dalszą trasę, a zwłaszcza jeśli miałbym jeździć gdzieś w góry, chyba wolałbym jeździć na dobrych oponach zimowych. Podkreślmy to wyraźnie: mowa o dobrych oponach zimowych, bo opony zimowe z niskiej półki bywają gorsze nawet zimą niż dobre opony całoroczne; zdecydowanie wychodzę z założenia, że kupno dobrych opon boli krótko, a cieszy długo, nadmierna oszczędność w odniesieniu do opon to wielki błąd.
Jednak wiem, że mój profil użytkownika wygląda inaczej: śnieg pod kołami, gdy jeździ się głownie po mieście, to dość rzadko spotykane zjawisko; a nawet gdy będę gdzieś wyjeżdżał zimą tym samochodem, to dam radę – w śnieżno-zimowych warunkach dobre opony całoroczne zamiast zimowych to głównie kwestia nieco obniżonego progu komfortu i świadomości, że ktoś jadący przede mną może mieć bardziej przyczepne gumy – a więc lepiej zachować odstęp.
W każdych innych warunkach w ogóle nie ma o czym mówić.
A więc tak: uważam, że zamiana letnich Michelinów i zimowych Continentali na całoroczne Continentale miała w moim przypadku pełne uzasadnienie i pozostanę przy tym wyborze. Jest wręcz lepiej, niż niektórzy mówią, a raczej straszą. Całkowicie rozumiem i pozdrawiam z tego miejsca mojego ulubionego wulkanizatora, który moją decyzję skwitował słowami: "Ja na temat opon całorocznych mam swoją opinię". Rozumiem jego rozczarowanie, bo teraz będziemy spotykać się rzadziej, a do tej pory każde takie spotkanie wiązało się z dość dużym rachunkiem i – może nawet przede wszystkim – z logistyką z mojej strony, którą teraz mam o wiele prostszą.
Zapraszamy do wypełnienia ankiety: