• Pieszy na przejściu nie może korzystać z telefonu czy słuchawek, chyba że... telefon go nie rozprasza
  • Dziecko na rowerze jest formalnie pieszym – i to ma nawet sens, bo może jechać po chodniku pod opieką dorosłego. Ale gdy nie ma chodnika i drogi dla rowerów, musi jechać... lewą stroną drogi, czyli pod prąd.
  • Każde urządzenie pomiarowe ma swoją tolerancję, margines błędu, zwykle przy 100 km/h nie mniej niż 3 km/h. Przepisy nie biorą pod uwagę dokładności urządzeń pomiarowych

Skrzyżowanie dróg nie zawsze jest skrzyżowaniem z formalnego punktu widzenia, co ma z kolei wpływ na to, czy za miejscem przecięcia się dróg obowiązują ustawione wcześniej znaki zakazu. Dziecko do lat 10 jadące na rowerze jest pieszym, o ile jest pod opieką rodziców, a ma to daleko idące konsekwencje. Przepisów, które mogą wydawać się dziwne albo niejasno podane, ewentualnie ukryte w gąszczu niezrozumiałych akapitów zawartych w Kodeksie drogowym jest wiele, a oto subiektywny wybór dziesięciu z nich.

Dziecko na rowerze? Czasem tylko pod prąd!

Dziecko na rowerze to... pieszy Foto: 123RF
Dziecko na rowerze to... pieszy

Zgodnie z Kodeksem drogowym dziecko do lat 10 jadące na rowerze pod opieką osoby dorosłej jest pieszym, co ma szereg konsekwencji, m.in. ma ono prawo jechać po chodniku – i to ma sens. W strefie zamieszkania dziecko na rowerze ma pierwszeństwo przed pojazdami (będąc od opieką rodziców) – i też można przyjąć, że jest to OK. To samo dziecko na rowerze, poza wyjątkowymi sytuacjami, nie ma prawa korzystać z drogi dla rowerów. A jak ma poruszać się dziecko pod opieką rodzica na rowerze po szosie, gdzie nie ma chodnika i drogi dla rowerów? Otóż „pieszy idący po poboczu lub jezdni jest obowiązany iść lewą stroną drogi” – w tym przypadku ma on jechać lewą stroną drogi, czyli pod prąd. Dziwne i niebezpieczne – prawda? Wiedzieliście?

Skrzyżowanie z drogą wewnętrzną to nie skrzyżowanie

Droga wewnętrzna Foto: Auto Świat
Droga wewnętrzna

Skrzyżowanie to – zgodnie z prawem o ruchu drogowym – „przecięcie się na jednym poziomie dróg mających jezdnię, ich połączenie lub rozwidlenie (…). Określenie to nie dotyczy przecięcia, połączenia lub rozwidlenia drogi twardej (…) z drogą wewnętrzną. W czym problem? W tym, że wiele znaków drogowych – np. zakaz zatrzymywania się – obowiązuje do najbliższego skrzyżowania. Jadąc po niektórych osiedlach i mijając przecięcia dróg przypominających „zwykłe” skrzyżowania, warto zachować czujność – tablice informujące, że właśnie mijamy „skrzyżowanie” z drogą wewnętrzną, umieszczone są pod takim kątem, że zza kierownicy łatwo ich nie zauważyć. Straże gminne w niektórych miejscach tylko na to czekają: mijasz połączenie swojej drogi z drogą wewnętrzną, myślisz, że to zwykłe skrzyżowanie i zakaz zatrzymywania przestał obowiązywać, wracasz – a tu blokada na kole. Ich zbójeckie prawo! Przy okazji warto pamiętać, że wyjeżdżając z drogi wewnętrznej na drogę publiczną, włączamy się do ruchu, a zatem musimy ustąpić pierwszeństwa pojazdom i osobom, które się na niej znajdują.

Parkowanie na chodniku – tylko dla wybranych!

NIeprawidłowe parkowanie – blokady straży miejskiej Foto: Auto Świat
NIeprawidłowe parkowanie – blokady straży miejskiej

I dalej:

Z polskiego na nasze: samochód (pojazd) inny niż osobowy (np. mały furgon) może wjechać na chodnik tylko przednimi kołami lub kołami jednego boku i tylko wtedy, gdy jego dmc (dopuszczalna masa całkowita) jest niższa niż 2,5 tony. Samochód osobowy może wjechać na chodnik czterema kołami, ale też tylko w sytuacji, gdy jego dmc nie przekracza 2,5 tony. Przepis jest... niedzisiejszy, gdyż coraz więcej samochodów – głównie SUV–ów i większych aut hybrydowych oraz elektrycznych – ma dmc wykraczające poza limit 2,5 tony. W rezultacie, jeśli macie np. Volvo XC60 w wersji hybrydowej, nie możecie wjechać na chodnik nawet jednym kołem – jak wrócicie, na kole może już być blokada! Najdziwniejsze jest jednak rozróżnienie na samochód osobowy i inny pojazd (np. ciężarowy): choć mogą wyglądać podobnie i mieć identyczną masę, to obowiązują je inne reguły parkowania na chodniku.

Wyprzedzasz we mgle? Masz trąbić!

Na jakich światłach jeździmy we mgle? Foto: ACZ / Auto Świat
Na jakich światłach jeździmy we mgle?

Wyprzedzalibyście w takiej mgle, że ktoś mógłby was nie zauważyć? Czy ktoś w ogóle używa klaksonu w czasie wyprzedzania lub omijania? Nie lepiej stosować zasadę: „nie widzę – nie jadę?”

Pieszy na przejściu bez telefonu. Chyba, że...

 Foto: iStock / istock

To nowy przepis, najwyraźniej stworzony po to, aby zadowolić kierowców, których sytuacja względem pieszych na przejściu pogorszyła się – tzn. mają obowiązek ustępować pierwszeństwa pieszemu już w chwili, gdy ten wchodzi na przejście. "Wy macie gorzej, ale oni też" – zdają się mówić autorzy tego przepisu. Jednak jako że piesi to też wyborcy i mogliby się pogniewać, przepis stworzony został w sposób warunkowy: nie możecie korzystać z telefonu, jeśli was rozprasza, ale jeśli was nie rozprasza, to możecie. To najgorszy rodzaj prawa, jakie można sobie wyobrazić: niby jest przepis, ale nie sposób go egzekwować i nie do końca wiadomo, o czym mówi.

Masz zachować odstęp, chyba że...

 Foto: archiwum / Auto Świat

Jest (przyznajmy: bardzo potrzebny) przepis nakazujący na autostradzie i drodze szybkiego ruchu zachować bezpieczny, precyzyjnie określony odstęp od poprzedzających pojazdów. To zasada "minimalny odstęp = pół licznika", czyli jedziesz 100 km/h – masz zachować odstęp 50 m; jedziesz 140 km/h – minimalny odstęp to 70 m. Do tego momentu wszystko jest jasne, jednak dalszy ciąg nowego artykułu w Kodeksie drogowym mówi: "Przepisu tego nie stosuje się podczas manewru wyprzedzania.". Czyli konkretnie: w jakiej sytuacji? Byłoby dobrze, gdyby autorzy przepisu jakoś to zwizualizowali, miała nawet w swoim czasie wyjaśnić to kierowcom Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, ale jakoś nie wyszło. I wyszło, że każdy złapany na "nietrzymaniu" odstępu może powiedzieć: "ale ja wyprzedzałem".

Obowiązkowa kontrola liczników. Kiedy przez czyjś błąd trafisz do aresztu?

Kontrola policyjna Foto: Tomasz Okurowski / Auto Świat
Kontrola policyjna

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Od stycznia 2020 r. policjanci mają obowiązek sprawdzania stanu liczników samochodów podczas kontroli drogowej z wyjątkiem sytuacji, gdy trwa akcja związana z przesiewowym badaniem trzeźwości – wtedy jest to czynność opcjonalna. Niestety, pojawiają się błędne wpisy wpędzające kierowców w kłopoty, a skuteczność surowych regulacji i częstych kontroli jest znikoma.

Tymczasem nie trzeba zaglądać w licznik, by stwierdzić przekręt – wystarczy, że system (baza CEP) sam zauważy zmianę (cofnięcie licznika) przy kolejnym przeglądzie – nie wystarczy w takiej sytuacji wezwać właściciela do złożenia wyjaśnień?

Parkowanie w kierunku zgodnym z kierunkiem jazdy

Pomijając już nawet kwestię zasadności tego przepisu, nie ma czegoś takiego jak definicja „małego ruchu”. Czy chodzi o dwa samochody na godzinę czy dwa na minutę? A co jeśli – zdaniem policjanta – w danym miejscu ruch „nie jest mały”, a zdaniem kierowcy – „jest mały”? Jak ma podejść do tego sąd, gdyby musiał się z takim przypadkiem zmierzyć?

Do kiedy obowiązuje ograniczenie prędkości?

Kiedy się kończy ograniczenie prędkości? Foto: Auto Świat
Kiedy się kończy ograniczenie prędkości?

Czy wiecie, że jeśli znak zakazu (np. ograniczenie prędkości do 40 km/h) umieszczony jest pod tabliczką, która mówi o początku obszaru zabudowanego (znak D-42) to obowiązuje on (ograniczenie prędkości) na całym tym obszarze zabudowanym? Wiecie. Ale przepis rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych wprowadza wątpliwość, która może wydawać się niezrozumiała:

Znak E18-a to zielona tabliczka z przekreśloną nazwą miejscowości – czyli mówi, że wyjeżdżamy z niej. Przepis jednak mówi, że znak zakazu obowiązuje do znaku D-43 (koniec obszaru zabudowanego) lub E18a (koniec miejscowości). No to do którego momentu obowiązuje – tego czy tego? Koniec miejscowości nie oznacza końca obszaru zabudowanego (choć kiedyś tak było) – no tak czy nie?

Zatrzymanie prawa jazdy bez możliwości odwołania się

Prawo jazdy Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat
Prawo jazdy

Kierowcy rutynowo tracą prawo jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h. I wydaje się to w porządku – w końcu nie ma litości dla piratów drogowych! Tyle że konstrukcja przepisów nie pozwala kierowcy na jakąkolwiek sensowną obronę przed pomyłką czy błędem funkcjonariusza. Prawo jazdy jest zatrzymywane nawet, jeśli kierowca nie przyjmie mandatu, argumentując, że zmierzono prędkość kogo innego albo nawet gdy ma dowód na nieprawidłowy pomiar (np. nagranie wideorejestratora). Możliwości odwołania od decyzji funkcjonariusza (formalnie: starosty) właściwie nie ma, bo prawo jazdy zatrzymywane jest przez starostę w procedurze administracyjnej. W takiej sytuacji sąd nie sprawdza, czy pomiar był prawidłowy, a jedynie to, czy prawo jazdy zatrzymano zgodnie z procedurą. I jeszcze jedno: każde urządzenie pomiarowe ma swoją tolerancję, margines błędu, zwykle przy 100 km/h nie mniej niż 3 km/h. Przepisy nie biorą pod uwagę dokładności urządzeń pomiarowych.