• Samochód osobowy może wjechać na chodnik czterema kołami, ale też tylko w sytuacji, gdy jego dmc nie przekracza 2,5 tony
  • Zderzenie dwóch pieszych, nawet jeśli jeden jedzie z prędkością 30 km/h, to nie wypadek, a zatem osoba poważnie ranna nie obciąża i tak rozdętej statystyki ofiar wypadków drogowych
  • Każde urządzenie pomiarowe ma swoją tolerancję, margines błędu, zwykle przy 100 km/h nie mniej niż 3 km/h. Przepisy nie biorą pod uwagę dokładności urządzeń pomiarowych

Pieszym jest i dziecko jadące na rowerze, i dorosły jadący na szybkiej elektrycznej hulajnodze. Są miejsca, w których małe dziecko na rowerze ma bezwzględne pierwszeństwo przed wszelkimi pojazdami, ale tylko wtedy, gdy jest pod opieką osoby dorosłej. Skrzyżowanie dróg nie zawsze jest skrzyżowaniem z formalnego punktu widzenia, co ma z kolei wpływ na to, czy za miejscem przecięcia się dróg obowiązują ustawione wcześniej znaki zakazu... Przepisów, które są głupie, za trudne, źle podane, po prostu dziwne lub ukryte w gąszczu niezrozumiałych akapitów jest wiele – a oto subiektywny wybór dziesięciu z nich.

Dziecko na rowerze? Tylko pod prąd!

Dziecko na rowerze to... pieszy
Dziecko na rowerze to... pieszy

Zgodnie z Kodeksem drogowym dziecko do lat 10 jadące na rowerze pod opieką osoby dorosłej jest pieszym, co ma szereg konsekwencji, m.in. ma ono prawo jechać po chodniku – i to ma sens. W strefie zamieszkania dziecko na rowerze ma pierwszeństwo przed pojazdami (będąc od opieką rodziców) – i też można przyjąć, że jest to OK. A jak ma poruszać się dziecko na rowerze, jeśli nie ma chodnika? Otóż „pieszy idący po poboczu lub jezdni jest obowiązany iść lewą stroną drogi” – w tym przypadku ma on (ponoć) jechać lewą stroną drogi. Dziwne i niebezpieczne – prawda?I jeszcze jedno: dziecko na rowerze, czy to jadące na rowerze samodzielnie, czy to pod opieką osoby dorosłej – co do zasady nie ma prawa korzystać z drogi dla rowerów. Wiedzieliście?

Skrzyżowanie z drogą wewnętrzną to nie skrzyżowanie

Droga wewnętrzna Foto: Auto Świat
Droga wewnętrzna

Skrzyżowanie to – zgodnie z prawem o ruchu drogowym – „przecięcie się na jednym poziomie dróg mających jezdnię, ich połączenie lub rozwidlenie (…). Określenie to nie dotyczy przecięcia, połączenia lub rozwidlenia drogi twardej (…) z drogą wewnętrzną. W czym problem? W tym, że wiele znaków drogowych – np. zakaz zatrzymywania się – obowiązuje do najbliższego skrzyżowania. Jadąc po niektórych osiedlach i mijając przecięcia dróg przypominających „zwykłe” skrzyżowania, warto zachować czujność – tablice informujące, że właśnie mijamy „skrzyżowanie” z drogą wewnętrzną, umieszczone są pod takim kątem, że zza kierownicy łatwo ich nie zauważyć. Straże gminne w niektórych miejscach tylko na to czekają: mijasz połączenie swojej drogi z drogą wewnętrzną, myślisz, że to zwykłe skrzyżowanie i zakaz zatrzymywania przestał obowiązywać, wracasz – a tu blokada na kole. Ich zbójeckie prawo! Przy okazji warto pamiętać, że wyjeżdżając z drogi wewnętrznej na drogę publiczną, włączamy się do ruchu, a zatem musimy ustąpić pierwszeństwa pojazdom i osobom, które się na niej znajdują.

Parkowanie na chodniku – tylko dla aut do 2,5 tony

NIeprawidłowe parkowanie – blokady straży miejskiej Foto: Auto Świat
NIeprawidłowe parkowanie – blokady straży miejskiej

I dalej:

Z polskiego na nasze: samochód (pojazd) inny niż osobowy (np. mały furgon) może wjechać na chodnik tylko przednimi kołami lub kołami jednego boku i tylko wtedy, gdy jego dmc (dopuszczalna masa całkowita) jest niższa niż 2,5 tony. Samochód osobowy może wjechać na chodnik czterema kołami, ale też tylko w sytuacji, gdy jego dmc nie przekracza 2,5 tony. Przepis jest... niedzisiejszy, gdyż coraz więcej samochodów – głównie SUV–ów i większych aut hybrydowych oraz elektrycznych – ma dmc wykraczające poza limit 2,5 tony. W rezultacie, jeśli macie np. Volvo XC60 w wersji hybrydowej, nie możecie wjechać na chodnik nawet jednym kołem – jak wrócicie, na kole może już być blokada!

Wyprzedzasz we mgle? Masz trąbić!

Na jakich światłach jeździmy we mgle? Foto: ACZ / Auto Świat
Na jakich światłach jeździmy we mgle?

Wyprzedzalibyście w takiej mgle, że ktoś mógłby was nie zauważyć? Czy ktoś w ogóle używa klaksonu w czasie wyprzedzania lub omijania? Nie lepiej stosować zasadę: „nie widzę – nie jadę?”

Człowiek na hulajnodze to pieszy

Dwóch pieszych na hulajnogach – hulajnoga to nie pojazd? Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat
Dwóch pieszych na hulajnogach – hulajnoga to nie pojazd?

To nie tyle przepis, ile twórcza interpretacja obowiązujących przepisów czy – jak kto woli – braku odpowiednich przepisów. Autorstwo pomysłu „hulajnoga elektryczna to pieszy” można przypisać Ministerstwu Infrastruktury, które stwierdziło, że skoro ani Kodeks drogowy ani inne przepisy nie definiują takiego pojazdu jak hulajnoga elektryczna, to znaczy, że taki pojazd nie istnieje. Skoro nie istnieje, to jego użytkownik – osoba dwunożna podróżująca w pozycji wyprostowanej – jest pieszym. Proste? Głównym użytkownikiem i propagatorem tej karkołomnej (dosłownie!) tezy stała się polska policja, której funkcjonariusze postanowili karać mandatami pieszych rozjechanych przez osoby podróżujące chodnikami przy użyciu pojazdów (bo na zdrowy rozum to przecież pojazdy) poruszających się najczęściej z prędkością 25-30 km/h. W ostatnim sezonie rowerowo-hulajnogowym – jeśli wierzyć pracownikom SOR–ów – ofiar rzeczywiście nie brakowało, ale ile tych ofiar było, nikt nie wie, nikt nie liczy. Służby mają zresztą w utrzymaniu tego stanu rzeczy interes: zderzenie dwóch pieszych, nawet jeśli jeden jedzie z prędkością 30 km/h, to nie wypadek, a zatem osoba poważnie ranna nie obciąża i tak rozdętej statystyki ofiar wypadków drogowych.

Nocą jeździmy szybciej

Jazda nocą – w terenie zabudowanym szybciej niż w dzień Foto: Philips
Jazda nocą – w terenie zabudowanym szybciej niż w dzień

Nie tylko w kwestiach ustrojowych polscy prawodawcy lubią chodzić pod prąd, choć uczciwie trzeba przyznać, że ten przepis jest stary, to relikt dawnych czasów. Przepis brzmi następująco:

Czyli: w nocy jeździmy szybciej, co jest wybitnie polską specyfiką. Efektem ubocznym tego stanu rzeczy są tysiące znaków ograniczających prędkość w terenie zabudowanym do 50 km/h. Taki znak oznacza tylko tyle, że w nocy cytowany wyżej przepis nie obowiązuje. Likwidując go, można zlikwidować tysiące niepotrzebnych znaków... Taki zresztą jest deklarowany zamysł rządu – zobaczymy, czy dotrzymają słowa.

Obowiązkowa kontrola liczników. Kiedy przez czyjś błąd trafisz do aresztu?

Kontrola policyjna Foto: Tomasz Okurowski / Auto Świat
Kontrola policyjna

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Od stycznia 2020 policjanci mają obowiązek sprawdzania stanu liczników samochodów podczas kontroli drogowej z wyjątkiem sytuacji, gdy trwa akcja związana z przesiewowym badaniem trzeźwości – wtedy jest to czynność opcjonalna. Policjant musi spisać stan licznika, połączyć się z bazą CEP i upewnić się, że stan licznika nie jest niższy niż spisany przez diagnostę podczas przeglądu. Jeśli policjant nie ma połączenia z bazą CEP, łączy się z dyżurnym, który robi to za niego, jednocześnie obsługując wiele innych zgłoszeń. W efekcie pojawiają się ewidentne błędy jak opisywane w prasie „cofnięcie stanu licznika o milion kilometrów”. Tymczasem wiele aut ma liczniki do 100 tys. km, a najwyżej milion – i potem liczą kilometry od nowa, co niektórym od razu wydaje się przestępstwem uzasadniającym areszt dla kierowcy i odholowanie auta. Wielu właścicieli zmienia liczniki z powodu awarii, wreszcie – diagności też się mylą. Po stwierdzeniu podejrzenia cofnięcia licznika podejrzanego o przestępstwo (kierowcę) trzeba zatrzymać i przesłuchać, a samochód odholować na parking depozytowy i zamówić oględziny rzeczoznawcy – oczywiście na koszt Skarbu Państwa. Już wiadomo, że koszty są zbyt duże i z „trzepania liczników” trzeba będzie się jakoś wycofać. Policjanci niektórych jednostek, które zaznały kłopotów z licznikami, już mają sposób: wszystkie kontrole drogowe wykonywane są teraz w ramach „przesiewowego badania trzeźwości”, przy okazji można dostać mandat za coś innego.

Tymczasem nie trzeba zaglądać w licznik, by stwierdzić przekręt – wystarczy, że system (baza CEP) sam zauważy zmianę (cofnięcie licznika) przy kolejnym przeglądzie – nie wystarczy w takiej sytuacji wezwać właściciela?

Parkowanie w kierunku zgodnym z kierunkiem jazdy

Pomijając już nawet kwestię zasadności tego przepisu, nie ma czegoś takiego jak definicja „małego ruchu”. Czy chodzi o dwa samochody na godzinę czy dwa na minutę? A co jeśli – zdaniem policjanta – w danym miejscu ruch „nie jest mały”, a zdaniem kierowcy – „jest mały”? Jak ma podejść do tego sąd, gdyby musiał się z takim przypadkiem zmierzyć?

Do kiedy obowiązuje ograniczenie prędkości?

Kiedy się kończy ograniczenie prędkości? Foto: Auto Świat
Kiedy się kończy ograniczenie prędkości?

Czy wiecie, że jeśli znak zakazu (np. ograniczenie prędkości do 40 km/h) umieszczony jest pod tabliczką, która mówi o początku obszaru zabudowanego (znak D-42) to obowiązuje on (ograniczenie prędkości) na całym tym obszarze zabudowanym? Wiecie. Ale przepis rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych wprowadza wątpliwość, która może wydawać się niezrozumiała:

Znak E18-a to zielona tabliczka z przekreśloną nazwą miejscowości – czyli mówi, że wyjeżdżamy z niej. Przepis jednak mówi, że znak zakazu obowiązuje do znaku D-43 (koniec obszaru zabudowanego) lub E18a (koniec miejscowości). No to do którego momentu obowiązuje – tego czy tego? Koniec miejscowości nie oznacza końca obszaru zabudowanego (choć kiedyś tak było) – no tak czy nie?

Zatrzymanie prawa jazdy bez możliwości odwołania się

Prawo jazdy Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat
Prawo jazdy

Kierowcy rutynowo tracą prawo jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h. I wydaje się to w porządku – w końcu nie ma litości dla piratów drogowych! Tyle że konstrukcja przepisów nie pozwala kierowcy na jakąkolwiek sensowną obronę przed pomyłką czy błędem funkcjonariusza. Prawo jazdy jest zatrzymywane nawet, jeśli kierowca nie przyjmie mandatu, argumentując, że zmierzono prędkość kogo innego albo nawet gdy ma dowód na nieprawidłowy pomiar (np. nagranie wideorejestratora). Możliwości odwołania od decyzji funkcjonariusza (formalnie: starosty) właściwie nie ma, bo prawo jazdy zatrzymywane jest przez starostę w procedurze administracyjnej. W takiej sytuacji sąd nie sprawdza, czy pomiar był prawidłowy, a jedynie to, czy prawo jazdy zatrzymano zgodnie z procedurą. I jeszcze jedno: każde urządzenie pomiarowe ma swoją tolerancję, margines błędu, zwykle przy 100 km/h nie mniej niż 3 km/h. Przepisy nie biorą pod uwagę dokładności urządzeń pomiarowych.