Oświetlenie zewnętrzne samochodu powinno służyć zarówno kierowcy, jak i jego otoczeniu. Reflektory pozwalają widzieć drogę, a jednocześnie – razem z lampami tylnymi lub też obrysowymi – być na tej drodze widzianym. Kierunkowskazy i światła hamowania mają dodatkowo sygnalizować innym zamiaray kierowcy, a więc ostrzegać i informować.

Powyższe reguły brzmią może banalnie, ale to wcale nie przeszkadza znaczącej części kierowców w używaniu oświetlenia w nieodpowiedni sposób. Taki, który albo przynosi dezinformację, albo oślepia innych uczestników ruchu. Oto kilka przykładów – tak prostych, że naprawdę nie sposób ich nie zapamiętać.

Pierwszy przykład dotyczy dezinformacji. Wyobraź sobie, że oczekujesz na wyjazd z drogi podporządkowanej na drogę główną. Z Twojej lewej strony nadjeżdża inny samochód z włączonym prawym kierunkowskazem. Ufając mu, powinieneś – lub powinnaś – ruszyć i wyjechać na poprzeczną drogę. Ale stosujesz zasadę ograniczonego zaufania i postanawiasz jeszcze poczekać, aby upewnić się, że nadjeżdżające auto rzeczywiście skręci w uliczkę, z której Ty zamierzasz wyjechać.

Niestety, jego kierowca – mimo włączonego prawego kierunkowskazu – jedzie dalej prosto. W końcu jednak skręca w prawo, ale dopiero na oddalonym o 50 metrów skrzyżowaniu. Popełnił prosty, ale bardzo niebezpieczny błąd, włączając prawy kierunkowskaz jeszcze zanim minął ostatnią możliwość skrętu przed miejscem, gdzie naprawdę zamierzał skręcić.

Dlatego pamiętaj: jeżeli jedziesz prosto i zamierzasz skręcić np. w prawo na stację benzynową, to włącz kierunkowskaz dopiero po minięciu ostatniej możliwości skrętu przed wjazdem na tę stację benzynową. A jeżeli masz wątpliwości, czy tak późna sygnalizacja zamiaru skrętu nie zaskoczy innych uczestników ruchu, to odpowiednio zmniejsz prędkość jazdy.

Drugi przykład: tylne światła przeciwmgielne. Z zasady ich lampy są tak mocne, aby zapewnić widoczność Twojego pojazdu w warunkach obniżonej przejrzystości powietrza, kiedy standardowe światła pozycyjne byłyby za słabe. Skoro tak, to oczywiste jest, że gdy mgła zniknie, to tylne światło przeciwmgłowe stanie się zdecydowanie za mocne. Jeżeli nie lubisz, kiedy w korku kierowca przed Tobą trzyma pół minuty stopę na pedale hamulca i świeci Ci w oczy „stopami” zamiast zaciągnąć hamulec postojowy, to wiedz, że Twoje tylne światła przeciwmgielne mają zwykle identyczną moc i właśnie tak świecą w oczy, kiedy nie ma mgły. Włączaj je więc tylko wtedy, kiedy przejrzystość powietrza jest niska, a wyłączaj, kiedy widoczność ulega poprawie.

Trzeci przykład to przednie światła przeciwmgłowe. Te z kolei świecą w oczy jadącym z przeciwka kierowcom nie podczas mgły, tylko opadów deszczu. Mechanizm jest bardzo prosty: przednie lampy przeciwmgielne mają niewielki zasięg, ale świecą nisko i szeroko. Mokra od deszczu jezdnia działa jak lustro, od którego światło reflektorów przeciwmgłowych odbija się i dalej podąża wprost do oczu kierowców jadących z przeciwnej strony. A oślepiony choćby na moment kierowca może czegoś lub kogoś na drodze nie zauważyć – pieszego, rowerzysty. Dlatego używanie świateł przeciwmgielnych podczas deszczu po zmroku z uzasadnieniem „bo jak pada to gorzej widać” nie jest najlepszym pomysłem.

Natomiast co do tego, że na mokrej jezdni widoczność po zmroku jest gorsza, nie ma najmniejszych wątpliwości. W takich warunkach do oczu kierującego wraca znacznie mniej światła wyemitowanego przez reflektory jego samochodu, niż gdy jezdnia jest sucha. To jednak nie znaczy, że trzeba robić z auta „choinkę” i włączać wszystkie dostępne lampy. Znacznie lepszym pomysłem jest ograniczenie prędkości jazdy.

Na koniec jeszcze cenny cytat ze Słownika Języka Polskiego PWN:

„Światła mogą być przeciwmgielne i przeciwmgłowe – obie formy są poprawne. — Mirosław Bańko, PWN”

Jeżeli macie własne spostrzeżenia lub rady dotyczące używania i nadużywania świateł przeciwmgielnych, piszcie.