Wyprzedaż rocznika 2025 w salonach samochodowych trwa w najlepsze. "Korzyść aż do 16100 zł!", "Obniżki sięgające 32200 zł!", "Tylko teraz aż 20 proc. rabatu!" — to zaledwie trzy frazy wyciągnięte z pierwszych lepszych reklam. Dealerzy prześcigają się w przecenianiu niesprzedanych samochodów, które kurzą się w magazynach. Wyjaśniamy, skąd u nich ta desperacja i czy warto skusić się na jedną z tych (pozornie?) atrakcyjnych ofert.
Jaka była sprzedaż samochodów w Polsce w 2025 r.?
W 2025 r. Polacy kupowali nowe samochody wręcz na wyścigi. Klienci ruszyli do salonów tak tłumnie, że udało im się pobić rekord z 1999 r. W bazie Centralnej Ewidencji Kierowców i Pojazdów (CEPiK) pojawiło się przeszło 667 tys. wpisów dotyczących pierwszej rejestracji pojazdów o dmc do 3,5 t (o 8,3 proc. więcej niż w 2024 r.). Tymczasem w — uznawanym dotychczas za rekordowy — 1999 r. tych rejestracji było nieco ponad 640 tys.
Polscy klienci wykupili wszystko, co tylko było? Ależ skąd! Kierowcy wciąż mają z czego wybierać i jeszcze do tego mogą liczyć na wyjątkowe upusty. Według szacunków platformy sprzedażowej Superauto.pl we wtorek 10 lutego 2026 r. w zapasach dealerów było jeszcze co najmniej 100 tys. (!) samochodów z rocznika 2025. Zaskoczeni? Kolejną ciekawostką jest to, że w styczniu 2026 r. sprzedaż nagle się załamała – zainteresowanie osobówkami spadło aż o 9 proc. względem stycznia 2024 r. Skąd to odwrócenie trendu? To konsekwencja działań dealerów podjętych przed końcem ubiegłego roku.
Plac dilerski przy salonie w podwarszawskich FalentachMariusz Kamiński / Auto Świat
Dlaczego tyle samochodów trafiło na wyprzedaż rocznika 2025?
Gdybyśmy poprzestali na liczbach z bazy CEPiK, moglibyśmy mówić o początku kryzysu na rynku nowych samochodów. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna, bo dynamika sprzedaży nie uległa tak radykalnej zmianie, jak mogłoby się wydawać. Jak to możliwe? Wyjaśnienie kryje się w tym, że statystyki sprzedaży nowych samochodów w rzeczywistości są statystykami rejestracji pojazdów.
Dealerzy nadal sprzedają auta, tyle że często zarejestrowane, a przez to zgłoszone już do urzędu — właśnie pod koniec 2025 r., żeby sztucznie zawyżyć wyniki i zgarnąć od importerów wysokie premie za rekordową sprzedaż. To znana praktyka w branży, ale niewystępująca wcześniej w Polsce w aż takiej skali.
Udział samochodów zarejestrowanych w puli nowych pojazdów z 2025 r. podskoczył do kilkunastu procent, co jest wysokim wskaźnikiem nawet jak na początek roku, kiedy tego typu przypadków jest najwięcej. [...] Tego typu auta mają zwykle nieco większy rabat niż samochody wyprzedażowe bez rejestracji, dlatego klienci chętnie się na nie decydują. Jedynym ich minusem jest fakt, że bieg gwarancji rozpoczął się w chwili rejestracji, czyli na przykład miesiąc lub dwa wcześniej, natomiast jest to zwykle zrekompensowane atrakcyjnym upustem
— tłumaczy Oskar Jedliński, ekspert rynkowy z Superauto.pl.
Jak duży rabat można uzyskać na wyprzedaży rocznika 2025?
Korzyści są ogromne, ale nie można liczyć na astronomiczne obniżki rzędu połowy wartości samochodu. Najczęściej dealerzy udzielają upustów mieszczących się w przedziale 10-20 proc., choć zdarzają się i oferty, w których można zaoszczędzić jeszcze więcej (to jednak pojedyncze przypadki głównie w segmencie droższych aut klasy premium).
Działa tu więc prosty mechanizm — im droższe auto, tym większy rabat kwotowy. Klient kupujący Mercedesa Klasy S zaoszczędzi więcej pieniędzy niż osoba interesująca się Kią Picanto, choć procentowo obniżki będą zbliżone. Co do zasady, największe obniżki udzielane są na trudno sprzedawalne egzemplarze, tj. auta w nietypowym kolorze, z brakami w wyposażeniu (albo przeciwnie — przesadnie drogie z powodu zaznaczonych wszystkich opcji) czy niepolecanymi, słabymi lub paliwożernymi silnikami.
Największe rabaty można dostać, decydując się na rzadko wybierane, trudno sprzedawalne autoVinFast
Standardowy powód wyprzedaży? Potrzeba oczyszczenia magazynów przed dostawą nowych, świeżo wyprodukowanych pojazdów z rocznika 2026. Ta jednak zazwyczaj nie następuje na samym początku roku, dlatego dealerzy przezornie zabezpieczają sobie wcześniej auta na handel w okresie przejściowym. Równolegle klienci mogą zamawiać do produkcji nowe auta, ale na nie żadnego rabatu nie dostaną.
Dealerzy czują presję unijnych przepisów. Pakiet GSR2 wpływa na ceny
W tym sezonie wyprzedażowym doszła jeszcze jedna rzecz, czyli zmieniające się wymogi homologacyjne w Unii Europejskiej w 2026 r. Od 7 lipca 2026 r. wszystkie nowe rejestrowane w UE pojazdy będą musiały być wyposażone w kolejne dwa systemy bezpieczeństwa: ADDW (zaawansowane monitorowanie rozproszenia kierowcy) i AEB (autonomiczne hamowanie awaryjne) z funkcją rozpoznawania pieszych i rowerzystów. To dodatkowo tłumaczy wyjątkowo liczną reprezentację aut z wyprzedaży, które mają już tablice rejestracyjne. Co więcej, dealerom zależy na tym, żeby szybko się ich pozbyć, bo te auta nie tylko zajmują miejsce na placu, ale też generują koszty (ubezpieczenie).
Komunikat z systemu ADDW w aucie. Towarzyszy mu powiadomienie dźwiękoweMaciej Brzeziński / Auto Świat
ADDW i rozszerzony system AEB to faza trzecia tzw. pakietu GSR2 przedstawionego w unijnym rozporządzeniu 2019/2144. Na mocy tego dokumentu nowe auta muszą być stopniowo doposażane w tzw. adasie, czyli zaawansowane systemy wspomagające kierowcę (skrót ADAS pochodzi od ang. Advanced Driver Assistance Systems). To tym przepisom zawdzięczamy już systemy, takie jak: ISA (inteligentny asystent prędkości), ELKS (asystent awaryjnego utrzymania pasa ruchu) czy ESS (migające światła kierunkowskazów podczas awaryjnego hamowania).
Czy warto kupić samochód z wyprzedaży rocznika?
Na pierwszy rzut oka zakup auta z wyprzedaży rocznika to interes życia — często to przecież tak samo nowe auta, tyle że z inną datą produkcji i bez możliwości skonfigurowania ich pod własne potrzeby. To drugie często już nie jest problemem, bo producenci i tak upraszczają gamy wersji i pakietów wyposażenia. Gorzej jest z datą produkcji, co wydaje się nielogiczne, samochód jest bowiem starszy o rok tylko "na papierze".
Fabryka lekkich samochodów dostawczych koncernu StellantisŹródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Na polskim rynku data produkcji ma jednak bardzo duży wpływ na utratę wartości pojazdu. Podczas gdy w wielu zachodnich państwach przy wycenie auta kluczowa jest data pierwszej rejestracji pojazdu, czyli faktycznego początku eksploatacji, w Polsce klient patrzy głównie na rok opuszczenia fabryki. To właśnie temu mechanizmowi zawdzięczamy tak dużo ofert zniżkowych nawet na niezarejestrowane auta. Upusty udzielane przez dealerów mają zrekompensować nagłą utratę wartości, którą samochód zaliczy zaraz po wyjeździe z salonu. Jak dużą? Często nawet 20 proc.!
Trzeba pamiętać o tej pułapce pozornych korzyści, bo zdarza się, że na zakupie tańszego "rocznego" samochodu nic nie zyskacie. A nawet stracicie, jeśli będziecie chcieli go odsprzedać po dwóch lub trzech latach eksploatacji. Na zatarcie różnicy w wartości należy zaczekać około pięciu lat, więc taki zakup ma sens tylko wtedy, kiedy planujecie związać się z autem na dłużej. Wówczas możecie się tylko cieszyć – wyjeżdżacie z salonu tańszą, ale nieużywaną przez nikogo i wciąż pachnącą świeżością "nówką". Teraz jest najlepszy czas na polowanie, bo dealerzy odczuwają presję czasową (zbliża się już przedwiośnie!) i są skłonni do sporych ustępstw. Zwłaszcza ci, którzy mają do sprzedania wspomniany "trudny produkt". Powodzenia w negocjacjach!