Doskonały start na Węgrzech (4. miejsce w Rabakoz Cup za kierownicą Pajero), wyśmienity wynik w Silk Way Rally (również 4. pozycja) – przyznaj się, od dawna trenujesz jazdę autem rajdowym?

Kiedyś, w roku 1993, wystartowałem „małym” Fiatem w Rajdzie Sylwestrowym. Nie przygotowując w żaden sposób ani siebie, ani auta, które stało w garażu przez rok, nie robiąc wcześniej ani jednego kilometra, zająłem drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale moja miłość to motocykle – zostałem przy tym sporcie, byłem wtedy mistrzem świata w enduro, reprezentantem w „sześciodniówce”, później z Jackiem zaczęliśmy jeździć na Dakar. Cały czas jednak marzyłem o tym, żeby wystartować również samochodem. Obserwowałem auta, które mnie fascynowały, prywatnie starałem się jeździć samochodem, który dawał możliwości zjeżdżania z asfaltu lub sprawdzania się w sytuacjach rajdowych na zamkniętych terenach. Dużo tej jazdy nie było, bo przecież byłem pochłonięty startami motocyklem. Jednak jeśli chodzi o treningi w tym roku – nie było ich dużo, samochodem stricte rajdowym (zbliżonym do Hiluxa, jednak znacznie gorszym) przejechałem 350 km. Do takiego zapoznania na poligonie nakłonił mnie Rafał Marton. Ćwiczyłem też jazdę z wykorzystaniem Subaru, w czym pomogli mi członkowie automobilklubów – Polskiego i Rzemieślnika, którzy pozwolili mi jeździć na warszawskim Bemowie i na torze pod Grójcem. W ten sposób przejechałem 300-400 km. W nauce pomógł mi m.in. Tomek Jaskłowski, ekipa Oleksowicza z kolei podpowiedziała, jak zbudować dobre treningowe Subaru. Dzięki temu w krótkim czasie mogłem złapać podstawy szybkiej jazdy autem.

Na ile doświadczenia z jazdy motocyklem pomagają w samochodzie? W końcu to zupełnie inna technika jazdy.

Wiele osób z czołówki cross country zaczynało karierę na motocyklach. Doświadczenie na pewno pomaga odnaleźć się w terenie. Na Węgrzech całe nasze umiejętności przełożyliśmy na samochód. Jacek Czachor perfekcyjnie nawigował, mnie też było łatwiej – wiedziałem, gdzie zwolnić, gdzie przyspieszyć. Trzymaliśmy dobre tempo. Uważam jednak, że jeszcze wiele musimy się nauczyć, i to właśnie rola treningów.

Gdybyś miał porównać start motocyklem i samochodem: co jest łatwiejsze, co trudniejsze?

Motocykl waży 150 kg. Jak ktoś potrafi jeździć w enduro i tylko chce ukończyć rajd, to bierze motor i jest w stanie osiągnąć metę. Wszystko się zmienia, gdy zaczynamy się ścigać. Osiągamy inne prędkości, przychodzą wypadki. Samochód? To jednak ponad półtorej tony – kiedy musimy przejechać przez wydmy, możemy go zakopać i zniszczyć. Trudniej dojechać do mety. To różne dziedziny, ale gdy połączymy umiejętności, wyciągniemy z jazdy motocyklem to, co przydatne w aucie, potrenujemy w terenie i na wydmach, jesteśmy w stanie rywalizować autem. W motocyklu musimy być doskonale przygotowani fizycznie, ale w aucie zmęczenie tak samo może dać o sobie znać – szczególnie teraz na początku, gdy jestem bardziej spięty. W aucie mamy wysoką temperaturę, jeśli zaś dobrze jedziemy motocyklem, to skutecznie chłodzi nas wiatr i jest przyjemniej. W motocyklu walczymy całym ciałem, w aucie szarpią nami pasy, możemy uszkodzić kręgosłup lub skończyć z bolącymi plecami. Na razie wolałbym uniknąć porównań, bo przejechałem tylko jeden długi rajd i zbieram doświadczenia. Na motocyklu pokonałem mnóstwo kilometrów. Podobnie wyglądają sprawy serwisowe – wcześniej również miałem mechaników i nie musiałem się martwić obsługą. W teamie Overdrive wszystko też działa bardzo dobrze.

Obecność partnera w aucie pomaga, czy przez tyle lat stałeś się sportowym „samotnikiem”?

Jacek mi bardzo pomaga. Zawsze wpływał na mnie motywująco. Dostrzega niedociągnięcia i stara się pomóc, kiedy widzi, że np. opadam z sił. Jacek daje mi do zrozumienia, że jadę źle lub za wolno. Czuję się z tym bardzo dobrze.

Jak oceniasz Silk Way: co było najtrudniejsze z perspektywy Twojego startu. Jak oceniasz organizację i potencjał rajdu?

Trudno powiedzieć. Może gdyby organizatorzy zmienili trasę i pojechali do Kazachstanu, możliwości byłyby większe. Od znajomych z Kazachstanu wiem, że jest tam piękna pustynia z wydmami. Myślę, że są jeszcze duże możliwości rozwoju rajdu, żeby zrobić taką imprezę jak Rajd Dakar. Dla mnie najtrudniejsze było, gdy pierwszy raz tym autem wjechałem w krótkie, miękkie wydmy, w których nie chciałem stanąć. To było stresujące. Jacek mówił, że super mi idzie, i cieszył się, bo wtedy dochodziliśmy innych zawodników. Poza tym jechało mi się bardzo dobrze: stepy, duże prędkości – może nie byliśmy najszybsi, ale mieliśmy dobrą nawigację i dobre tempo.

Zmieniając motocykl na samochód, kierowałeś się karierą Peterhansela? Brałeś pod uwagę inne opcje (quady, ciężarówki, rajdy płaskie)?

Na quadzie nie bardzo siebie widzę, na ciężarówkę nawet nie mam prawa jazdy – dlatego nie czułbym się komfortowo w tych dyscyplinach. Do aut zawsze miałem słabość, więc był to raczej naturalny wybór. Przykład kolegów zawodników potwierdza, że to dobra droga.

Prywatnie jeździsz terenówką, pikapem czy może jednak motocyklem?

Mój samochód to Dodge Ram – na pace idealnie mieści się motocykl.

Marek Dąbrowski

Należy do najbardziej utytułowanych polskich motocyklistów. W roku 1993 wchodził w skład ekipy, która w holenderskim Assen zdobyła drużynowe mistrzostwo świata w rajdach enduro. Od roku 2000 z małymi przerwami uczestniczył w Rajdzie Dakar. Mistrz świata FIM (klasa over 450 Rally Production, rok 2008), zdobywca 9. miejsca w Rajdzie Dakar w roku 2003. W obecnym sezonie zamienił motocykl na terenówkę, ekipę tworzy z Jackiem Czachorem. Nowy zespół debiutował za kierownicą Mitsubishi Pajero – w maju, na trasach węgierskiego rajdu Rabakoz Cup, wywalczył 4. miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze w klasie diesel. Silk Way to pierwszy rajd za kierownicą Toyoty Hilux.