Właśnie dlatego na „spokojne” lakiery decyduje się aż 70 procent klientów, a egzemplarze w żywych i wesołych barwach można policzyć na palcach jednej ręki. Dla wybierających kompaktowego Mercedesa ważniejsze niż kolor lakieru okazuje się jednak zupełnie co innego – np. to, że przy późniejszej odsprzedaży samochód niewiele straci na wartości.Czy Mercedes klasy B również jest konserwatywny, tak jak większość jego nabywców? Ani trochę! Auto kryje pod karoserią wiele ciekawych i nowoczesnych rozwiązań. Jednym z nich jest np. zastosowanie podwójnej podłogi, dzięki czemu silnik i skrzynia biegów znajdują się w dużej części pod przedziałem pasażerskim. Umożliwia to lepsze i bardziej efektywne wykorzystanie przestrzeni wewnątrz auta: kierowca siedzi dość wysoko, a pasażerowie mają (jak na ten segment) dużo miejsca. Widoczność we wszystkich kierunkach jest bardzo dobra. Jeśli dodamy do tego spory bagażnik z płaską podłogą, to otrzymamy naprawdę interesujący, zaskakująco przestronny samochód. Również cenowo Mercedes klasy B plasuje się o wiele wyżej niż jego rywale. W momencie rozpoczęcia naszego testu (2006 r.) podstawowa wersja klasy B kosztowała ponad 100 tys. zł. Tyle że w tej specyfikacji auto było (i nadal jest) kompletnie gołe. Dopłaty wymagały nie tylko kurtyny powietrzne czy też „elektryka” tylnych szyb, lecz także radio! Dlatego mało które auto opuszcza salon bez dodatkowego wyposażenia. Nasz egzemplarz również dość bogato doposażyliśmy, co wywindowało cenę do prawie 140 tys. zł. Obecnie nowe auto w wersji podstawowej można kupić za niecałe 88 tys. zł. Wysoka cena rodzi duże oczekiwania. Ale od razu możemy zdradzić, że Mercedes B je spełnił. Wpisy do naszego dziennika pokładowego dowodzą, że testujący docenili przede wszystkim wygodne wnętrze. Najwięcej pochwał zebrały fotele, które nasi testujący zgodnie opisali jako „idealnie dopasowane”. Podobało nam się także przyjemne poczucie przestronności oraz dobra widoczność („Wreszcie samochód z doskonałą widocznością we wszystkich kierunkach”).Już po pierwszych kilometrach mogliśmy z zadowoleniem stwierdzić, że Mercedes B jest bardzo łatwy w obsłudze. Dotyczy to zarówno wzorowej ergonomii, jak i lekko pracującej skrzyni biegów. To zapewne w tym tkwi tajemnica powodzenia, jakim to auto cieszy się wśród starszych klientów. Z pewnością zwrócą na nie uwagę także i młodsi kierowcy, dla których będzie to świetny pojazd rodzinny. Jeden z naszych testujących dobrze wspomina długą wyprawę, na którą wybrał się wraz z żoną i dwoma córkami: „Prawdziwy Mercedes. Podróż nie była męcząca mimo czterech osób, dużej liczby walizek, toreb i zabawek na pokładzie”. Wnętrze klasy B zaprojektowano według systemu znanego i sprawdzonego w klasie A. Złożenie tylnej kanapy – a nawet jej demontaż – odbywa się wprost błyskawicznie. Teoretycznie można zmienić Mercedesa klasy B w prawdziwego „dostawczaka” już podczas kilkunastosekundowego postoju na czerwonym świetle! Tak sprawnie nie można tego zrobić w żadnym aucie konkurencji.Mało który kompakt jest też tak twardy, jak klasa B. Wygląda na to, że Mercedes dosłownie potraktował określenie „Sports Tourer” i zestroił zawieszenie naprawdę sztywno. Nasi testujący jednomyślnie określili układ jezdny mianem mało komfortowego. Cały czas zachodziliśmy w głowę, czym kierował się Mercedes, stosując w tym modelu tak twarde zawieszenie. Przecież zupełnie nie pasuje ono do rodzinnego charakteru auta. Mało precyzyjny układ kierowniczy też raczej nie zachęca do sportowej jazdy.Za to jeśli chodzi o solidne wykończenie wnętrza, to Mercedes jest klasą dla siebie. Nawet po 100 tys. km materiały wyglądały prawie jak nowe. Akurat na potwierdzenie tego faktu jeden z naszych testujących zanotował pod koniec próby: „Fotele i tapicerka wyglądają zadziwiająco świeżo”. Natomiast już na pierwszych kilometrach dało się zauważyć jedną z nielicznych, lecz chyba najpoważniejszą wadę klasy B. Chodzi o 109-konny, wysokoprężny silnik CDI –dość ospały, a na dodatek charakteryzujący się niezbyt wysoką kulturą pracy. Motor robi wiele hałasu o nic: w dolnym zakresie obrotów ma wyczuwalną turbodziurę, a później szybko dostaje zadyszki. Fakt ten potwierdzają liczne wpisy, np.: „Auto jest zbyt ciężkie jak na tę moc. Dynamiczna jazda oznacza niestety konieczność częstej zmiany przełożeń i powoduje znaczny wzrost zużycia paliwa”. To prawda, bowiem średnie spalanie na dystansie 100 tys. km było dość duże: wyniosło 7,7 l/100 km. Większość nowoczesnych silników Diesla ma ponadto nieco wyższe moment obrotowy i moc, niż podaje ich producent, ale w przypadku naszego Mercedesa końcowy pomiar na hamowni wykazał moc o jeden KM mniejszą od fabrycznej. Jest to jednak niedobór mieszczący się w normie.O ile w kwestii napędu Mercedes B nie wyznacza nowych standardów, o tyle prawie mu się to udało, jeśli chodzi o bezawaryjność. Jeżeli już coś się psuło, to były to głównie drobne usterki elektroniki. Przy przebiegu 65 733 km posłuszeństwa odmówił nawiew, który można było uruchomić tylko na najwyższym, piątym biegu. Niecałe 30 tys. km później zaświeciła się kontrolka systemu ESP. Jak się później okazało, usterka była związana z awarią wyłącznika świateł stopu. Jednak to właśnie te dwie dość denerwujące drobnostki zdecydowały, że kompaktowy Mercedes nie zajął wyższej pozycji w naszym rankingu, ale ostatecznie zakończył test na bardzo dobrym 10. miejscu. Szkoda, ponieważ wszyscy w redakcji – zarówno młodsi, jak i starsi – bardzo polubili to auto. Nie należy zapominać też o tym, że obecna klasa B okazała się świetnym jakościowo samochodem. Dotyczy to zarówno materiałów, jak i poziomu wykonania. Końcowy demontaż nie wykazał praktycznie żadnego zużycia jednostki napędowej ani skrzyni biegów. Tłoki, cylindry, łożyska, elementy ruchome – wszystko przetrwało nasz długodystansowy test w doskonałym stanie. Również koła zębate w skrzyni biegów nie miały nawet najmniejszych śladów zużycia. Nasz „maratończyk” jest tak świeży, jakby dopiero co wyjechał z fabryki.Podsumowanie- Nadal w dobrej formieOkazuje się, że klasa B ujawnia na nowo te cechy Mercedesa, za które był zawsze ceniony. Mowa oczywiście o dobrej jakości wykonania. W naszym teście samochód zajął wysoką 10. pozycję. Auto zawsze było gotowe do jazdy, a o nieco niższej lokacie zadecydowały jedynie dwie „wpadki” elektroniki. I tu od razu trzeba zaznaczyć, że nie były to problemy z natury tych megakłopotliwych, z którymi dzisiejsze samochody często zmagają się bezskutecznie. Nasz „maratończyk” rokuje na przyszłość. To dobry zwiastun, tym bardziej że w ostatnich latach z jakością Mercedesa bywało bardzo różnie.Marcin Matus