• Nie popadajmy w panikę – co prawda samochodów nie ma dużo i mają wysokie ceny, ale nie oznacza to, że mamy kupować kota w worku!
  • Rosnące ceny aut używanych to efekt wielu czynników, taniej raczej nie będzie 
  • Używane droższe niż nowe? I tak się zdarza – jak za dawnych czasów

Chyba nikt się nie spodziewał, że przyjdzie nam kupować samochody (i nowe, i używane) w tak niecodziennych, wręcz dziwnych okolicznościach. Najpierw pandemia, potem zawirowania na rynku półprzewodników i poważne ograniczenia w dostępności nowych aut. Teraz szalejąca inflacja, wojna w Ukrainie oraz zmiany wynikające z promowania elektromobilności. Co jeszcze nas czeka? Lepiej nie myśleć, bo na razie nie jesteśmy w stanie z całą pewnością stwierdzić, jak zachowa się rynek i co wydarzy się w najbliższych latach, czy nawet miesiącach – a przecież powinniśmy brać pod uwagę takie zmiany, bo samochód kupujemy na lata i chcemy przynajmniej założyć, jaką będzie miał wartość po przewidywanym okresie eksploatacji.

Ponieważ nie jesteśmy w stanie rozwiać wszystkich wątpliwości, postaramy się omówić przynajmniej część z nich. Najważniejszą informacją ostatnich dni jest przyjęcie przez Parlament Europejski planu wprowadzenia zerowej emisji dla samochodów sprzedawanych w UE po 2035 r. Choć data wydaje się odległa, to jednak 13 lat wbrew pozorom nadejdzie szybciej, niż nam się wydaje. Pamiętajmy jednak, że obostrzenie dotyczy wyłącznie nowych aut, więc nie musi bezpośrednio ani natychmiast wpłynąć na rynek pojazdów używanych. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że wobec braku "spalinowej konkurencji" ze strony salonów ceny wyraźnie wzrosną. Po drodze czekają nas – i to znacznie wcześniej – inne regulacje prawne.

Kupując auto używane, trzeba się zmierzyć z wysokimi cenami. To efekt wszystkich wymienionych wcześniej czynników: inflacji, braku nowych aut i rosnącego zainteresowania używanymi (również w Europie Zachodniej). Dochodzi do paradoksalnych sytuacji – znajomy, który w ubiegłym roku kupił vana Toyoty, otrzymał zapytanie z salonu, czy nie odsprzedałby go z powrotem w tej samej cenie. Z kolei diler Škody zaproponował, że odkupi Superba (również rocznego) za… 30 000 zł więcej, niż widniało na rachunku! Obaj kierowcy odmówili, bo auta są im potrzebne.

Roczne czy paroletnie auta znalazły się też na celowniku firm, które dotychczas zainteresowane były nowymi samochodami. Po prostu oni nie mogą czekać albo nie chcą pozwolić sobie na dalszą eksploatację wysłużonego parku – w wielu przypadkach chodzi o planowanie wydatków serwisowych (które wraz z narastającym przebiegiem są trudniejsze do oszacowania) oraz o brak odpisów amortyzacyjnych.

Z danych właściciela sieci komisów AAA AUTO wynika, że klienci korporacyjni i biznesowi stanowią w tym roku 18,4 proc., w porównaniu z 14,1 proc. w poprzednim. Wybierają oni głównie młode auta, 78 proc. z nich miało silniki benzynowe. Foto: Przemek Wąworek / Materiały własne
Z danych właściciela sieci komisów AAA AUTO wynika, że klienci korporacyjni i biznesowi stanowią w tym roku 18,4 proc., w porównaniu z 14,1 proc. w poprzednim. Wybierają oni głównie młode auta, 78 proc. z nich miało silniki benzynowe.

Z kolei znajomy prowadzący komis samochodowy opowiada nam o problemach dotykających klientów indywidualnych: Chętnie kupowane są samochody o wartości do 50 tys. zł. Taką gotówką zazwyczaj dysponują amatorzy świeżych aut. W przypadku droższych dotychczas posiłkowano się kredytem, ale obecnie trudniej się go zaciąga i klienci mają mniejszą ochotę do zmierzenia się ze stopami procentowymi. Dlatego najgorzej mają sprzedający mało typowe auta w cenie 60-80 tys. zł, np. vany – nie chcą ich firmy, a osoby prywatne na nie nie stać.

Ceny "używek" rosną w całej Europie

Podaż aut używanych wyraźnie zmniejszyła się w całej Europie, stąd duży spadek liczby aut przywożonych do Polski. Poza tym ciągle ceny podnoszą producenci – żeby kupić nowe kompaktowe kombi, lepiej mieć ponad 100 tys. zł (niedawno taka kwota oznaczała "wypasione", atrakcyjne kompletacje), za mniej oferowane są tylko absolutnie podstawowe wersje. Na dodatek producentom taka strategia odpowiada: produkują mniej, ale biorą więcej, więc i tak mają zyski. Nasza rada: jeśli chcecie lub potrzebujecie kupić auto używane, lepiej zrobić to teraz, bo nic nie wskazuje, że będzie taniej, wręcz przeciwnie. Istotne jest za to podejście do samego zakupu. Mimo sztucznie podkręcanej paniki nie dajmy się zwariować, co by oznaczało np. pominięcie dokładnej kontroli dokumentów lub stanu technicznego. Jeśli sprzedający twierdzi, że szkoda mu czasu na jazdę do warsztatu, bo "i tak ktoś kupi", lepiej odpuścić, choćby auto było atrakcyjne.

Niezmiennie miejscem najlepszym do poszukiwań ofert jest internet – tu raczej nie spodziewamy się zmian, chociaż ogłoszenia są drogie i wielu sprzedających np. tańsze lub mniej typowe auta, które dłużej czekają na klienta, nie decyduje się na duże portale ogłoszeniowe, ale szuka np. forum użytkowników danego modelu lub klubu zrzeszającego miłośników. W takim gronie zazwyczaj ceny są jeszcze wyższe niż w ogłoszeniach, ale i auta lepsze – słabe oferty są szybko wyśmiewane. Obok podstawowych stron z ogłoszeniami (jak OtoMoto.pl, Allegro.pl) tanich aut można szukać na innych portalach (jak OLX.pl, Gratka.pl czy Sprzedajemy.pl) lub wręcz na lokalnych portalach ogłoszeniowych. Ceny ogłoszeń rzeczywiście nie należą do najniższych, np. na OtoMoto wystawienie na 30 dni auta to koszt od 50 do 66 zł (zależy od wartości auta, ale jak widać, różnice nie są aż tak duże).

Czy warto jechać po auto do komisu, czy lepiej szukać ofert od osób prywatnych? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Znakomita większość egzemplarzy pochodzi od handlarzy – albo takich, którzy wyszukują pojedyncze ciekawe oferty i potem je odsprzedają, albo po prostu z komisów. Kupując w komisie (ale bez pominięcia umowy komisowej, co często chętnie wykorzystują punkty, podsuwając do podpisu umowę z właścicielem), jako klienci indywidualni jesteśmy chronieni ustawą konsumencką. Zabezpieczcie więc opis ogłoszenia, gdyż może przydać się w razie ewentualnego sporu, np. w przypadku wykrycia poważnych usterek. Z kolei kupując od osoby prywatnej, mamy większą szansę na niższą cenę (bez marży pośrednika) oraz na lepszy stan – może to być zadbany egzemplarz. Ale ewentualne roszczenia są o wiele mniejsze – sprzedający nie musi się znać na autach.

Wiele osób zainteresowanych autami z rynku wtórnego zadaje nam pytanie: którą wersję wybrać? Niestety, często oczekują (co zrozumiałe) przeciwstawnych cech – ma być oszczędne, trwałe i dynamiczne! Odpowiedź nie jest prosta, gdyż zależy od wielu czynników: wybranego modelu, roczników, pokonywanego dystansu, budżetu, którym dysponujemy itp. W pierwszej dekadzie XXI wieku ogromną popularność zdobyły diesle, ale dopiero z czasem okazało się, że te nowoczesne wówczas konstrukcje mają sporo wad. To w tym czasie powstawały fatalne pod wieloma względami jednostki Volkswagena (słynne 2.0 TDI z pompowtryskiwaczami), Renault (1.5 czy 1.9 dCi), Toyoty (2.0 D-4D), Mercedesa (awarie wtryskiwaczy w 2.1 CDI), BMW (2.0) czy nawet PSA (1.6 HDi w wersji 16V). Obecnie konstrukcje te mają zazwyczaj wiele kilometrów na liczniku, w związku z czym trzeba mieć świadomość ewentualnych wydatków – na regenerację turbiny, wtryskiwaczy, koła dwumasowego, zaworu EGR itp. W stosunku do wartości pojazdu (często poniżej 10 tys. zł) wydatki serwisowe mogą być znaczące. Oczywiście, i w tych latach powstawały dobre diesle (jak chociażby 2.0 HDi/TDCi czy jednostki Hondy), ale i w ich przypadku wydatki mogą być nieuniknione.

Lepszą inwestycją mogą być diesle z ostatnich 10-12 lat. 1.5 dCi doczekał się poprawek, 1.6 HDi otrzymał pakiet zmian (i 8-zaworową głowicę). Za to zmorą okazuje się rozmieszczenie elementów. W wielu konstrukcjach (np. Mercedes 2.1, Opel 1.6) łańcuch rozrządu powędrował na stronę skrzyni biegów, a przy okazji wyszła na jaw jego niezbyt wysoka trwałość. Często stosuje się parę turbin, rozbudowano układy chłodzenia. Oznacza to ciasnotę pod maską i dodatkowe koszty podczas serwisu. Skoro jesteśmy przy naprawach, to trzeba mieć świadomość, że i mechanicy podnieśli stawki – obecnie coraz trudniej znaleźć warsztat z roboczogodziną poniżej 150 zł, a nawet w nieautoryzowanych dochodzi ona do 300 zł. Na szczęście na razie nie widać wyraźnych podwyżek na rynku części zamiennych, chociaż czasem brakuje niektórych elementów.

Również benzynowe jednostki przeszły metamorfozę. Miejsce prostych konstrukcji zajęły oszczędniejsze (przynajmniej podczas spokojnej jazdy) jednostki downsizingowe. Ale wiele z nich jest nieudanych (np. 1.6 VTi czy THP, 1.4 TSI z pierwszych lat produkcji). W wyborze przydaje się znajomość danego modelu.

Wycena ubezpieczeniowa aut używanych – obecnie i w ostatnich latach

O pomoc poprosiliśmy zaprzyjaźnionego agenta, pracującego dla jednej z największych firm ubezpieczeniowych. Chcieliśmy na przykładach zobaczyć, jak zmieniała się wartość aut w ostatnich latach. Wyceny dotyczą konkretnych egzemplarzy, dlatego nie należy ich traktować jako średniej dla danego modelu – mogą zmieniać się w zależności od przebiegu, poziomu wyposażenia czy innych czynników wpływających na wartość (np. dodatkowe wyposażenie). Chodziło nie tyle o wartość danego modelu, co o zmianę jego wyceny w ostatnich latach. W zależności od tego, ile dany model pozostaje "pod opieką" agenta, podajemy zmianę ceny w stosunku tylko do poprzedniego roku lub też do kilku ostatnich lat.

Audi Q5 (2015): auto od nowości miało jednego właściciela, to bogato wyposażony egzemplarz z 2-litrowym dieslem, automatyczną skrzynią i napędem 4x4. Foto: archiwum
Audi Q5 (2015): auto od nowości miało jednego właściciela, to bogato wyposażony egzemplarz z 2-litrowym dieslem, automatyczną skrzynią i napędem 4x4.
Fiat Doblò (2006): ciekawy przypadek, pokazujący, że niektóre modele mogą mieć niedoszacowane wartości i ich ceny rosną skokowo – w ciągu roku osobowe Doblò z prostym benzyniakiem 1.4 8V podrożało o ponad 40 procent! Foto: archiwum
Fiat Doblò (2006): ciekawy przypadek, pokazujący, że niektóre modele mogą mieć niedoszacowane wartości i ich ceny rosną skokowo – w ciągu roku osobowe Doblò z prostym benzyniakiem 1.4 8V podrożało o ponad 40 procent!
Hyundai i30 (2015): wartość kompaktowego Hyundaia z małym dieslem (1.4 CRDi) spadała równomiernie, ale w ostatnim roku, mimo że samochód jest już starszy, wzrosła o kilkanaście procent. Foto: archiwum
Hyundai i30 (2015): wartość kompaktowego Hyundaia z małym dieslem (1.4 CRDi) spadała równomiernie, ale w ostatnim roku, mimo że samochód jest już starszy, wzrosła o kilkanaście procent.
Mazda CX-30 (2020): prawie nowy samochód, więc nie mamy wątpliwości – jego wartość powinna lecieć na łeb na szyję. Tymczasem w trzecim roku samochód stał się bardziej cenny niż w drugim. To wersja benzynowa 2.0 z automatyczną skrzynią i przednim napędem. Uwaga: nowe auto w bazowej wersji można kupić taniej niż to… Foto: archiwum
Mazda CX-30 (2020): prawie nowy samochód, więc nie mamy wątpliwości – jego wartość powinna lecieć na łeb na szyję. Tymczasem w trzecim roku samochód stał się bardziej cenny niż w drugim. To wersja benzynowa 2.0 z automatyczną skrzynią i przednim napędem. Uwaga: nowe auto w bazowej wersji można kupić taniej niż to…
Mercedes S 450 coupe (C217) (2018): klasa superluksusowa – nie dość, że to typoszereg "S", to z nadwoziem coupé, mocnym silnikiem i napędem 4x4! Nie dziwią więc wysokie wyceny używanego egzemplarza. Co prawda, wartość tego konkretnego auta spadła, ale tylko nieznacznie. Foto: archiwum
Mercedes S 450 coupe (C217) (2018): klasa superluksusowa – nie dość, że to typoszereg "S", to z nadwoziem coupé, mocnym silnikiem i napędem 4x4! Nie dziwią więc wysokie wyceny używanego egzemplarza. Co prawda, wartość tego konkretnego auta spadła, ale tylko nieznacznie.
Opel Zafira B (2008): kompaktowy van wart jest kilkanaście tys. zł. Na pewno wpływ na ceny tego modelu mają koszty utrzymania – co prawda, części jest dużo, ale np. wymiana sprzęgła i koła dwumasowego w dieslu to już niemal połowa wartości auta… Foto: archiwum
Opel Zafira B (2008): kompaktowy van wart jest kilkanaście tys. zł. Na pewno wpływ na ceny tego modelu mają koszty utrzymania – co prawda, części jest dużo, ale np. wymiana sprzęgła i koła dwumasowego w dieslu to już niemal połowa wartości auta…
Toyota Prius III (2010): w przypadku tego modelu wartość ubezpieczeniowa jest zaniżona – po prostu Priusy pokonują znacznie wyższe przebiegi niż średnia „książkowa”. Dla auta z 2010 r. 300 tys. km można uznać za… niedużą liczbę, tymczasem według tabelek oznacza to redukcję wartości o blisko 30 proc. w stosunku do wartości początkowej. Foto: archiwum
Toyota Prius III (2010): w przypadku tego modelu wartość ubezpieczeniowa jest zaniżona – po prostu Priusy pokonują znacznie wyższe przebiegi niż średnia „książkowa”. Dla auta z 2010 r. 300 tys. km można uznać za… niedużą liczbę, tymczasem według tabelek oznacza to redukcję wartości o blisko 30 proc. w stosunku do wartości początkowej.

Testujemy rynek, czyli jak sprzedawała się Toyota Auris hybrid z 2017 roku?

Dobry samochód oznacza wysoką cenę, którą warto trzymać. Nasze auto jest bogato wyposażone i ma przebieg 104 tys. km. Samochody są wyceniane coraz wyżej, więc byliśmy ciekawi, jak wyglądają transakcje – czy klienci akceptują wysokie ceny, czy po prostu panuje zastój, a kwoty wywoławcze to tylko "pobożne życzenie" sprzedawców. Trafiła się dobra okazja – kolega miał do sprzedania Toyotę Auris Hybrid z 2017 r. Jak zapewnia, stan samochodu jest wzorowy, można wręcz powiedzieć "salonowy". Cena? Jak na 5-latka wydaje się wysoka – 76,5 tys. zł. Wyszukujemy zatem konkurencyjne ogłoszenia – okazuje się, że auta z tego rocznika wyceniane są nawet na ponad 80 tys. zł! Sprawdzamy więc cennik Aurisa z 2017 r. – kombi kosztowało (zależnie od wyposażenia) od… 88 do 104 tys. zł, czyli można mówić o niemal zerowej utracie wartości! Auris naszego kolegi to topowy Prestige, ale i tak, jak na 5 lat eksploatacji, utrata wartości jest niewielka. Już w dniu publikacji ogłoszenia pojawiły się pierwsze telefony – jeden klient poprosił o datę pierwszej rejestracji, co oznacza, że sprawdza historię w bazie danych CEPiK-u. Kolejny dzwoni i obiecuje, że będzie się zastanawiał – docenia stan, ale to trochę zbyt wysoka kwota na możliwości. W poniedziałek (czyli niecałą dobę po publikacji ogłoszenia) zgłasza się AAA Auto z propozycją odkupu za gotówkę, twierdząc, że wstępnie akceptują naszą cenę (po wizycie okazało się, że oferują 70 tys. zł, potem podnieśli cenę do 72 tys. zł). Na razie jednak samochód trafia do Toyoty, gdzie po dwóch dniach (zdecydowanie za długo, komisy robią to od ręki) przychodzi wycena – ASO gotowe jest zapłacić 69 tys. zł, więc jesteśmy blisko. W międzyczasie jeden dzwoniący klient rezygnuje z zakupu (nie chce czekać, aż auto wróci z ASO), za to pojawiają się kolejni – zmiana właściciela to kwestia 1-2 tygodni.

Dobre auto w rozsądnej (co nie znaczy niskiej!) cenie nietrudno sprzedać. Foto: archiwum
Dobre auto w rozsądnej (co nie znaczy niskiej!) cenie nietrudno sprzedać.

Przepisy i podatki a zakup auta używanego

Do tej pory kupujący samochody interesowali się głównie wysokością ubezpieczenia OC. Wszystko wskazuje jednak na to, że niebawem (a może już teraz?) trzeba brać pod uwagę również inne przepisy. Praktycznie pewny jest już podatek od rejestracji samochodu spalinowego, uzależniony od normy emisji spalin. Takie rozwiązanie ma być gotowe raptem za 2 lata (2024 rok). Najdalej w kolejnym roku mają powstać w największych miastach strefy dla aut niskoemisyjnych. W 2026 r. mają być gotowe przepisy dotyczące pobierania opłaty za użytkowanie aut spalinowych. Nie mamy nic przeciwko promocji elektromobilności, jednak nasz rynek jeszcze nie jest gotowy na takie rozwiązania. Poza tym problemem może być nie sam fakt wprowadzania opłat, lecz ich wysokość (obecnie nieznana, może to być zarówno 200 zł jak i 3000 zł). Jeśli kupujecie auto z myślą o przynajmniej 5-letniej eksploatacji, może to już być istotny czynnik. Nasza rada: jeśli to możliwe, wybierajcie samochody z jak najlepszą normą emisji spalin, dzięki czemu łatwiej będzie przełknąć ewentualne nowe podatki.

Kolejna sprawa to podnoszona coraz częściej sprawa dopłat do elektrycznych aut używanych. Nawet taka dopłata, jak 9 tys. zł (przy założeniu, że auto jest nie starsze niż 4 lata, ma maks. 60 tys. km przebiegu i nie kosztuje więcej niż 125 tys. zł), może przyczynić się do wzrostu zainteresowania takimi modelami, jak Renault Zoe. Jako kompletnie bezsensowne możemy za to określić argumenty, padające czasem ze strony miłośników aut EV, że "elektryka można kupić już za 30 tys. zł". Taka kwota ogranicza ofertę do pojedynczych, mocno przestarzałych egzemplarzy.

Renault Zoe – cena od 49 900 zł. Najtańsze nierozbite Zoe z akumulatorem kosztuje nie 30, lecz 50 tys. zł. I tak bateria ma jedynie 22 kWh pojemności, a dopiero z baterią 41 kWh da się pojechać w trasę. To auto może służyć rodzinie. Foto: archiwum
Renault Zoe – cena od 49 900 zł. Najtańsze nierozbite Zoe z akumulatorem kosztuje nie 30, lecz 50 tys. zł. I tak bateria ma jedynie 22 kWh pojemności, a dopiero z baterią 41 kWh da się pojechać w trasę. To auto może służyć rodzinie.

Sprowadzanie aut używanych z zagranicy

Problemy z dostępnością nowych aut to nie tylko polska "specjalność", mierzy się z nimi cała Europa. Tam również pojawił się problem rosnących cen samochodów oraz ogólnej inflacji – znacznie mniejszej niż u nas, ale jednak i tak w dawno niespotykanym wymiarze. Ma to dla nas istotne znaczenie, bo ciągle to rynek zagraniczny jest głównym dostawcą aut używanych. W Europie maleje podaż wybrakowanych egzemplarzy (ulubionych przez handlarzy), znacząco pogorszył się wybór. Znajomy, który zlecił firmie znalezienie oraz import używanego Aurisa kombi z hybrydowym napędem, czeka na niego już… kilka miesięcy – po prostu trudno znaleźć egzemplarz w rozsądnej cenie. Nie dziwi, że import zmalał o kilkanaście procent. Bardziej martwi nas jednak, że w pogoni za niskimi cenami zainteresowanie handlarzy skupiło się na starszych autach. Udział egzemplarzy w wieku do 4 lat zmalał z 8,8 do 7,9 proc. Samochody w wieku od 4 do 10 lat stanowiły przed rokiem 31,7 proc., obecnie – tylko 28,9 proc. Za to auta starsze niż 10 lat poprawiły notowania o blisko 4 p. procentowe. Co prawda, aż o 73 proc. wzrosło zainteresowanie autami elektrycznymi, zaś o 35 proc. hybrydami, ale w liczbach wzrosty te są mało istotne – mówimy o 6 tys. aut spośród 300 tys.

Od stycznia do końca maja Polacy sprowadzili 305 376 aut – o blisko 50 tys. mniej niż przed rokiem. Są one coraz starsze. Foto: archiwum
Od stycznia do końca maja Polacy sprowadzili 305 376 aut – o blisko 50 tys. mniej niż przed rokiem. Są one coraz starsze.
Volkswagen – liczba sprowadzonych aut: 30 682. Jak przed rokiem, na lawetach najczęściej zobaczyć można było VW, drugie miejsce należało do Opla, zaś kolejne – do Forda, Audi i BMW. Wszystkie te marki spadek dotknął w równym stopniu. Foto: archiwum
Volkswagen – liczba sprowadzonych aut: 30 682. Jak przed rokiem, na lawetach najczęściej zobaczyć można było VW, drugie miejsce należało do Opla, zaś kolejne – do Forda, Audi i BMW. Wszystkie te marki spadek dotknął w równym stopniu.

Jakie auta najłatwiej znaleźć na rynku wtórnym?

Zajrzeliśmy na stronę internetową jednego z największych portali ogłoszeniowych (OtoMoto.pl) – to w internecie szukamy teraz aut używanych. Sprawdziliśmy, jakie dominują układy napędowe, samochody których marek oferowane są w największej liczbie egzemplarzy, jakich roczników jest najwięcej. Odpowiedzi na dwa pierwsze pytania znajdziecie na przedstawionych niżej wykresach. Jeśli chodzi o roczniki, to dobra wiadomość jest taka, że egzemplarze 20-letnie i starsze wcale nie są zbyt popularne – łącznie to nieco ponad 10 tys. aut. Najwięcej samochodów jest z 2018 roku (ponad 14 tys.), natomiast roczniki od 2008 do 2015 gromadzą po około 8,5-9 tys. ofert. Inna sprawa, że choć OtoMoto uzależnia opłatę za ogłoszenie od ceny auta, to i tak tanie pojazdy chętniej wystawiane są np. na OLX (tańsze ogłoszenia).

Struktura marek. Polski rynek wtórny stoi segmentem premium! Pierwsza trójka to BMW, Audi i "ludowy" Volkswagen, Mercedes czai się już za podium, na 6. lokacie. Z jednej strony to często jedyny sposób na realizację marzeń, z drugiej – zaufanie do uznanych producentów. Oczywiście, nie można też bagatelizować trzeciego czynnika – w popularnych markach może być znacznie większa rotacja ogłoszeń (wystawione-sprzedane), zaś w drogich zastój (to samo auto tkwiące miesiącami na liście). Foto: archiwum
Struktura marek. Polski rynek wtórny stoi segmentem premium! Pierwsza trójka to BMW, Audi i "ludowy" Volkswagen, Mercedes czai się już za podium, na 6. lokacie. Z jednej strony to często jedyny sposób na realizację marzeń, z drugiej – zaufanie do uznanych producentów. Oczywiście, nie można też bagatelizować trzeciego czynnika – w popularnych markach może być znacznie większa rotacja ogłoszeń (wystawione-sprzedane), zaś w drogich zastój (to samo auto tkwiące miesiącami na liście).
Struktura układów napędowych. Nie ma zaskoczenia – w ogłoszeniach dominują auta z klasycznymi silnikami benzynowymi (52 proc.) oraz dieslami (42 proc.). Znaczącą większość aut stanowią pojazdy co najmniej kilku- lub kilkunastoletnie, a wtedy dominowały właśnie takie układy napędowe. Może dziwić niski poziom aut z LPG, ale już od wielu lat producenci wprowadzają silniki benzynowe z bezpośrednim wtryskiem, przez co opłacalność stosowania takiego paliwa jest niższa. Mało jest hybryd, ale to głównie dlatego, że dominują tu poszukiwane Toyoty, które długo nie czekają na klienta. Poza tym kupujący na rynku wtórnym cenią niskie koszty napraw (czyli prostotę konstrukcyjną) i z dystansem podchodzą do nowinek. Chcecie auto na wodór? Można wybierać między Toyotą Mirai a… Toyotą Mirai. Auta na CNG nie cieszą się zainteresowaniem, elektryki są albo drogie, albo nieciekawe. Foto: archiwum
Struktura układów napędowych. Nie ma zaskoczenia – w ogłoszeniach dominują auta z klasycznymi silnikami benzynowymi (52 proc.) oraz dieslami (42 proc.). Znaczącą większość aut stanowią pojazdy co najmniej kilku- lub kilkunastoletnie, a wtedy dominowały właśnie takie układy napędowe. Może dziwić niski poziom aut z LPG, ale już od wielu lat producenci wprowadzają silniki benzynowe z bezpośrednim wtryskiem, przez co opłacalność stosowania takiego paliwa jest niższa. Mało jest hybryd, ale to głównie dlatego, że dominują tu poszukiwane Toyoty, które długo nie czekają na klienta. Poza tym kupujący na rynku wtórnym cenią niskie koszty napraw (czyli prostotę konstrukcyjną) i z dystansem podchodzą do nowinek. Chcecie auto na wodór? Można wybierać między Toyotą Mirai a… Toyotą Mirai. Auta na CNG nie cieszą się zainteresowaniem, elektryki są albo drogie, albo nieciekawe.

ASO na poważnie bierze się za auta używane!

Przez lata wielu dilerów deklarowało możliwość odkupu używanego auta, ale głównie w formie bonusu dla tych, którzy chcieli kupić nowy samochód. Traktowane to było z lekkim dystansem, dilerzy mieli łatwiejszy zarobek na nowych autach i serwisie. Obecnie jednak salony (a więc i serwis zajmujący się głównie młodymi autami) mają mniej pracy, więc auta używane traktowane są jako całkiem niezłe źródło dochodu. Auta są aktywnie pozyskiwane i proponowane klientom.

W ostatnim czasie w samej Warszawie powstało kilka punktów przeznaczonych tylko do obsługi takich pojazdów (wiele egzemplarzy eksponowanych jest pod dachem, jak w VW Store czy Inchcape Park, oba na ul. Łopuszańskiej), w kolejnych auta używane stanowią jeden z głównych filarów działalności (np. salon Toyota Bemowo, zajmujący się tylko pojazdami dostawczymi i używanymi). ASO mają kilka znaczących argumentów – przychodzą tu klienci zainteresowani nowymi autami, których często brakuje, a wtedy można im polecić dostępny na miejscu egzemplarz w świetnym stanie i trochę tańszy. Poza tym do ASO mamy większe zaufanie – to duże, dobrze znane punkty, które nie zwiną się po paru tygodniach, jak to bywa z komisami (potem pojawiają się kłopoty np. z odzyskaniem należności).

Całkiem pokaźny wybór (przynajmniej jak na Lexusa). NX z 2020 r. oferowany był za 216 tys. zł. Foto: Przemek Wąworek / Materiały własne
Całkiem pokaźny wybór (przynajmniej jak na Lexusa). NX z 2020 r. oferowany był za 216 tys. zł.
Czas, by używane auta zawitały też w salonach. Tu, w jednym punkcie Warszawy, zgromadzono ich dziesiątki – od starych i nowych BMW po inne marki Foto: Przemek Wąworek / Materiały własne
Czas, by używane auta zawitały też w salonach. Tu, w jednym punkcie Warszawy, zgromadzono ich dziesiątki – od starych i nowych BMW po inne marki

Naszym zdaniem

Kupujący na pewno nie są w komfortowej sytuacji – samochodów jest mało, a ceny wysokie. Młode auta drożeją wraz z nowymi, na starsze popyt podkręcają duże zakupy wyjeżdżające do Ukrainy. Oczywiście, nie zdejmuje to ze sprzedających obowiązków rzetelnego informowania o stanie technicznym – jeśli nie chcą zgodzić się np. na dodatkowe oględziny auta, lepiej z zakupu zrezygnować. Trzeba godzić się na wysokie ceny, ale niech będą adekwatne do stanu samochodu!