Trojaczki przychodzą na świat dość rzadko. Taka sytuacja to dla rodziców wielkie szczęście, ale i niełatwy moment – przecież wychowanie jednego dziecka to już spore wyzwanie, a co dopiero trzech! Ale – jak udowadniają koncern PSA i Toyota – sprawni rodzice poradzą sobie w każdych okolicznościach. Wystarczy tylko rozsądnie podzielić role i… sukces gwarantowany. Japończycy wnieśli więc do „małżeństwa” niezawodną technologię, natomiast Francuzi – doświadczenie w budowaniu małych aut miejskich.

Efekt? Urodzone w czeskim Kolinie w 2005 r. rodzeństwo jako jedyne było w stanie nawiązać walkę z liderem segmentu A, Fiatem Pandą. Ponadto, jak na prawdziwe trojaczki jednojajowe przystało, Citroën C1, Peugeot 107 i Toyota Aygo są do siebie podobne nie tylko z wyglądu, lecz także pod względem charakteru i wysokiej trwałości.

Czy tak samo będzie w ocenie kosztów utrzymania? Cóż, nie od dziś wiadomo, że w głównej mierze zależą one od niezawodności danego auta i cen części zamiennych. A tu „trojaczki” wypadają niemal identycznie – nie może być inaczej, skoro powstają w tej samej fabryce i przy użyciu takich samych podzespołów. Jedyne różnice to: wymiary zewnętrzne (liczone w mm), detale stylistyczne i znaczek producenta. Dlatego też usterkowość omówimy zbiorczo – jeśli jakaś awaria nęka Toyotę, to niemal na pewno pojawi się również we „francuzach” (i na odwrót).

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że... wiele do omawiania nie będzie. „Trojaczki” okazują się bowiem na tyle proste konstrukcyjnie i ubogo wyposażone, że praktycznie nie ma się w nich co popsuć. Większość niedogodności zgłaszanych przez użytkowników dotyczy „kosmetyki”, np. nietrwałych ograniczników drzwi i przeciekających uszczelek. Wilgoć dosyć często dostaje się również pod klosze tylnych lamp. W autach niewyposażonych w zamek centralny powszechną bolączką jest wyrabianie się wkładów. Jedyne znane jak dotąd poważniejsze problemy to utrudnione przełączanie biegów i stosunkowo niska trwałość sprzęgła.

Kłopotów nie powinien za to przysporzyć układ jezdny. Oczywiście, w egzemplarzach z przebiegiem powyżej 100 tys. km konieczna będzie wymiana np. łączników stabilizatora czy gumowo-metalowych elementów lecz i tak o ponadprzeciętnie szybkim zużyciu z pewnością nie ma mowy. Uwaga: krótki rozstaw osi i sprężysto zestrojone zawieszenie mogą spowodować, że kierowcy mający doświadczenie ze stawiającą na komfort motoryzacją francuską mogą być lekko zaskoczeni. Do całości dobrze pasuje silnik benzynowy, zapewniający niezłą dynamikę i niewysokie spalanie (co nie jest takie oczywiste w przypadku małolitrażowych benzyniaków innych producentów) – w mieście zużycie paliwa nie powinno przekroczyć 7 l/100 km, a w trasie 5,5 l/100 km.

Jeszcze mniejszy „apetyt” ma diesel 1.4 HDI/54 KM produkcji PSA: średnio ok. 4,5 l/100 km. Niestety, egzemplarzy z dieslem jest na rynku stosunkowo niewiele, a na dodatek okazują się droższe w naprawach i obsłudze okresowej (pasek rozrządu) od aut z motorem benzynowym. Uwaga: w Polsce diesel dostępny był tylko w Peugeocie (do 2009 r.) i Toyocie.

Jak „trojaczki” wypadają pod względem funkcjonalności? Biorąc pod uwagę ich wymiary (niecałe 3,5 m długości) – całkiem nieźle. Należy pamiętać jednak o tym, że mimo homologacji na cztery osoby mamy do czynienia z typowymi „mieszczuchami”, w których wygodnie będzie tylko kierowcy i pasażerowi siedzącemu obok. Z przodu wygospodarowano dość dużo miejsca, ale przy ocenie przestronności z tyłu „trojaczki” przegrywają m.in. z Pandą. Nie zachwyca również pojemność bagażnika (139 l w Citroënie, 137 l w Peugeocie i 130 l w Aygo), choć po zdemontowaniu tylnej półki zyskamy dodatkowo ok. 60 l.

Pozytywnie wypada ocenić kokpit zaprojektowany przez PSA. Oczywiście, na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z autami niskobudżetowymi, ale goła blacha na drzwiach to już raczej przeżytek i nie występuje ani np. w Fiacie Pandzie, ani w Kii Picanto. Jakość plastików jest adekwatna do ceny zakupu „trojaczków”, jednak nie można się za bardzo przyczepić do jakości spasowania poszczególnych elementów. Wyposażenie? Z reguły ubogie (najlepiej pod tym względem wypada Toyota), ale nierzadko trafiają się egzemplarze z klimatyzacją, centralnym zamkiem i elektrycznymi szybami z przodu (z tyłu wyłącznie uchylane).

Niektórzy użytkownicy narzekają na słabe wyciszenie wnętrza – chodzi tu nie tylko o głośną pracę silników, lecz także m.in. o brak tylnych nadkoli (kamienie obtłukują podwozie) czy też wyraźny szum opon. Warto jednak podkreślić, że mimo filigranowej budowy „trojaczki” całkiem nieźle wypadły w testach zderzeniowych przeprowadzonych przez Euro NCAP (4 gwiazdki). Oprócz designu jedyne różnice między „trojaczkami” dotyczą warunków gwarancji (2 lata we „francuzach” i 3 lata z limitem 100 tys. km w Toyocie), a także kosztów utrzymania – ale tylko jeśli korzystać będziemy z ASO. Ceny usług okazują się bowiem zróżnicowane, choć i tak w każdym przypadku... szokująco wysokie!

Cóż, to prawda, że „trojaczki” rzadko trafiają do serwisów, nie jesteśmy jednak pewni, czy z tego powodu stacje obsługi powinny odbijać sobie straty na Bogu ducha winnych klientach. Od ok. 500 do ok. 850 zł za wymianę oleju z filtrem i wykonanie jazdy próbnej to chyba lekka przesada! Ceny oryginalnych części są stosunkowo wysokie i niemal identyczne, choć zastanawia nas, dlaczego Toyota każe płacić za wahacz o 200 zł więcej niż Francuzi... Oferta zamienników – szeroka. Na rynku wtórnym najtańszy okazuje się Peugeot 107 (od ok. 11 tys. zł), zaś za najdroższe w salonach i najlepiej wyposażone Aygo zapłacimy niewiele więcej: ok. 12 tys. zł. Ceny C1 zaczynają się od ok. 11,5 tys. zł.

Podsumowanie - Jeśli szukacie zwinnego malucha mającego służyć wyłącznie do jazdy po mieście, to zwróćcie uwagę na któreś z „trojaczków”. Owszem, modele produkowane w Kolinie mają ciaśniejszą kabinę, mniejszy kufer i okazują się nieco droższe w zakupie od np. Fiata Pandy z tego samego rocznika, ale również nie sprawią zbyt wielu kłopotów. Ceny nowych aut wyrównują się: na rynku wtórnym „rodzeństwo” wyceniane jest podobnie.