Rajd rozpoczął się uroczystym startem w centrum Stalowej Woli. Na godzinę 19.00 zapowiedziano prolog na stalowowolskich błoniach. Dość równe drogi zachęcały do dynamicznej jazdy, ale drobne nierówności okazały się zdradliwe dla części motocykli i quadów. Obserwowaliśmy przewrotki, a nawet dachowanie, ale większość kierowców pokonywała prolog bez błędów. Niestety spośród załóg samochodowych pełen przejazd zaliczył tylko startujący jako pierwszy Miroslav Zapletal. Gdy na trasie byli jeszcze Włodzimierz Grajek i Erik Korda ten drugi na jednej z “chopek” nie opanował auta i zaliczył dość groźne dachowanie. Załogę przewieziono do szpitala na obserwację (jak się później okazało nic im się nie stało). Ze względu na późną porę odcinek przerwano.

Sobotnie odcinki specjalne liczyły łącznie blisko 180 km. Przebiegały po szutrowych drogach oraz terenach poligonowych. Połączenie kopnego piasku z wysokimi temperaturami zewnętrznymi stanowiło bardzo morderczą mieszankę zarówno dla aut, jak i dla kierowców. Wiele załóg borykało się z przegrzewającymi się silnikami, nierzadko widać było stojące na poboczu auta w których załogi gorączkowo zmieniały koła.

Zapytany o taktykę podczas tego etapu, Adam Małysz mówił o ciągle jeszcze niewystarczającym doświadczeniu, które nie pozwala mu równać się z najlepszymi zawodnikami jeżdżącymi w rajdach od kilkunastu lat. To chyba jednak zbyt duża skromność, skoro po sobotnim etapie znalazł się … na czele polskiej klasyfikacji. Wyżej byli tylko najbardziej utytułowani goście z zagranicy, m.in. Czech Miroslav Zapletal – pierwszy w klasyfikacji.

Ten dzień nie był najszczęśliwszy dla najmłodszego polskiego zespołu – KRD Team z Martinem Kaczmarskim za kierownicą. Już na początku pierwszego odcinka specjalnego złapali oni “kapcia”. Chwilę później okazało się, że w Bowlerze 4.4 popsuło się wspomaganie kierownicy, co na tak długiej trasie oznacza potężne straty i niesamowity wysiłek dla kierowcy. Przygody nie opuściły załogi również podczas drugiego odcinka specjalnego – zbyt szeroko pojechany zakręt, uderzenie w pieniek i kolejna zmiana koła.

Niedziela miała być ostatnim dniem rywalizacji podczas Baja Carpathia Master Race. Zaplanowano rozegranie dwóch odcinków specjalnych o łącznej długości blisko 180 km. Niestety w całości nie odbył się żaden z nich. Podczas pierwszego przejazdu wypadek miał motocyklista – Andrea Brunod. Mimo że pomoc nadjechała szybko, nie udało się go uratować. W obliczu takiej tragedii sportowa rywalizacja schodzi na dalszy plan – odcinek został przerwany a cały rajd zakończył się przedwcześnie.

W tej sytuacji, jako wyniki oficjalne uznane zostały rezultaty po sobotnim etapie. W klasyfikacji generalnej wygrał Miroslav Zapletal, wśród kierowców rywalizujących w mistrzostwach Polski – Adam Małysz.

Baja Carpathia Master Race podzielona była na dwie części. Pierwsza (“Baja Carpathia”) to zmagania licencjonowanych zawodników którzy jadą autami spełniającymi rygorystyczne wymagania światowej organizacji FIA (m.in. grupy T1 i T2). Rajd stanowi eliminację Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych (RMPST), Rajdowego Pucharu Polski Cross-Country, eliminację cyklu FIA CEZ Cross-Country-Trophy a także rundę czempionatów Węgier, Czech i Słowacji. Drugą grupę (nazwaną “Master Race”) stanowią załogi amatorskie, które będą miały nieco krótszą, częściowo zmodyfikowaną trasę.

Martin Kaczmarski: "Sobotę zaczęliśmy od kapcia, potem mieliśmy awarię wspomagania kierownicy, co oczywiście bardzo wpłynęło na efekt końcowy. W samochodzie panowała potężna temperatura, wszystkie elementy były nagrzane do maksimum. Na niektórych partiach terenu musieliśmy zwalniać, bo samochód nie wytrzymywał obciążenia. Trzeba też było uważać na blisko rosnące drzewa, żeby nie uszkodzić auta".

Adam Małysz: "Auto ostatnio zostało ochrzczone w Żaganiu i – odpukać – nie sprawia żadnych kłopotów. Na ostatnich rajdach tempo było lepsze, ale szło w parze z przeróżnymi przygodami. Dzisiaj przynajmniej w lesie jechaliśmy bardzo spokojnie – momentami były bardzo ciasne drzewa, gdzie nasz samochód przejeżdżał niemalże na lusterka, gdzie trzeba było kontrolować tor jazdy. Dlatego tempo może nie było aż tak dobre, ale przynajmniej jechaliśmy płynnie. Piąte miejsce jest bardzo przyzwoite".