No dobra, nie tak samo. Chłodnica jest nachylona pod większym kątem i znajduje się o 40 mm niżej. Szyby boczne są o 26 mm węższe. Zderzak i błotniki to teraz jeden element. Lusterka pochodzą z modelu Mulsanne. Klamka jest teraz w linii przetłoczenia nadwozia. Tylne światła są bardziej kanciaste. Klapa bagażnika i tylne błotniki są z aluminium, a nie ze stali, co pozwoliło zaoszczędzić 63 kg. Auto ma też szerzej rozstawione koła, więc jest szersze, choć długość, wysokość i rozstaw osi pozostały bez zmian. Co za zmiany!

Wewnątrz też się sporo dzieje. W desce rozdzielczej są dodatkowe 3 mm pianki, by było ciszej. Fotele przednie są o 46 mm cieńsze, przez co ci, którzy siedzą z tyłu, mają więcej miejsca na nogi. Pasy bezpieczeństwa nie są już zintegrowanez przednimi fotelami, ale zamontowane na słupku. Konsola centralna ma inne przyciski. Kierownica też wygląda inaczej. Mnóstwo zmian, ale efekt żaden – kto odróżni nowego Continentala GT od starego?

Pod maską wciąż pracuje silnik 6,0 W12 o mocy 575 KM, który rozpędza auto do setki w 4,6 s i maksymalnie do 318 km/h. W przyszłym roku pojawi się także silnik 4,0 V8. Moc przenoszona jest na cztery koła za pomocą 6-biegowego automatu. Czas na zmianę biegu skrócono o 200 milisekund, a z czasem w ofercie pojawi się 8-biegowy automat. Auto wyjedzie na drogi w marcu. Nikt tego nie zauważy.