Na początek ważne pytanie: czy w ogóle kojarzycie albo pamiętacie taki samochód jak Daewoo Chairman? Ja akurat doskonale go pamiętam, a to za sprawą faktu, że jeździł, a raczej był nim wożony, rektor pewnej prywatnej uczelni ekonomicznej w Warszawie.

Jak widać, rektor dobrze umiał liczyć, jak to przystało na ekonomistę, bo wybrał auto, które w dużej mierze bazowało na częściach i podzespołach "pancernego" Mercedesa W124, a zapewniało komfort, ba nawet było dość mocno podobne, do Mercedesa W140, czyli Klasy S z lat 90. Z drugiej jednak strony Daewoo kosztowało znacznie mniej niż pierwowzór, a dzięki temu starczyło na pensję kierowcy, paliwo i zapewne jeszcze coś zostało.

Warto tu wspomnieć, że o ile znaczek nie dawał takiego prestiżu co logo BMW lub Mercedesa, to cały układ napędowy Chairmana tak naprawdę pochodził właśnie od niemieckiej marki premium. Zresztą to nie jedyne rozwiązania rodem ze Stuttgartu, które trafiły pod maskę tego modelu.

Daewoo Chairman – polski epizod

Co ciekawe, ten egzotyczny samochód najpierw występował pod marką SsangYong, a dopiero po przejęciu tego producenta przez koncern Daewoo na masce pojawiło się logo koreańskiego giganta z lat 90. Dziś mało osób o tym pamięta, ale Chairmana przez krótki okres sprzedawano także w polskich salonach Daewoo – dokładnie w latach 1999-2001.

Ale wróćmy do egzemplarza wystawionego na sprzedaż. Okazuje się, że oferowany Chairman to auto fabrycznie nowe z końca 2000 r., z symbolicznym przebiegiem 182 km. Samochód ma jeszcze folie ochronne na siedzeniach i progach. Sprzedający twierdzi, że przez 21 lat przestał w salonie w Budapeszcie i nadal się tam znajduje. To wersja z 6-cylindrowym silnikiem o pojemności 2,8 litra i mocy 188 KM.

A cena? Nieco niższa niż salonowa. Sprzedający wycenił auto na 99 tys. zł. Według informacji podanych przez sprzedającego, egzemplarz ten w 2000 r. kosztował 240 tys. zł.