Logo

Dziesiąty dzień płonie samochodowiec u wybrzeży Alaski. Pomoc może... popatrzeć

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Pożar statku Morning Midas trwa już 10 dni, statek przewoził 3159 samochodów, w tym 65 elektrycznych.
  • Pożar rozpoczął się na pokładzie z samochodami elektrycznymi, co utrudnia gaszenie ze względu na baterie litowo-jonowe.
  • Załoga opuściła statek po nieudanej walce z ogniem, a obecnie trwa walka o zapobieżenie katastrofie ekologicznej.
  • Na miejsce dotarły ekipy ratunkowe, ale ich działania ograniczają się do obserwacji, ponieważ gaszenie pożaru na morzu jest bardzo trudne.
  • Istnieje ryzyko, że statek zatonie z powodu przechylenia i przesunięcia zawartości.
  • Statek Morning Midas wiózł z Chin do Meksyku 3159 samochodów, w tym 65 elektrycznych i 681 hybrydowych
  • Pożar zaczął się na pokładzie, gdzie stały samochody elektryczne
  • Załoga po wyczerpaniu środków przeciwpożarowych opuściła statek i została podjęta przez inną jednostkę
  • Obecnie trwa walka nie tyle o uratowanie statku i jego zawartości, lecz raczej o zapobieżenie katastrofie ekologicznej
22-osobowa załoga porzuciła statek po krótkiej, skazanej na niepowodzenie walce. Jakkolwiek systemy przeciwpożarowe zainstalowane na statku miały zadziałać prawidłowo, okazały się nie dość skutecznie.

Statek płonie już 10 dni

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Pożar miał się rozpocząć na pokładzie z samochodami elektrycznymi. Pożary baterii litowo-jonowych są o tyle problematyczne, że do ich gaszenia (a właściwie do chłodzenia baterii) potrzeba dużo wody. Bateria litowo-jonowa płonie często "na raty", ponieważ podzielona jest na pakiety ogniw odizolowanych od siebie; gdy jedna ogniwa zapalają się i wyzwalają energię, kolejne zapalają się z powodu ciepła; pozornie ugaszony samochód może zapłonąć jeszcze nawet po kilku dniach, o ile nie jest odpowiednio zabezpieczony. Straże pożarne nauczyły się już radzić sobie z pożarami samochodów elektrycznych na drodze (do których zresztą dochodzi stosunkowo rzadko), natomiast na statku znajdującym się na pełnym morzu gaszenie tego typu pożaru jest bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. Zwłaszcza jeśli wokół są inne samochody oraz materiały łatwopalne, w tym paliwo, którego na statku jest dużo.
W rezultacie statek, który zapalił się 3 czerwca, wciąż się dopala.

Pomoc dociera, ale niewiele może zrobić

Docelowo na miejsce, gdzie dryfuje Morning Midas, mają dotrzeć w ramach akcji ratunkowej trzy statki. Co najmniej jeden jest już na miejscu, jednak w praktyce jedyne, co można zrobić, to obserwować, jak statek się dopala – i to od nawietrznej, bo dym wydobywający się ze statku może zawierać toksyczne chemikalia.
Raczej nikt nie ma już nadziei na uratowanie przewożonych samochodów, gdyż te albo spłonęły, albo płoną, albo są uszkodzone od gorąca. W najlepszym wypadku uda się wziąć wypalony statek na hol i dostarczyć do portu, gdzie w bezpieczny sposób zostanie poddany utylizacji. Wiele zależy jednak od pogody. Jest jednak duże ryzyko, że zawartość statku przesunie się w stronę jednej z burt i statek zatonie. Już 10 czerwca statek był wyraźnie przechylony w stronę rufy, na zdjęciach widać też dziury wypalone w burtach.
13122
22
9
7
4
2
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Pokaż listę wszystkich publikacji

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!