Dwa lata temu Volvo zszokowało motoryzacyjny świat. Szefostwo koncernu ogłosiło, że przyszłość firmy będzie związana wyłącznie z samochodami elektrycznymi, a pracę nad tym już rozpoczęto. Oczywiście, nie została wyznaczona żadna sztywna data, kiedy z taśm produkcyjnych koncernu zjedzie ostatni samochód z klasycznym napędem spalinowym, bo wobec obecnego poziomu rozwoju techniki i infrastruktury byłoby to po prostu niemożliwe.

Volvo dało jednak jasny sygnał: przyszłość firmy i motoryzacji w ogóle to zdecydowanie elektromobilność. Intensywne prace nad nią trzeba zacząć już dziś! W ciągu następnych pięciu lat Volvo będzie prezentowało jeden model elektryczny rocznie.

W 2025 roku 50 proc. sprzedaży firmy mają stanowić auta elektryczne. Czeka nas zatem rewolucja? Volvo widzi to inaczej: zanim wszyscy będziemy używać wyłącznie aut z napędem elektrycznym, czeka nas okres przejściowy, w którym w znacznie większym stopniu będzie wykorzystywany napęd hybrydowy, także z możliwością zewnętrznego ładowania akumulatorów i jazdy w trybie bezemisyjnym (plug-in).

Nie od razu Sztokholm zbudowano...

Pierwsze próby budowania ekologicznych pojazdów przez szwedzką firmę nie są jednak datowane na 2017 rok, lecz na... 1976. Na fali kryzysu paliwowego wiele firm zaczęło na poważnie myśleć o samochodach elektrycznych. To właśnie wtedy Volvo zaprezentowało koncepcyjne Volvo Electric Car – małe miejskie auto, które mogło być wykorzystywane jako samochód dla listonosza. Dziś ten „wózek na kołach” wygląda archaicznie, ale ziarno zostało zasiane.

Kolejnym kamieniem milowym w historii elektromobilności Volvo, znacznie bardziej udanym nie tylko pod względem stylistyki, był koncepcyjny pojazd ECC (Environmental Concept Car). Pokazany w 1992 roku samochód spotkał się z dużym pozytywnym odzewem publiczności. Auto mogło przejechać wyłącznie na prądzie 145 km, a z wykorzystaniem ładującej akumulatory turbiny gazowej – nawet 670 km. Także pod względem osiągów nie można mu było nic zarzucić – prędkość maksymalna wynosiła 175 km/h. Nie bez znaczenia było też to, że ECC po prostu ładnie wyglądało, o czym najlepiej świadczy fakt, że jego stylistykę przejęło debiutujące dopiero 6 lat później Volvo S80.

Zaczyna się robić poważnie

W 2007 roku Volvo wróciło do tematu. Koncepcyjne ReCharge, zbudowane na nadwoziu C30, było samochodem hybrydowym typu plug-in. W trybie bezemisyjnym auto mogło pokonać do 100 km, a pełne naładowanie akumulatorów ze zwykłej domowej sieci trwało 3 godziny. C30 ReCharge było przełomowym modelem, bo choć to pojazd koncepcyjny, zastosowana technika była w pełni gotowa do seryjnej produkcji i codziennego użytku.

Duże zainteresowanie sprawiło, że firma utwierdziła się w swoich ekologicznych planach i założeniach. Cztery lata później zadebiutowało produkcyjne C30 DRIVe Electric – pierwszy niskoseryjny pojazd elektryczny Volvo. Co ciekawe, auta nie można było po prostu kupić, trzeba było je wyleasingować.

Równie ważnym modelem na drodze do elektromobilności Volvo było V60 D6 Twin Engine. 215-konny diesel napędzał w nim przednie koła, a przy tylnej osi umieszczono 50-kilowatowy silnik elektryczny. Dzięki temu rozwiązaniu kierowca dysponował napędem na obie osie, a w trybie bezemisyjnym auto pokonywało 50 km. Dzięki wykorzystaniu energii z akumulatorów auto na pierwszych 100 km paliło zaledwie 1,8 l!

Tyle że hybrydowe V60 z dieslem to już historia. Volvo na dziś to XC40 T5 Twin Engine, którego silniki generują łączną moc 262 KM, a na jutro (w niemalże dosłownym znaczeniu tych słów) – w pełni elektryczne XC40 o zasięgu dochodzącym do 400 km, którego sprzedaż ma rozpocząć się w przyszłym roku.