Pierwszy układ chłodzenia w samochodzie pochodzi z 1884 roku, jednak wtedy nie miał on za zadanie chłodzić pasażerów, a jedynie chronić silnik przed przegrzaniem. Był to prosty wynalazek, w którym zastosowano po prostu pojemnik z lodem. Dopiero pół wieku później pomyślano o wygodzie użytkowników.

Pierwszy patent z lat 40.

Pierwszy układ klimatyzacji, mający chłodzić powietrze we wnętrzu auta, pojawił się już w latach 30. XX wieku. System opatentował amerykański inżynier Willis Haviland Carrier. Wynalazek ten był wtedy tak samo rewolucyjny jak drogi. Montaż rozwiązania Carriera kosztował około 300 dolarów, co było prawdziwą fortuną na tamte czasy. Trudno się dziwić, że auta wyposażone w układ chłodzenia były unikatami, a kierowcy jeszcze przez długie lata chłodzili się opuszczając szybę. W celu efektywniejszego wietrzenia kabiny zaczęto stosować dwa trójkątne okna w przednich drzwiach. Po ich odpowiednim ustawieniu można było skierować strumień powietrza bezpośrednio na kierowcę i pasażera. Z kolei do przestrzeni na nogi trafiało powietrze zasysane przez chłodnicę.

Dopiero w latach 50. pojawił się pierwszy samochód, w którym klimatyzacja była standardowym wyposażeniem – był to Chrysler Imperial Airtemp. Jednak dopiero w latach 60. klimatyzacja upowszechniła się – rozwiązanie to było już na wyposażeniu połowy amerykańskich aut. Niestety, w Europie jej popularyzacja trwała znacznie dłużej.

Lata 70. to boom w Europie

Na Starym Kontynencie układy klimatyzacji tak naprawdę spopularyzowano dopiero w latach 70., kiedy to Nash Kelvinator został pierwszym producentem specjalizującym się w tych systemach i rozpoczął jednocześnie współpracę z kilkoma producentami samochodów. Jego rozwiązanie pojawiło się między innymi w Seacie 132 z 1973 roku. Był to jednocześnie pierwszy model Seata, który umożliwiał montaż fabrycznej klimatyzacji. Oczywiście wciąż za słoną dopłatą.

W hiszpańskiej marce prawdziwa rewolucja pod tym względem zaszła jednak dopiero w 1993 roku, kiedy to nowy model Ibizy zyskał bardziej zaawansowany system chłodzenia wnętrza. Jednak nadal nie można było wybrać w nim temperatury. System ten schładzał się tym bardziej, im szybsze obroty ustawiono w wentylatorze nawiewu. Jednak tamto rozwiązanie spełniało już także funkcję osuszania kabiny, dzięki czemu zapobiegało zaparowaniu szyb.

Dziś każdy pasażer może chłodzić się oddzielnie

Obecnie klimatyzacja często jest już standardem nawet w autach miejskich – tam zwykle trafiają mniej precyzyjne układy z regulacją manualną. Z kolei w modelach wyższych klas większość aut wyposaża się w klimatyzację automatyczną, która sama dba o utrzymanie zadanej temperatury Co więcej, układy potrafią dzielić kabinę na odrębne strefy i oddzielnie je chłodzić. Zwykle są to układy dwustrefowe (oddzielna regulacja dla kierowcy i pasażera po jego prawej stronie), ale pojawiają się coraz częściej także trzystrefowe, w których pasażerowie tylnej kanapy mają także panel sterujący do ustawiania temperatury, i nie jest to już opcja tylko dla aut premium.

Rozwiązania takie są naszpikowane całą siecią czujników (temperatury zewnętrznej i wewnętrznej, światła słonecznego, ciśnienia atmosferycznego i wilgotności), dzięki którym system jest w stanie precyzyjnie utrzymywać wybraną temperaturę, niezależnie od warunków zewnętrznych. W dodatku coraz cześciej systemy te można obsługiwać zdalnie, nie siedząc we wnętrzu samochodu. Takie rozwiązanie oferuje, m.in. najnowszy Climatronic z grupy Volkswagena. W modelach hybrydowych może być on zdalnie obsługiwany, dzięki czemu samochód osiąga idealną temperaturę jeszcze przed wejściem do niego kierowcy i pasażerów. Ponadto funkcja czujnika jakości powietrza wykrywa tu nadmierne zanieczyszczenie, automatycznie zamyka wloty powietrza zewnętrznego, a specjalny system oczyszcza powietrze z zanieczyszczeń i alergenów.