Samochody elektryczne mają sprzyjać zdrowiu ludzi, bo poruszają się lokalnie bezemisyjnie. Wygląda jednak na to, że korzystanie z nich może mieć niekorzystne skutki uboczne, o których nikt wcześniej nie pomyślał. Dane zebrane podczas badań przeprowadzonych przez firmę badawczą Civey na zlecenie towarzystwa ubezpieczeniowego DA Direkt wskazują, że przerwy na ładowanie wydłużają pobyt na stacjach i kuszą do podjadania, i to niekoniecznie tego, co zdrowe. Szybki hot dog, słodka bułka czy baton czekoladowy, do tego słodzony napój gazowany.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zadziwiająco wielu ankietowanych przyznało, że podczas ładowania auta, dla zabicia czasu, sięga po przekąskę lub drobny posiłek. Jeśli stanie się to nawykiem, to taka przerwa na ładowanie może prowadzić do otyłości.
Co drugi kierowca podjada podczas ładowania
Ponad połowa (51 proc.) przepytanych właścicieli aut elektrycznych przyznała, że w trakcie ładowania spożywa posiłki lub po prostu podjada. Znacznie mniej respondentów (31 proc.) wykorzystuje ten czas na zakupy lub załatwienie spraw, a co czwarty ankietowany odpoczywa lub pozwala sobie na drzemkę. Jedynie 6 proc. poświęca przerwę w podróży na zdrowe aktywności: ruch na świeżym powietrzu i ćwiczenia fizyczne.
Przy okazji przepytano też użytkowników aut elektrycznych, co im się nie podoba przy ładowaniu. Wśród czynników utrudniających korzystanie z publicznych stacji ładowania najczęściej wymieniano niejasną politykę cenową operatorów ładowarek i zagmatwane sposoby płatności, zbyt małą liczbę szybkich ładowarek oraz niewystarczającą jakość infrastruktury, brak miejsc do odpoczynku. Użytkownicy dużych hubów ładowania często narzekają na brak toalet oraz zadaszeń.
Powodem podjadania może być po prostu nuda podczas ładowania — gdy otoczenie jest nieprzyjazne, wielu kierowców chętnie sięga po przekąski — często zbyt tłuste, słone lub słodkie. To może prowadzić do nadwagi w dłuższej perspektywie, a zbyt ciężkie jedzenie może też chwilowo obniżać koncentrację podczas dalszej jazdy — twierdzą przedstawiciele DA Direkt.
Pół godziny na ładowanie i niezdrowy posiłek
Z badania wynika też, że 86 proc. kierowców aut elektrycznych uznaje postój trwający do 20 minut za komfortowy, pod warunkiem że w tym czasie doładują energię na przynajmniej 200 kilometrów zasięgu. Aż 35 proc. godzi się bez problemów z postojami trwającymi do 30 minut. Inaczej postrzegają to kierowcy samochodów spalinowych: 43 proc. z nich deklaruje, że 10 minut to maksymalnie akceptowalny czas postoju na stacji. Podobnie podzielone są opinie na temat infrastruktury ładowania. Tylko 38 procent kierowców aut elektrycznych uważa ją za wystarczającą. Wśród kierowców aut spalinowych tylko 10 procent zakłada, że mogliby liczyć na wystarczającą liczbę ładowarek, gdyby przesiedli się na samochód elektryczny. Badania przeprowadzono w Niemczech na próbie 3500 respondentów, z których 1000 stanowiły osoby korzystające na co dzień z aut elektrycznych.
Warto jednak zaznaczyć, o czym twórcy badania nie wspominają, że znaczna część wszystkich sesji ładowania aut elektrycznych odbywa się nie na publicznych ładowarkach, na których pokusa do podjadania bywa trudna do przezwyciężenia, a w przydomowych garażach — w przypadku rynku polskiego mowa jest nawet o ok. 70 proc. ładowań. A to oznacza, że ryzyko popadnięcia w zgubne nawyki żywieniowe nie powinno być aż tak duże, jak wskazują przedstawiciele niemieckiego ubezpieczyciela. W Polsce wciąż jest tak, że wiele stacji ładowania znajduje się w "szczerym polu", gdzie trudno o niezdrowe przekąski, chyba że kierowca zadba o nie zawczasu.