• Japończycy nie kryli dużych ambicji. Na celownik wzięli bowiem jedno z najpopularniejszych aut Ameryki, czyli Forda F150
  • Pierwszą Tundrę można było zatem zamówić z 3,4 l V6 o mocy 190 KM, 4,0 l 236 KM i V8 o pojemności 4,7 l
  • Po podrasowaniu przez oddział TRD (Toyota Racing Development) przekraczano próg 500 KM co oznaczało sprint w 4,4 s do 60 mil/h, czyli prawie 100 km/h

Równo 20 lat temu Toyota pokazała swojego pierwszego dużego pickupa dla Ameryki (o ile ktokolwiek bierze pod uwagę poprzednika, czyli T100) - Tundrę. Japończykom tak bardzo zależało na podbiciu amerykańskich serc, że nawet produkcję modelu zaplanowano na terenie USA. W tym celu zbudowano nową fabrykę w TMMI, nieopodal Princeton. Toyota Made in USA – to jest to dla lokalnych nabywców.

Jak to zwykle bywa - Japończycy nie kryli dużych ambicji. Na celownik wzięli bowiem jedno z najpopularniejszych aut Ameryki, czyli Forda F150 – prawdziwego konia roboczego bijącego rekordy sprzedaży. Nawet pierwszą nazwę konceptu dobrano tak, by kojarzyła się z Fordem. Pierwotnie nowy pickup nazwano Toyota T150, co nie pozostało bez reakcji Forda, który dość szybko złożył skargę. By uniknąć konfliktu Japończycy dali za wygraną. Na rynek trafiła Toyota Tundra.

Nawet ponad 500 KM w pikapie

Duży pickup to duży silnik. Pierwszą Tundrę można było zatem zamówić z 3,4 l V6 o mocy 190 KM, 4,0 l 236 KM i V8 o pojemności 4,7 l. Zależnie od rocznika V8 występowało w wersji o mocy od 245 KM do ponad 280 KM. Na tym nie koniec. W drugiej generacji pojawił się prawdziwy potwór, czyli V8 5,7 l o mocy 381 KM. Po podrasowaniu przez oddział TRD (Toyota Racing Development) przekraczano próg 500 KM co oznaczało sprint w 4,4 s do 60 mil/h, czyli prawie 100 km/h.

Duży pickup to także spora ładowność i duże możliwości holowania. Nie dziwi zatem, że Toyota w ramach akcji marketingowych zdecydowała się nawet na tak spektakularne przedsięwzięcie jak holowanie ogromnej przyczepy z wahadłowcem kosmicznym Endeavour. Seryjny i niemodyfikowany egzemplarz z silnikiem V8 służył przez pięć minut jako holownik podczas podróży wahadłowca z lotniska w Los Angeles do pobliskiego muzeum California Science Center (przez kilkaset metrów m.in. mostu, po którym nie mógł przejechać specjalny zespół ciężkich holowników). A to nie koniec pomysłów marketingowców.

Przetrwa pożar i milion mil

W USA Toyota miała zresztą czym się chwalić. W 2016 roku inżynierowie zdobyli egzemplarz, który osiągnął przebieg ponad miliona mil (szczęśliwy użytkownik przesiadł się do nowego modelu). Samochód rozebrano na części, by przeanalizować stopień zużycia wszystkich komponentów. Co ciekawe niektóre podzespoły trafiły nawet do analizy w Japonii.

Dwa lata później Toyota Tundra zyskała kolejną reklamę za sprawą bohaterskiego pielęgniarza, który pomagał w ewakuacji pacjentów podczas ogromnych pożarów w Kalifornii. Nadpalony egzemplarz Tundry z widocznymi stopionymi kloszami świateł i zderzaków przetrwał podróż przez ogień i przydał się podczas ucieczki z płonącego górskiego miasteczka Paradise (na skutek ogromnego pożaru większa część miasta została kompletnie zniszczona).

W historii Toyoty Tundry nie zabrakło także wstydliwych wpadek. Tundrę trapiły bowiem poważne kłopoty z korozją ram (problemem zajęła się nawet amerykańska agencja NHTSA), awarie rozrządu w silniku V8 5,7 l oraz problemy z zawieszeniem (do naprawy ponad pół miliona aut). Nie wpłynęło to jednak na ogólną opinię o samochodzie, który cieszą się niezłą reputacją (sporo nagród branżowych).

Amerykańska trójka niezagrożona

Jedną rzeczą Toyota nie mogła się jednak pochwalić – rekordową sprzedażą. Tundra nie zdetronizowała bowiem Forda F150. Amerykański pikap sprzedaje się znacznie lepiej od modelu Toyoty. Większym wzięciem cieszą się także konstrukcje GM (Chevy) czy FCA (RAM). Niemniej średnia na poziomie nieco ponad 100 tys. egzemplarzy rocznie dla Tundry to całkiem niezły wynik. Bob Carter odpowiedzialny za sprzedaż w USA zapewniał pod koniec zeszłego roku, że firma ma plan, by poprawić sprzedaż Tundry. Nietrudno zgadnąć jaki – spore nadzieje pokładane są bowiem w kolejnej edycji pickupa.

Po 20 latach od rozpoczęcia produkcji Tundra wkracza bowiem w nową erę. Obecnie Toyota przygotowuje się na kolejną wersję modelu. Według amerykańskich mediów nowa Tundra może zyskać układ napędowy od… Lexusa LS500h. Cóż, elektryfikacja nie ominie pikapów. Od tego już właściwie nie ma odwrotu.