• Na razie wiemy, jak mają wyglądać auta, ale wciąż nie wiadomo, w jaką będą wyposażone technikę
  • Nadal toczą się negocjacje z potencjalnymi dostawcami platformy, na której auto ma być oparte
  • Firma nie kupiła jeszcze działki pod budowę fabryki – tu też negocjacje mają się zbliżać do finału. Od lat.
  • Polskie auta elektryczne, mimo ekskluzywnego wyglądu, mają należeć do segmentu budżetowego
  • Samochody mają być dostępne w systemie ratalnym, a sprzedaż ma się odbywać „hybrydowo” – salonów marki ma być niewiele, większość kwestii związanych z zakupem załatwiać mamy przez internet

Najpoważniejsze startupy powstawały w garażach, a nie w ministerialnych gabinetach. Być może dlatego, żeby zatrzeć dominujące dotychczas wrażenie, że budowa „narodowego auta elektrycznego” to projekt przede wszystkim polityczny, premiera nowej polskiej marki odbyła się w dosyć skromnym miejscu, w okolicach podwarszawskiego Pruszkowa, w hali przemysłowej przekształconej na centrum multimedialne.

Na prasowej premierze marki nie było też polityków ogrzewających się w blasku sukcesów „polskiej innowacyjnej gospodarki” – i tu powstaje pytanie, czy to przejaw tego, że z inicjatywy propagandowej polskie auto elektryczne przechodzi w fazę projektu biznesowego, czy też może projekt popadł w niełaskę?

Nowa marka, nowe hasło

Czego nowego dowiedzieliśmy się dziś o polskim aucie elektrycznym? Przede wszystkim, poznaliśmy nazwę nowej marki – Izera oraz jej logo. Przyznajemy, brzmi dobrze, a przynajmniej Ci, którzy uważali w szkole na geografii, zapewne też pamiętają, że tak nazywa się rzeka – jeden z dopływów Łaby – płynąca przez Polskę i Czechy. Dla pomysłodawców nazwy ma mieć to także znaczenie symboliczne – projekt również ma być międzynarodowy i łączyć.

Nazwa jest przyjazna, łatwa do wymówienia oraz zapamiętania również dla osób spoza Polski. Izera ma również ambicje europejskie i będzie dostępna poza Polską - mówi Paweł Tomaszek, dyrektor biura komunikacji i rozwoju biznesu ElectroMobility Poland.

Hasło nowej marki to „Milion powodów, żeby jechać dalej” – choć to poważne niedoszacowanie, bo do końca 2019 roku na projekt polskiego auta elektrycznego akcjonariusze spółki Electromobility Poland, czyli największe kontrolowane przez państwo spółki energetyczne, wydali już ponad 30 milionów zł, co i tak stanowi szacunkowo mniej niż 1 proc. tego, ile ma kosztować wdrożenie aut do produkcji.

Jakie mają być auta marki Izera?

Jakie mają być nowe, polskie auta elektryczne? Na razie naocznie przekonaliśmy się, że bardzo urodziwe, a ich pomysłodawcy obiecują, że będą także rodzinne, praktyczne i przystępne cenowo. Przedstawiciele Electromobility Poland podczas konferencji wielokrotnie podkreślali, że będą to auta należące do segmentu budżetowego – choć jeden z prototypów – elektryczny SUV, z wyglądu przypomina Jaguara I-Pace, co trudno uznać za wadę.

Chcemy wprowadzić dogodny ratalny system sprzedaży, aby całościowy koszt posiadania samochodu utrzymać na poziomie atrakcyjniejszym niż samochody spalinowe porównywalnej klasy – zapowiada Piotr Zaremba, prezes EMP. Tego, czy auto będzie można też kupić za gotówkę i jaki będzie rząd wielkości ceny, nie udało się od przedstawicieli spółki wyciągnąć.

Koniec amatorszczyzny?

Całkowicie porzucono więc pierwotne pomysły, czyli budowę małych elektrycznych „mikrosamochodzików”, na które pomysłów szukano w konkursach organizowanych na początku funkcjonowania Electromobility Poland. Spółka wycofała się też z nierealnych założeń, że wszystkie rozwiązania technologiczne oraz komponenty uda się pozyskać lokalnie. Prezes Electromobility Poland, Piotr Zaremba – przyznał, że możliwości polskich firm mających uczestniczyć w projekcie okazały się mniejsze, niż pierwotnie zakładano.

Po dwóch latach błądzenia firma zmieniła strategię – co naprawdę warto docenić – i postanowiła pójść drogą, którą od początku wszyscy życzliwi jej doradzali, czyli powierzyć opracowanie aut specjalistom. Nowoczesne, produkowane seryjnie auta są tak skomplikowane, że nie da się ich budować ani na zasadzie pospolitego ruszenia, ani też nie wystarczy zatrudnić jednego genialnego konstruktora – finalny produkt to efekt pracy wielu współpracujących ze sobą zespołów profesjonalistów z różnych branż.

Integratorem technicznym projektu została niemiecka firma EDAG Engineering, która nie dość, że współpracuje z wieloma liczącymi się na świecie producentami aut, to jeszcze ma swoje biura w Polsce. Za wygląd nowych aut odpowiada włoska firma Torino Design, a konsultantem projektu jest Tadeusz Jelec, wieloletni projektant aut marki Jaguar.

Co pod maską? To się jeszcze okaże!

Co już wiemy o technologiach, które mają się znaleźć w nowych autach? Na razie nie za wiele. Przedstawiciele firmy deklarują, że aktualnie toczą się wciąż rozmowy z dwoma dostawcami platform, którzy „zabiegają o to, żeby uczestniczyć w projekcie”. Negocjacje mają się przedłużać ze względu na nowe możliwości, które ujawniły się już po rozpoczęciu rozmów – choć nieoficjalnie do ostatecznej decyzji na rzecz jednej z platform ma być blisko.

Mimo, że wciąż nie wiadomo, co pod maską, znane są założenia techniczne: zasięg nowych aut ma wynosić ok. 400 km (planowane są dwa warianty o różnych pojemnościach akumulatorów) , przyspieszenie do 100 km/h ma trwać mniej niż 8 sekund, prędkość maksymalna, którą auto ma móc utrzymywać przez dłuższy czas to 160 km/h. Platforma ma pozwalać na tworzenie wersji z napędem 4x4, chociaż bazowy model ma mieć napęd tylko na jedną oś.

Auta mają być wyposażone we wszystkie systemy bezpieczeństwa, które będą rynkowym standardem w 2023 roku.

Elektryk od początku do końca

Samochody mają powstawać na bazie platformy przeznaczonych wyłącznie dla aut elektrycznych, co ma pozwalać na optymalne zagospodarowanie przestrzeni wewnątrz aut – rozstaw osi ma być bardzo duży jak na gabaryty zewnętrzne nadwozia, a akumulatory mają znajdować się pod podłogą, dzięki czemu samochody mają oferować dużo miejsca na bagaż.

O ile zaprezentowany SUV to tylko statyczna makieta bez wnętrza, to hatchback jest jeżdżącym prototypem. Łukasz Maliczenko (dyrektor ds. rozwoju technicznego produktu ElectroMobility Poland) – również pracujący wcześniej dla Jaguara – zastrzega, że zastosowane w nim podzespoły wcale nie muszą znaleźć się w finalnym modelu – prototyp ten służy tylko do prezentacji koncepcji i przetestowania m.in. rozwiązań ergonomicznych.

Gdzie auta mają powstawać? Wiadomo, że na Południu Polski, choć spółka nie kupiła jeszcze działki pod budowę fabryki, ale rozmowy mają być już bardzo zaawansowane. Od rozpoczęcia budowy fabryki do produkcji seryjnej aut ma minąć 36 miesięcy – plan jest więc bardzo napięty. Czy realny? Zobaczymy!

Na razie wiemy, jak nazywa się marka, i że spółka dysponuje ładnymi prototypami. Pozostaje więc czekać z niecierpliwością, czy plan się ziści i czy rzeczywiście auta będą w zasięgu finansowym Polaków.