Poseł Łukasz Mejza mógł zebrać ponad 160 punktów karnych. Cała nadzieja w psychologu

Cała nadzieja w tym, że psycholog transportu przyjrzy się wyczynom posła Mejzy, bo trudno przecież sądzić, że zebranie aż tylu punktów karnych to przypadek.

W ubiegłym roku poseł Mejza został przyłapany na tym, że jechał z prędkością 200 km na godz., ale nie po niemieckiej autostradzie, lecz przez Polskę. Początkowo chciał uniknąć kary, zasłaniając się immunitetem, ale później przyjął mandat.
Teraz okazuje się, że tamto poważne wykroczenie, to był tylko wierzchołek góry lodowej. Według ustaleń dziennikarzy RMF FM poseł w ostatnich latach został przyłapany na wykroczeniach, za które powinien zebrać ponad 160 punktów karnych i zapłacić ok. 18 tys. zł mandatów. Oznacza to, że parlamentarzysta niemal siedmiokrotne przekroczył dopuszczalny limit punktów karnych, a lista przypisywanych mu wykroczeń nie musi być wcale zamknięta. Tym razem prawdopodobnie na postępowaniu mandatowym się nie skończy, sprawa trafi raczej do sądu.

Poseł Mejza o nagłośnieniu sprawy jego wykroczeń: "To przykrywanie porażek rządu"

Łukasz Mejza bagatelizuje sprawę. Poproszony o komentarz przez dziennikarzy dziennika Fakt odpowiedział, że media powinny zająć się najpierw innymi sprawami, a podnoszenie kwestii popełnianych przez niego wykroczeń ma przykryć porażki rządu.

Ja przekroczyłem prędkość, za co oczywiście przepraszam, na trasie szybkiego ruchu, a Tusk w terenie zabudowanym. Także najpierw proszę grillować najważniejszego Niemca w Polsce, a dopiero potem wrzucać mnie (oczywiście w pełni zasłużenie) na ruszt! Czołem wielkiej Polsce!" — podsumował doniesienia o popełnionych wykroczeniach poseł Łukasz Mejza (PiS).

Poseł Mejza tłumaczy, że te 160 punktów to skumulowane sprawy, które zebrały się z ostatnich dwóch lat, bo wezwania przychodziły na nieaktualny adres — gdyby nie to, to część punktów uległaby już zatarciu, w dodatku wykroczenia miały być popełniane na trasie szybkiego ruchu. Niby przeprasza, ale w jego odpowiedziach nie widać za grosz skruchy! Poseł ma się już wprawdzie nie zasłaniać immunitetem i zapłacić mandaty, ale przecież tak naprawdę to nie o to powinno chodzić!
Zgodnie z polskimi przepisami kierowca, który traci prawo jazdy za przekroczenie limitu punktów (dla doświadczonego kierowcy wynosi 24 punkty, dla początkującego to 20 punktów), powinien poddać się badaniom psychologicznym w celu ustalenia istnienia lub braku przeciwwskazań psychologicznych do kierowania pojazdem. Miejmy nadzieję, że jeśli sprawą zajmie się sąd, to zgłębi on dokładniej, skąd bierze się nadzwyczajna skłonność posła Mejzy do łamania przepisów drogowych.
Cała nadzieja w tym, że psycholog transportu przyjrzy się tej sprawie, bo trudno przecież sądzić, że zebranie aż tylu punktów karnych to przypadek. Ktoś, kto notorycznie łamie przepisy drogowe, albo nie ma za grosz szacunku do prawa, albo brakuje mu wyobraźni i świadomości, jakie stwarza zagrożenie dla siebie i dla innych, albo po prostu nie widzi lub nie rozumie znaków. Czy trzeba poważniejszych przesłanek, żeby uznać, że ktoś po prostu nie nadaje się do bycia kierowcą?
Dla świetnie zarabiającego posła, znanego z talentu do zarabiania pieniędzy, kilkanaście tysięcy złotych kar to drobiazg, który nie skłoni go nawet do skruchy. Najważniejsze jest to, żeby w przyszłości poseł Mejza nie siadał już za kierownicę, żeby nie zrobił krzywdy sobie i innym. Nie chcemy przecież czytać w przyszłości o "Łukaszu M.", a już na pewno nie w kontekście tragicznych zdarzeń na drodze.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu