Jeszcze niedawno czas dojazdu wyświetlany przez Google Maps traktowałem z dużą rezerwą, szczególnie gdy wracałem do domu z pracy lub wyjeżdżałem gdzieś w godzinach szczytu. Prognozy potrafiły bowiem zmieniać się z minuty na minutę, a podczas postoju w codziennych korkach było tylko widać, jak czas dojazdu zmienia się dla nas niekorzystnie.
Ostatnio zauważyłem jednak, że coś się zmieniło i nawet w momencie ogromnych korków, jakie obecnie panują w Warszawie, jeśli w jednym punkcie ustawię nawigację z przewidywaną godziną dojazdu, to z dużym prawdopodobieństwem dojadę właśnie o tej konkretnej godzinie.
Co się stało, że Google Maps podaje dokładniejszy czas dojazdu?
Google od lat rozwija system przewidywania czasu przejazdu, wykorzystując do tego ogromne ilości danych o ruchu drogowym. Aplikacja nie analizuje wyłącznie tego, co dzieje się na drodze w danym momencie. W praktyce oznacza to, że jeśli kierowca rozpoczyna podróż rano, Google Maps już wie, że na kolejnych odcinkach trasy prawdopodobnie wystąpią typowe dla danej pory dnia spowolnienia.
To sprawia, że korek może zostać uwzględniony w czasie przejazdu jeszcze zanim kierowca do niego dojedzie. Model przewidywania czasu podróży został dodatkowo usprawniony dzięki wykorzystaniu zaawansowanych metod sztucznej inteligencji, które analizują zależności pomiędzy drogami w całej sieci komunikacyjnej.
Auto Świat / Filip Trusz
Czerwony czas jazdy do celu oznacza, że na trasie jest zator, ale wcale nie oznacza, że dojedziemy później, niż jest wskazane
Jak Mapy Google obliczają czas dojazdu?
Google Maps bierze pod uwagę zarówno aktualne natężenie ruchu, jak i to, co się wydarzy w przyszłości. Mówiąc krótko: próbuje przewidzieć, jak sytuacja będzie wyglądać w kolejnych minutach podróży. Takie dane ma oczywiście z poprzednich dni, tygodni, miesięcy i lat, zatem jest w stanie z dużą dokładnością przewidzieć, że choć w momencie ustawiania nawigacji na naszej drodze jest korek, to gdy dojedziemy w to miejsce, już go nie będzie.
Działa to oczywiście w dwie strony i dość dokładnie. Dzięki temu system nie reaguje nerwowo na każdą chwilową zmianę. Krótkotrwałe spowolnienie nie musi oznaczać automatycznego wydłużenia czasu dojazdu, jeśli algorytm uzna, że ruch szybko wróci do normy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jak to jest, że korek nie zmienia czasu dojazdu?
Dobrym przykładem jest obecna sytuacja na warszawskiej Wisłostradzie. Jeżdżę tamtędy regularnie, a obecne korki z powodu remontów są katastrofalne. Kiedyś takie korki dzień w dzień powodowałyby wydłużenie pierwotnego czasu dojazdu. Dziś tak się jednak nie dzieje i łatwiej nawet "urwać" minutę czy dwie, niż doprowadzić do wydłużenia tego czasu. Notoryczne, wręcz pechowe "łapanie" czerwonych świateł także tego nie zmienia.
Powód jest prosty — długotrwałe remonty nie są już dla algorytmu zdarzeniem nadzwyczajnym i potrafi on przewidzieć, jaka będzie struktura ruchu. Jeżeli ograniczenia funkcjonują od wielu tygodni lub miesięcy, system traktuje je jako element codziennej rzeczywistości drogowej. Innymi słowy, spodziewane opóźnienie wynikające z remontu zostaje uwzględnione jeszcze przed rozpoczęciem podróży.
Kierowca widzi więc czerwony odcinek na mapie, ale nie oznacza to, że czas przejazdu powinien automatycznie wzrosnąć. Google już wcześniej założył, że ruch w tym miejscu będzie wolniejszy i uwzględnił ten fakt w wyliczeniach. Często więc kolor czerwony lub bordowy nie pokazuje, o ile wydłuży się podróż. Informuje jedynie o tym, że ruch odbywa się wolniej niż normalnie dla danego fragmentu drogi.
Auto Świat / Mateusz Pokorzyński
Nie, Google Maps nie jest idealne i bezbłędne, ale można na nim polegać
Dziś już tylko nagłe sytuacje zmieniają czas w mapach Google
Dziś kierowcy mogą więc mieć wrażenie, że aplikacja mniej reaguje na korki, ale w rzeczywistości jest to efekt dokładniejszego przewidywania ruchu. Zamiast stale zmieniać godzinę przyjazdu, Google coraz częściej uwzględnia spodziewane utrudnienia jeszcze przed rozpoczęciem podróży.
Oczywiście dalej pozostaje ten procent czasu, w którym zdarzają się sytuacje losowe, takie jak awaria samochodu czy stłuczka. Takich sytuacji nie przewidzi nawet najlepszy algorytm, dlatego wówczas może dojść do wydłużenia czasu jazdy i opóźnienia. Algorytmy przyszłości czytać nie umieją, a jedynie próbują. I może niech tak zostanie.