- Zamiast opinii o jakości jedzenia czy innych świadczonych usług Internauci zamieszczają w Google Maps informacje o wojnie na Ukrainie
- Opinie przeklejane masowo bez zmian są usuwane, ale tysięcy pisanych indywidualnie przefiltrować nie sposób
- W akcję angażują się oprócz hakerów tysiące zwykłych internautów
- Atak Rosji na Ukrainę — tu znajdziesz najnowsze informacje
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Metoda jest prosta i dostępna dla każdego, kto ma dostęp do Internetu. Nie jest ważne, czy ktoś jest rzeczywiście w Rosji, czy w Ukrainie, w Polce czy w innym kraju. Tego rodzaju "ataki" mające na celu przemycić do rosyjskiej opinii publicznej informacje o wojnie i prawdziwej jej skali dotykają zarówno kont drobnych usługodawców jak i renomowanych muzeów, galerii i innych instytucji rosyjskich.
Informacje o wojnie na "rosyjskich" Google Maps: jak tam trafiają?
Informacja o wojnie na GoogleMapsGoogleMaps
Procedura jest prostsza, niż można by się spodziewać. Wystarczy otworzyć w komputerze czy w telefonie Google Maps, przesunąć mapę tak, aby wyświetlić centrum Moskwy, Sankt Petersburga albo dowolnej rosyjskiej miejscowości, znaleźć na niej dowolną instytucję albo firmę, a potem wejść na podstronę z opiniami o danej placówce. Następnie wystarczy wpisać tekst, ewentualnie dodać zdjęcia, wybrać ocenę wyrażoną w gwiazdkach – dowolną – i gotowe!
Opinie "wojenne" są usuwane, ale nie wszystkie
Informacja o wojnie na Google MapsGoogleMaps
Widać już, że algorytmy usuwają teksty, które są masowo powielane (w przypadku języka rosyjskiego najłatwiej jest przekleić czyjś tekst), ale nie brakuje też "opinii" pisanych indywidualnie – i te, znacznie trudniejsze do przefiltrowania, wyświetlają się bez przeszkód. Nie wszystkie też zamieszczane są w języku rosyjskim – w Google Maps widać też informacje o wojnie zamieszczane po ukraińsku, po angielsku, po polsku, itp.
To oznacza, że mieszkańcy Moskwy i innych rosyjskich miejscowości, którzy za pomocą Google Maps pragną znaleźć najlepszą usługę, chwilowo nie mogą polegać na tym narzędziu. Ale – i to jest być może cenniejsze – z pewnością dowiedzą się więcej o działaniach swoich władz, niż podaje lokalna telewizja.