Marketingowo to fenomenalny ruch Skody - świetny pomysł, promocja zeroemisyjnego (lokalnie) napędu w nowym SUV-ie, współpraca z parkiem narodowym, czyli instytucją cieszącą się dużym zaufaniem społecznym. Dla parku — pieniądze, choć nie wiadomo, jak duże. I m.in. to wywołało falę krytyki na Wyspach, bo Peak District to nie prywatny tor testowy ani centrum handlowe, tylko park narodowy.
Kto krytykuje partnerstwo Peak District z Skodą?
Awantura - śmiało można nazwać tak to, co dzieje się wokół akcji marketingowej - ma miejsce w Wielkiej Brytanii. Chodzi o ten Park Narodowy Peak District, który Skoda na tydzień przemianowała na Peaq District (Peaq to nazwa nowego, elektrycznego SUV-a Skody).
Na wieść o tym lokalni mieszkańcy i aktywiści zawiesili pod reklamowym znakiem parku własny napis: „National Park for sale. Cash needed”. Trudno o mocniejszą etykietę dla tej akcji. Jeden z aktywistów w rozmowie z brytyjskimi mediami mówił: jeśli park narodowy jest gotów sprzedać nawet własną nazwę temu, kto zapłaci najwięcej, to otwiera drogę do coraz dalej idącej komercjalizacji najbardziej chronionych terenów.
Krytycy nie mówią więc o „brzydkiej reklamie”. Mówią o oddaniu nazwy dobra publicznego w ręce firmy, której podstawowy biznes nadal opiera się na sprzedaży samochodów.
Ile park narodowy dostał za tę współpracę ze Skodą?
Tego właśnie nie ujawniono. Władze parku mówią tylko o „rozsądnej kwocie”, która ma pomagać finansować ważne prace. Bez niej nie da się jednak ocenić, czy mówimy o symbolicznej wpłacie, czy o kwocie, za którą instytucja uznała, że warto zaryzykować własną wiarygodność.
Czy park narodowy naprawdę nie ma z czego żyć?
Szef Peak District National Park, Phil Mulligan, broni akcji. Powiedział BBC, że rządowa dotacja pokrywa tylko około jednej czwartej kosztów operacyjnych parku, a resztę trzeba zdobywać z różnych źródeł, żeby utrzymać usługi i ochronę tego obszaru.
Do tego dochodzi szersze tło. BBC podało, że według Campaign for National Parks finansowanie władz parków narodowych w roku finansowym 2026 spadło o 9 proc., a od 2010 r. realny spadek sięga około 40 proc. przy rekordowej liczbie odwiedzających. Z drugiej strony minister ds. przyrody Mary Creagh mówiła wcześniej BBC o zwiększeniu finansowania parków o 37 mln funtów rocznie przez trzy kolejne lata. To pokazuje, że spór nie dotyczy tylko jednej tablicy, ale też tego, kto ma realnie płacić za utrzymanie chronionych miejsc.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czy reklama auta w parku narodowym to greenwashing?
Skoda promuje auto elektryczne, mówi o odpowiedzialnym odwiedzaniu parku i dorzuca bezpłatny wynajem rowerów. Brzmi dobrze. Problem w tym, że krytycy patrzą szerzej: firma samochodowa wchodzi do miejsca kojarzonego z ochroną przyrody i pożycza sobie jego reputację.
Harry Brook, mieszkaniec High Peak i aktywista klimatyczny, zwrócił uwagę na jeszcze jeden zgrzyt. Gdy torfowiska Dark Peak od tygodni płoną i uwalniają zmagazynowany węgiel, trudno mu zrozumieć, dlaczego władze parku wiążą się z firmą, której podstawowy biznes nadal opiera się na transporcie samochodowym.
Co mówi Skoda i dlaczego broni tej akcji?
Stanowisko producenta jest przewidywalne, ale warto je znać, bo bez niego łatwo zrobić z tej historii prosty akt oskarżenia. Skoda UK tłumaczy, że akcja ma uczcić 75-lecie Peak District jako pierwszego parku narodowego w Wielkiej Brytanii, wywołać „pozytywne rozmowy” i zachęcić ludzi do odpowiedzialnego odwiedzania tego miejsca. Firma podkreśla też, że to akcja tymczasowa i nie oznacza faktycznej zmiany nazwy parku. Trzeba też uczciwie przyznać, że wymowa nazwy parku się nie zmienia Peak District i Peaq District brzmią tak samo.