• Podnajmowanie samochodów leasingowanych w Polsce to coraz częstsze zjawisko. Auta trafiają głównie do Francji, ale też innych krajów Europy Zachodniej, gdzie "prowadzą" drugie życie
  • – Tego typu samochody są używane przez organizacje przestępcze i młodzieżowe imigranckie gangi, bo zapewniają anonimowość – komentuje ekspert z ZPL. Służą nie tylko do nocnych wyścigów, ale też przewozu narkotyków i rabunków
  • Auta sportowe z Polski trafiają też często w ręce młodych osób, których nie stać na wynajem takich samochodów we Francji. Raty leasingu są tam zaporowe z powodu wprowadzonych w 2021 r. wysokich podatków
  • Niestety, ten "biznes" opiera się na mamionych dużym zarobkiem klientach "słupach" z Polski, którzy biorą na siebie leasing. Gdy auto znika lub zostaje zniszczone, ofiary oszustwa nie mogą liczyć na ubezpieczenie
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Na Instagramie pojawiło się nagranie z tureckiego zlotu samochodowego zorganizowanego we Francji. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie fakt, że połowa ze zgromadzonych tam drogich samochodów sportowych ma... polskie tablice rejestracyjne.

Audi RS6 Avant? Z Polski. Mercedes-AMG A 45 S? Na polskich "blachach". BMW M4 Competition? Też z Polski! I tak można by wymieniać, bo aż 11 z pokazanych aut zdobi wyróżnik PL. Tymczasem motoryzacyjne spotkanie na parkingu zostało zorganizowane przez imigrantów, którzy dumnie prezentują flagi Turcji na maskach "swoich" maszyn.

Francuski numer, czyli auta z Polski we Francji

Mariusz Bartuzi, ekspert Związku Polskiego Leasingu ds. przeciwdziałania wyłudzeniom i AML, mówi mi, że to coraz częściej występujące zjawisko. Na tyle, że zdążyły już je zauważyć działające w naszym kraju firmy leasingowe i zacząć ostrzegać swoich klientów. Niestety, wciąż dużo osób daje się omamić kuszącym propozycjom kontrahentów i bierze na siebie leasing sportowego auta, które szybko wyjeżdża z Polski.

– Samochody trafiają głównie do Francji, ale również innych krajów Europy Zachodniej np. Hiszpanii czy Holandii – informuje Bartuzi. I rzeczywiście, w mediach społecznościowych wręcz roi się od nagrań szybkich pojazdów zarejestrowanych w Polsce, których kierowcy popisują się brawurową i niebezpieczną jazdą po zachodnich drogach. Ba, nikt się z tym nie kryje i takie auta występują nawet w teledyskach francuskich raperów!

Informowaliśmy o tym już w zeszłym roku, ale wówczas nie było jeszcze jasne, z czego wynika taka popularność wypożyczanych aut z Polski. Teraz wiadomo już, że to duży proceder, którego ofiarami padają Polacy z nieposzlakowaną historią leasingową, a nie efekt legalnie działających wypożyczalni szukających za granicą wyższego zarobku w euro. Sprzeczne z umową podnajęcie samochodu pośrednikowi i trwały wyjazd samochodu z Polski to jednak dopiero początek problemów.

Drugie (przestępcze) życie polskich aut we Francji

Prawdziwe kłopoty spadają na polskiego klienta wtedy, gdy wysokie wypłaty za podnajęcie przestają przychodzić na konto, a kontakt z "nagabywaczem" się urywa. Nie ma samochodu, nie ma pieniędzy, a raty trzeba dalej spłacać. Jeśli podnajęcie nie zostało zatwierdzone przez firmę leasingową, nie pomoże nawet wizyta na komendzie – nie ma szans na skorzystanie z ubezpieczenia.

– Wynajmowanie samochodów obcokrajowcom stało się bardzo popularne z tego względu, że leasingi za granicą są bardzo drogie. To ślepa uliczka, bo nie jesteśmy w stanie mieć kontroli nad takim autem. Potem okazuje się, że pojazdy są wykorzystywane do wyścigów ulicznych, transportu narkotyków czy rabunków. Bywa też tak, że są rozkradane, rozbierane, konfiskowane przez policję albo kończą na słupie – tłumaczy Marcin Miklaszewski, właściciel agencji detektywistycznej Temida.

Potwierdza to Mariusz Bartuzi. – Tego typu samochody są używane przez organizacje przestępcze, młodzieżowe imigranckie gangi, bo zapewniają anonimowość – wyjaśnia. I podaje przykład ze znanej z wysokiej przestępczości Marsylii. Jesienią zeszłego roku funkcjonariusze zatrzymali tam osiem samochodów zarejestrowanych w Polsce, w tym Audi Q8. – Wszystkie były użytkowane przez handlarza narkotyków na podstawie umowy wynajmu spisanej ręcznie na masce auta. Policja skonfiskowała pojazdy, a następnie wystawiła je na licytację. Odzyskanie ich jest niemożliwe – opowiada ekspert ZPL.

Jak nowe samochody z Polski trafiają do Francji?

Wszystko zaczyna się od znalezienia odpowiedniego "słupa", który w oczach firmy leasingowej będzie idealnym klientem, a w oczach pośrednika – idealną ofiarą. Z danych przedstawionych przez ZPL wynika, że często są to lekarze, specjaliści IT czy osoby prowadzące własny biznes. Dlaczego dają się łatwo namówić na tak ryzykowny biznes?

Rozbity Mercedes-AMG CLA 45 i Audi RS3 Sportback w kontenerze Foto: ZPL
Rozbity Mercedes-AMG CLA 45 i Audi RS3 Sportback w kontenerze

Ofiary są kuszone szybkim i wysokim dochodem, znacznie przewyższającym okresową opłatę leasingową. Przestępcy kreślą przed klientami firm leasingowych scenariusze, w których dostaną część wynagrodzenia z góry (np. sześć rat) – tłumaczy Mariusz Bartuzi. – Jednocześnie informują, że samochody są doposażone w zabezpieczenia pozwalające monitorować pojazd. Niestety, nie jest to prawdą. Auta są przerejestrowywane i sprzedawane do krajów trzecich, np. byłych kolonii francuskich. Są potem nie do odzyskania – słyszę od eksperta.

Czasami udaje się je zlokalizować i sprowadzić z powrotem do Polski, ale to pojedyncze przypadki. W dodatku cała operacja jest kosztowna, trzeba bowiem zaangażować osoby, które mają doświadczenie w poszukiwaniach. – Zdarza nam się prowadzić działania na terenie Francji. W ciągu pierwszych tygodni czy miesięcy ludzie są zachwyceni, bo płyną do nich pieniądze w euro. Potem pojawia się problem z płatnościami lub odzyskaniem samochodu i wtedy wkraczamy do akcji. Namierzamy pojazd, a jeśli się da, bierzemy drugi kluczyk, odpalamy i odjeżdżamy – opowiada Miklaszewski.

Policyjne zdjęcie spalonego Audi RS3 Sportback z Polski Foto: ZPL
Policyjne zdjęcie spalonego Audi RS3 Sportback z Polski

A jeśli się nie da, bo auto zostało rozbite podczas tiktokowego wyzwania młodych polegającego na inspirowanej grami wideo ryzykownej jeździe w prawdziwym ruchu ulicznym? Albo spalone w celu zatarcia dowodów? W takiej sytuacji klient "słup" zostaje z konsekwencjami sam, bo zakłady ubezpieczeń odmawiają wypłaty odszkodowania z powodu złamania zapisów w umowie. Leasingobiorca musi spłacić jednorazowo pełne zobowiązanie, czyli często kwoty na poziomie 200-300 tys. zł, a nawet większe. To niemały wydatek nawet dla zamożnej osoby.

– Marża dochodząca do 100 proc. raty leasingowej jest kusząca, ale mało realna na dojrzałym rynku. Pamiętajmy, że w konsekwencji można znacznie więcej stracić niż zyskać. Pośrednicy często proszą o zachowanie poufności i nieinformowanie firmy leasingowej o faktycznym przeznaczeniu pojazdu. Już to powinno wzbudzić wątpliwości. Jeśli biznes jest legalny, nie ma potrzeby ukrywać go przed instytucją finansową – ostrzega Bartuzi.