- Kraków wprowadził Strefę Czystego Transportu (SCT), obejmującą 60 proc. miasta, z surowymi wymogami dla pojazdów wjeżdżających.
- Mieszkańcy Krakowa zarejestrowani przed 26 czerwca 2025 r. są zwolnieni z ograniczeń SCT, pod warunkiem corocznego zgłaszania pojazdów.
- Niektórzy mieszkańcy wyrażają sprzeciw wobec SCT, niszcząc znaki informacyjne, co przypomina działania londyńskich 'Blade Runners'.
- Władze miasta zgłaszają przypadki niszczenia znaków na policję, a sprawcom grożą kary finansowe lub pozbawienia wolności.
- Zapraszamy do wypełnienia ankiety, która znajduje się pod artykułem
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Krakowska Strefa Czystego Transportu od początku budzi kontrowersje. Z jednej strony Kraków należy do tych miast w Polsce, które mają największy problem z czystością powietrza – oczywiście, nie tylko ze względu na ruch drogowy, ale przede wszystkim na skutek specyficznego położenia, które prowadzi do tego, że w mieście kumulują się zanieczyszczenia powietrza pochodzące z tzw. niskiej emisji (czyli m.in. z pieców grzewczych) nie tylko z samego Krakowa, ale i z okolicznych miejscowości.
Poznaj kontekst z AI
Kraków był też pierwszym miastem w Polsce, w którym już w 2019 roku wprowadzono coś na kształt Strefy Czystego Transportu – tyle że to pierwsze podejście ograniczone było tylko do jednej dzielnicy (Kazimierz) i zostało tak źle przygotowane, że projekt upadł po kilku tygodniach działania strefy. Kolejne podejście w 2022 roku też było porażką krakowskiego samorządu: uchwałę radnych o SCT, która miała obowiązywać na terenie praktycznie całego miasta, rozjechały sądy, w 2024 roku na wniosek Wojewody Małopolskiego została ona uchylona, zanim zdążyła wejść w życie. Do trzech razy sztuka: w czerwcu 2025 krakowscy radni znów uchwalili wprowadzenie SCT, a wdrożenia decyzji, mimo licznych protestów mieszkańców, nie udało się ani uchylić ani odroczyć – krakowska SCT działa od 1 stycznia 2026 roku.
O ile np. w Warszawie (warszawska strefa działa od 1 lipca 2024) protesty mieszkańców ograniczyły się w zasadzie do demonstracji przed urzędami i podczas posiedzeń rady miasta, o tyle w Krakowie pierwsze dni działania strefy okazały się znacznie bardziej burzliwe. Krakowska SCT obejmuje 60 proc. powierzchni miasta (tyle w teorii, bo nie licząc nieużytków i terenów o luźnej zabudowie to niemal całe miasto), ale przynajmniej na razie nie powinna powodować poważnych uciążliwości dla mieszkańców Krakowa.
Pojazdy, które były zarejestrowane na osoby zameldowane w tym mieście przed 26 czerwca 2025 r., są objęte bezterminowym zwolnieniem, niezależnie od ich wieku czy spełnianej normy emisji spalin – warunkiem uzyskania zwolnienia jest coroczne zgłaszanie takich pojazdów w systemie SCT. Zwolnienia przewidziano również dla osób z niepełnosprawnościami (posiadające kartę parkingową UE), pacjentów korzystających ze specjalistycznych świadczeń medycznych, właścicieli pojazdów zabytkowych i pojazdów specjalnych. A jeśli ktoś nie jest mieszkańcem Krakowa i ma auto, które w żaden sposób nie spełnia bardzo surowych wymogów strefy (auta benzynowe: minimum norma Euro 4 lub data produkcji od 2005 r, diesle: minimum norma Euro 6 lub data produkcji od 2014 r., czyli wymogi wyższe niż np. w większości niemieckich stref), ten może na razie (do końca 2028 roku) skorzystać z opcji odpłatnego wjazdu (opłata godzinowa: 2,50 zł za godz.; opłata dzienna: w 2026 r. to 5 zł, w 2027 r. wzrośnie ona do 15 zł, abonament miesięczny: 100 zł w 2026 r., 250 zł w 2027 i 500 zł w 2028).
Kraków jak Londyn – tam też od lat trwa bunt wobec strefy ULEZ
Najwyraźniej część mieszkańców Krakowa (choć niewykluczone, że są to też osoby, które przez Kraków często przejeżdżają) postanowiła czynnie, choć nielegalnie walczyć ze strefą, na wzór londyńskich "Blade Runners". Brytyjscy Blade Runnersi, to oddolny "partyzancki" ruch, zwalczający londyńską strefę niskoemisyjną (ULEZ), który zintensyfikował swoje działania w 2023 roku, kiedy londyńska strefa, powołana do życia w 2019 roku została rozszerzona ze ścisłego centrum Londynu, na całe miasto, łącznie z dalekimi przedmieściami.
Nie jest to sformalizowana grupa, a do repertuaru jej działań należy m.in. niszczenie (zamalowywanie, palenie), a nawet kradzież kamer systemu nadzorującego wjazd do strefy ULEZ, ataki na związaną z nim infrastrukturę, blokowanie busów z mobilnymi urządzeniami do kontroli pojazdów jeżdżących po Londynie. Przypadki uszkodzenia kamer liczone są już w tysiącach, w niektórych dzielnicach Londynu zdarzało się, że uszkodzona była większość urządzeń.
Krakowscy Blade Runners w internecie
Jeszcze przed startem krakowskiej strefy, w mediach społecznościowych pojawiły się profile deklarujące sprzeciw wobec SCT, m.in. facebookowy profil Blade Runners SCT Kraków, deklarujący się jako "organizacja charytatywna". W ciągu kilku dni zgromadził o n ponad 20 tys. obserwujących. Na profilu publikowane są informacje o kolejnych zniszczonych lub skradzionych znakach informujących o wjeździe do SCT. Autorzy profilu deklarują, że nie mają nic wspólnego z aktami wandalizmu i ich w żaden sposób ich nie popierają, ale nawiązanie do brytyjskiego ruchu walczącego z tamtejszą strefą czystego transportu nie jest zapewne przypadkowe.
Z doniesień publikowanych na tym profilu, ale także w lokalnych, krakowskich mediach wynika, że od początku roku "nieznani sprawcy" usunęli ok. 20 znaków informujących o wjeździe do strefy, wiele znaków zostało też uszkodzonych, przestawionych bądź zamalowanych. Przedstawiciele krakowskiego magistratu deklarują, że znaki są na bieżąco odtwarzane.
Mamy zinwentaryzowanych około 20 zniszczonych lub skradzionych znaków w 14 lokalizacjach. Dzisiaj zgłosiliśmy te wszystkie znaki na policję i czekamy na to, jakie decyzje podejmie. Czy sprawy będą traktowane jako serie wykroczeń czy przestępstw. Czy jeśli w jednym miejscu zginęły dwa znaki to są wykroczenia czy przestępstwa – powiedział w poniedziałek PAP Michał Pyclik z ZDMK.
Sprawcy takich ataków wychodzą z założenia, że skoro nie ma poprawnego oznakowania strefy, to kierowcy prowadzący auta, które nie spełniają wymogów, nie mogą być karani za wjazd do niej. Kara za złamanie zakazu wjazdu do SCT to do 500 złotych.
Co grozi za kradzież lub uszkodzenie znaków Strefy Czystego Transportu
Władze Krakowa zgłaszają przypadki niszczenia i kradzieży znaków Policji. Co grozi sprawcom takich czynów? To zależy od konkretnego przypadku i wybranej kwalifikacji prawnej. Samowolne usuwanie, ustawianie, włączanie i wyłączanie czy zasłanianie znaków i sygnałów drogowych to wykroczenie opisane w par. 1 art. 85 Kodeksu Wykroczeń i według aktualnego taryfikatora grozi za to mandat wynoszący 400 zł. Oczywiście, policja czy straż miejska może w takiej sytuacji zrezygnować z nałożenia mandatu i skierować wniosek o ukaranie do sądu – tam grozi kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 5 tys. złotych.
Sytuacja zmienia się, jeśli znak zostanie zabrany z miejsca – wtedy czyn taki można potraktować jako kradzież. Tu wiele zależy z kolei od wartości skradzionego znaku. Jeżeli nie przekracza ona 800 złotych, to sprawa jest traktowana jako wykroczenie (art. 119 Kodeksu wykroczeń – kradzież lub przywłaszczenia cudzej rzeczy ruchomej o niewielkiej wartości), za które grozi areszt (do 30 dni), ograniczenie wolności lub grzywna do 5 tys.zł. Co ważne, taka sama kara grozi też za usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo! Naprawdę groźnie robi się w przypadku, kiedy znak zostanie wyceniony na więcej niż 800 złotych, bo wtedy zgodnie z art. 278 par. 1 Kodeksu karnego, kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. W wypadku mniejszej wagi – sprawca może podlegać grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Skazany sprawca takiego czynu staje się osobą karaną, a zatarcie skazania może trwać do 10 lat (w zależności od orzeczonej kary).