• Latem 2020 r. doszło do wypadku na jednej z amerykańskich autostrad stanowych. Film ze zdarzenia lokalne władze opublikowały z dość dużym opóźnieniem
  • Autopilot Tesli nie uchronił przed wypadkiem i samochód uderzył w policyjny radiowóz na sygnałach
  • Tesla reklamuje funkcję Autopilot jako pełną zdolność do samodzielnej jazdy. Jednocześnie firma oficjalnie przyznaje, że układ nie zapewnia autonomicznego kierowania pojazdem
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Tesli można pozazdrościć popularności. Żadna inna firma nie przykuwa tak uwagi mediów. W szczególności dotyczy to wypadków z udziałem samochodów elektrycznych amerykańskiej marki. Nie inaczej jest w przypadku zdarzenia, do którego doszło latem 2020 r. na amerykańskiej autostradzie stanowej nr 64 w Karolinie Północnej. O wydarzeniu przypomniano, gdyż lokalne władze z dość dużym opóźnieniem opublikowały film z wypadku.

Udostępnione nagranie zarejestrowała kamera jednego z policyjnych radiowozów. Znamienne, że próżno na nim wypatrywać Tesli Model S. Widać za to funkcjonariuszy, ekipę pomocy drogowej oraz policyjny radiowóz, który po uderzeniu w tył został zepchnięty do rowu. Tyle i aż tyle.

Tesla, Autopilot i radiowóz — o włos od tragedii

Sprawcą zdarzenia okazał się kierowca Tesli Model S, który według amerykańskich serwisów informacyjnych korzystał z funkcji Autopilot i tuż przed wypadkiem oglądał film na smartfonie. Najwyraźniej Autopilot nie rozpoznał zagrożenia i uderzył w radiowóz zabezpieczający ekipę pomocy drogowej. Tyle z medialnych doniesień.

Oczywiście nietrudno o wnioski, że funkcja Autopilota w Tesli to wciąż rozwiązanie, któremu daleko do doskonałości. Równie łatwo o stwierdzenie, że wiele można także zarzucić samemu kierowcy, który mimo jazdy w trybie autonomicznym powinien skupić uwagę na drodze, a nie na telefonie. Kierowca zresztą trafił do aresztu i usłyszał zarzut o naruszenie zasad bezpieczeństwa i oglądanie telewizji w trakcie prowadzenia pojazdu.

Z pewnością Tesli można wiele zarzucić, ale trzeba przyznać, że firma doskonale zabezpieczyła się przed odpowiedzialnością. Wystarczy bowiem przeczytać oficjalny komunikat, który znajdziemy na stronie producenta w zakładce poświęconej funkcji o dość wymownej nazwie "Pełna zdolność do samodzielnej jazdy". Kluczowe są już dwa pierwsze zdania zapisane mniejszą czcionką: "Włączone funkcje wymagają aktywnego nadzoru kierowcy i nie zapewniają autonomicznego kierowania pojazdem. Część funkcji wymaga włączenia kierunkowskazu, a ich zakres działania jest ograniczony".

Zanim zatem zaczniemy narzekać na niedoskonałości Tesli, upewnijmy się zatem, co kryje się za pięknym marketingowym przekazem. Wystarczy tylko skorzystać z odnośników do tego, co zapisano mniejszą czcionką oraz w dość obszernej instrukcji obsługi. I lepiej także darować sobie inwestycje w specjalne nakładki na kierownicę (jest ich mnóstwo na różnych portalach aukcyjnych) Tesli, by oszukać układ czujników. Zgodnie z instrukcją kierowca musi bowiem trzymać dłonie na kierownicy w trakcie jazdy z aktywnym Autopilotem. Jeśli tego zaniecha, układ wyłączy się, a samochód zwolni aż do całkowitego zatrzymania. Z nakładkami na kierownicy trudniej oczekiwać cudów.