Wydaje się, że w takimi starciu łódź jest bez szans. Wiatr, który wprawia ją w ruch, jest bardzo chimerycznym i nieprzewidywalnym żywiołem. Ten karbonowy jacht zbudowany za niemal 5 mln funtów może pływać z prędkościami dochodzącymi do 60 km/h, ale jest to możliwe na oceanie podczas najpotężniejszych wiatrów, a nie na Bałtyku, Tutaj nawet kierunek wyścigu nie był przypadkowy, bo o tej porze roku najczęściej wieje z Zachodu na Wschód. Łódź ma maszt o wysokości niemal 30 m, jest lekka i teoretycznie nie powinna napotkać żadnych przygód. Na jej pokładzie zameldował się doborowy skład: Zbigniew „Gutek” Gutkowski i Maciej „Świstak” Marczewski. Przed wyruszeniem w trasę, kapitan łodzi pokazał swoją jednostkę Piotrowi Adamczykowi, który pokonywał tę samą trasę lądem, jadąc jak najbliżej linii brzegowej. Punkt kontrolny: Trzęsacz. Punkt docelowy: Hel. Punkt początkowy: marina w Świnoujściu. A zatem start!

Świnoujście – bez promu ani rusz

Piotr Adamczyk zasiadł za sterami Volvo V60 plug-in hybrid, którym porusza się na co dzień. Pod maską auta znalazł się Diesel o mocy 215 KM napędzający koła przednie. Koła tylne napędza silnik elektryczny o mocy 70 KM. Gdy dwie jednostki pracują razem, auto może przyspieszyć do setki w 6,1 sekundy. Ale to nie jest styl jazdy dla dżentelmena. Piotr ceni sobie ciszę w kabinie, ponieważ może wtedy spokojnie słuchać swojej ulubionej muzyki. Ta cisza może być zachowana nawet na trasie przez pierwszych 50 km. Właśnie tyle ten samochód może pokonać wyłącznie na prądzie z prędkością do 120 km/h. Na polskich drogach krajowych to zupełnie wystarcza. A na lokalnych – to aż nadto.

Pierwszą przeszkodą, którą napotkał kierowca, był prom. Pływa co kilkanaście minut i nawet poza sezonem ustawia się do niego kolejka. Białe Volvo Piotra załapało się dopiero na drugą transzę. A łódź w tym czasie płynie. Po dobiciu na drugi brzeg, Volvo szybko nadrabia zaległości. W okolicach Dziwnowa jeszcze na chwilę samochód spowalnia otwierany most. W punkcie kontrolnym w Trzęsaczu koło Rewala pierwszy melduje się "Gutek" z przewagą ok. 30 minut. Teoretycznie wolniejsza łódź tu okazała się szybsza.

Punkt Kołobrzeg – Volvo na prowadzeniu

Volvo nabrało rozpędu. Bez promów, bez mostów zwodzonych, bez korków sukcesywnie zmniejsza stratę do jachtu, by już w okolicach Kołobrzegu zyskać trzygodzinną przewagę. Potem łódka, choć nie jest to żeglarskie porównanie, ma już tylko pod górę. W okolicach Ustki odbywają się manewry wojskowe. Załoga okrętów wojennych nie zna się na żartach, stąd należy ominąć teren ćwiczeń łukiem, którego promień liczy ponad 50 km. To w zupełności przesądza o miażdżącym zwycięstwie samochodu. Piotr orientując się, jaką ma przewagę, spokojnie zatrzymuje się na posiłek, na kawę lub tak po prostu, by podziwiać okolicę.

Hel – ostateczne zwycięstwo drogi lądowej

Piotr Adamczyk dojeżdża na metę po godzinie 22:00. Jego konkurenta nie widać nawet na odległym horyzoncie. Gutek dopłynie dopiero za 14 godzin. Z pewnością brak manewrów wojskowych, czy mocniejszy wiatr mogłyby istotnie zmniejszyć tę przewagę.