25 maja 2026 r. krajobraz motoryzacyjny zmienił się nieodwracalnie. Zaprezentowane wieczorem tego dnia Ferrari Luce (z wł. światło) trwale wryło się w bogatej historii kultowej włoskiej marki. Powód kontrowersji to nawet nie napęd elektryczny (mamy 2026 r. i kilka świetnych sportowych elektryków na rynku), lecz wygląd. Specyficzny — to chyba najlepsze słowo.
Internetowi komentatorzy zawsze się do czegoś przyczepią, ale trudno zlekceważyć reakcję giełdy i dosadną wypowiedź człowieka, który przez lata był prawą ręką Enzo Ferrariego, a w latach 1991-2014 stał nawet na czele Ferrari. Podobnie jak wielu fanom motoryzacji, w poniedziałek runął mu świat.
Ferrari Luce, czyli pierwszy elektryk z MaranelloFerrari Press
Czy Ferrari Luce jest ładne?
Ferrari Luce miało postawić włoską markę w blasku jupiterów i nie mieć żadnych nawiązań do innych modeli z Maranello. Postawione przed nim zadanie wykonało aż za dobrze. Podczas premiery pierwszego elektryka spod znaku wierzgającego konia flesze błyskały bez ustanku. Zdjęcia robione w Rzymie nie miały jednak trafić do katalogu ikon motoryzacyjnego designu, lecz posłużyć do... robienia memów.
"Wizualny babol", "zaprzepaszczenie stylistycznej spuścizny Ferrari", "specjalnie wypuścili takie auto, żeby mogli powiedzieć, że klienci nie kupują elektryków", "Ferrari nie radzi sobie bez Pininfariny" — od kilku dni na Włochów wylewane są całe wiadra pomyj. Nie brakuje porównań do Nissana Leafa, Jeepa Avengera czy nawet Fiata Multipli. Na grupkach facebookowych pojawiają się dziesiątki amatorskich "poprawek" samochodu wykonanych w programach graficznych lub za pomocą AI.
Ci, który wierzą, że zarząd Ferrari wiedział, co robi, są w mniejszości. "Musieli mieć przecieki, że teraz hitem będą auta wyglądające jak z filmów SF z lat 70-80.", "wyprowadzili na drogi szalone wizje projektantów z lat 80.", "a mi się podoba, ale boję się o tym mówić na głos" — można trafić i na takie komentarze, choć zdecydowanie rzadziej.
Jakie notowania na giełdzie ma Ferrari po premierze modelu Luce?
Trudno trafić w internecie na temat, który nie podzieliłby komentatorów na dwa obozy. Gorzej, że wtorkowe otwarcie giełdy szybko zweryfikowało, po której stronie opowiadają się inwestorzy. Po poniedziałkowej premierze akcje marki spadły i w Mediolanie, i w Nowym Jorku — kolejno o 8,4 i 5,1 proc.
— Ferrari jest [w ten sposób — red.] karane za estetyczne rozczarowanie, które pojawiło się po poważnych obawach związanych z rozszerzeniem oferty o modele elektryczne — powiedział Reutersowi Fabio Caldato zarządzający portfelem w firmie AcomeA SGR, która posiada akcje Ferrari. Zapewnia jednak, że podchodzą racjonalnie do tych informacji i wierzą, że "ten nowy produkt może trafić w gusta niszowej grupy klientów".
Co o Ferrari Luce powiedział były szef tej marki?
Luca Cordero di Montezemolo, człowiek, który umiejętnie przeprowadził Ferrari przez wiele kryzysów w latach 1991-2014, nie podziela tego entuzjazmu. Wypytywany przez media o opinię na temat Ferrari Luce początkowo nie chciał zabierać głosu, tłumacząc, że swoją opinią "wyrządziłby krzywdę Ferrari".
I rzeczywiście, z ust Montezemolo po chwili padły słowa, które trudno uznać za komplement:
Ryzykujemy zniszczeniem legendy. Jest mi okropnie przykro. Mam tylko nadzieję, że zdejmą logo wierzgającego konia z tego samochodu. Przynajmniej nie będą chcieli go od nas skopiować Chińczycy.
A wy co sądzicie na temat wyglądu Ferrari Luce?